OŁ MAJN GOD! >> piątek, 1 maja 2009 00:04:20
Majlog żyje!!!

W szoku, w szoku!

Ciekawa jestem tylko ile z nas tu zostało...

Jakąś notkę by wypadło...

Will see!

Buziaki:*
komentarze [1]

13. ~*~ Romanse ~*~ >> sobota, 1 listopada 2008 16:19:18
*


Tom pogrążony w czarnej rozpaczy spowodowanej uczuciowym niepowodzeniem, wlał w siebie jeszcze trzy porządne chausty wódki, po czym nawalony jak ostatni żul z pod monopola, zasnął na piasku obejmując czule butelkę żołądkowej.
Bill, otulony niebieskim ręcznikiem, spojrzał na brata z rozbawieniem, po czym przeniósł wzrok na dogasające ognisko. Dawno nie czuł się tak dobrze. Tak normalnie.
Bez błysków fleszy, bez wywiadów, piszczących fanek i tabuna paparazzi chłopak przypomniał sobie te dawne, bezstroskie dni, kiedy sława była tylko mglistym marzeniem, a koncerty na największych światowych scenach - totalną abstrakcją. Bill długo nie chciał przyznać się sam przed sobą, że tęskni za tamtą cześcią swojego życia. Jednak teraz, siedząc tak przy ognisku w towarzystwie brata i tych trzech wariatek dotarło to do niego ze zdwojoną siłą. Tęsknił. I to cholernie. Ogarnęło go dziwne poczucie bezsilności. Nawet z Nadią nie układało mu się tak, jakby sobie tego życzył...
- Już nigdy nie będzie tak jak kiedyś - zahuczało mu w głowie - nigdy...
- O czym tak rozmyślasz? - z zadumy wyrwał go matowy głos Julkii.
- O niczym szczególnym - Bill uśmiechnął się blado - chodź, siadaj - wskazał dziewczynie miejsce na piasku tuż obok siebie.
Jul podeszła parę kroków i posłusznie klapnęła koło chłopaka.
- Zasnął - stwierdziła patrząc na Toma - Olka to samo. Musieli się nieźle zmęczyć - dodała ze śmiechem.
Bill zachichotał.
- Chyba faktycznie zniszczyłem rodzący się powoli romans.
- Co ma być i tak się wydarzy.
Chłopak spojrzał na nią z uwagą.
- Wierzysz w to?
- W co?
- No w przeznaczenie.
Julka zamyśliła się na chwilę.
- Tak. Wierzę. - odparła w końcu, przesypując piasek z jednej ręki do drugiej - Moim zdaniem nic nie dzieje się bez przyczyny.
- Uważasz, że to dobrze?
- Nie wiem. To trochę upraszcza nasze życie, nie sądzisz?
- Czy ja wiem. Równie dobrze może je komplikować.
- Być może. Upraszcza je w ogólnym jego pojmowaniu, ale komplikuje nasze plany.
- To właśnie miałem na myśli.
- Ty wszystko planujesz w swoim życiu?
- Nie bardzo. To znaczy kiedyś, owszem. Dużo planowałem, marzyłem. Teraz, kiedy osiągnąłem wyznaczone cele - a raczej, kiedy przeznaczenie pomogło mi w ich realizacji - żyje chwilą. Dalej zobaczymy. Tak jak mówisz, co ma być, to będzie.
- Czyli też w to wierzysz.
- Chyba tak.
- Jakie były twoje cele? - zaryzykowała Julka, wiedząc, że wkracza na niepewny grunt.
- Moje cele - zaczął chłopak, zastanawiając się jednocześnie jak ubrać w słowa to co chciał wyrazić, nie zdradzając przy tym zbyt wiele - Cóż, powiem tak. Zawsze stawiałem sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Niektórzy mówili, że ponad normę, że nie dam rady osiągnąć tego co zamierzam.
- No i?
- Mylili się.
- Jesteś szczęśliwy?
To pytanie zaskoczyło Billa. Zwłaszcza, że zanim Jul ponownie zjawiła się przy ognisku, myślał dokładnie o tym samym.
- Nie wiem - wyznał szczerze.
- To tak jak ja. Chociaż, obiektywnie - mam więcej powodów do szczęścia, niż do smutku.
- Powody do szczęścia?
- Cała lista - uśmiechnęła się i zaczęła wyliczać na palcach - jestem zdrowa, mam wspaniałą rodzinę, fantastycznych przyjaciół, robię w życiu to co kocham, mogę się samorealizować, zgłębiać swoje pasje. Lubię siebie. Swoje życie. Nie obawiam się patrzenia w lustro. Przeciwnie.
- Powody do smutku?
Julka zerknęła na Billa z ukosa. Chłopak przyglądał się jej uważnie.
- Deficyt emocjonalny - odparła wreszcie
- Co masz na myśli?
- Brak miłości, mówiąc prościej.
- Nie żartuj.
Dziewczyna spojrzała na niego z wyrzutem.
- Jestem śmiertelnie poważna.
Jej ton głosu zaskoczył Billa. Ba, zaskoczyło go samo wyznanie. Sądził, że taka dziewczyna jak Julka jest na pewno w stałym związku, a jeśli nie, to adoratorów ma na pęczki i żyje jak typowy singiel skacząc z kwiatka na kwiatek.
Chłopak natychmiast podzielił się z nią tą refleksją, co wywołało u niej atak szczerego śmiechu.
- Ani jedno, ani drugie - odparła, kiedy przestała się chichrać - jestem typem czekającym na swojego księcia z bajki.
- A jeśli taki się nie zjawi?
- Zjawi się.
- Skąd ta pewność?
- Bo znalezienie go, to mój cel. I nie mów, że stawiam sobie poprzeczkę zbyt wysoko, bo będziesz należał do grona tych samych ludzi, którzy wątpią w czyiś sukces.
Bill spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami. Zaskoczyła go po raz wtóry w tym dniu. Jej intelekt i wrażliwość emocjonalna robiły na nim kolosalne wrażenie. Dawno nie poznał takiej dziewczyny.
- Nigdy bym tego nie powiedział - oświadczył poważnie - jestem pewien, że go spotkasz - dodał.
Julka nie skomentowała. Co prawda odpowiedz nasunęła jej się od razu, ale ugryzła się w język. Zamiast tego zadarła głowę do góry i powiedziała patrząc w niebo:
- Spójrz jaka fenomenalna noc. Wiesz co zawsze chciałam zrobić? Położyć się na masce samochodu i obserwować te wszystkie konstelacje. Wiesz, tak jak robią nastolatki w amerykańskich filmach.
Bill obrzucił ją krótkim spojrzeniem, po czym wstał i podniósł z piasku dwa kraciaste koce.
- Chodźmy - powiedział.
- Gdzie? - niezrozumiała Julka
- Oglądać gwiazdy. No chyba mogę się przyłączyć?
Dziewczyna spojrzała na niego ze zdziwieniem, po czym uśmiechnęła się i skinęła głową.
- Jasne. - odparła - Ostatecznie wszyscy mieszkamy pod tym samym niebem - dodała i wraz z Billem skierowała się w stronę samochodu.



*

- O, a tamten wypierdek to mały wóz, widzisz? - zapytała Julka wskazując ręką na lewą stronę nieba.
- Nie widzę, gdzie?
- No tamto takie małe, migające.
- One wszystkie są małe i migające.
- Ale ten miga specjalistycznie. No popatrz. Te trzy gwiazdy... te tutaj - dziewczyna zakreśliła ręką niewidzialny krąg - to sam wóz... a tam.... tam jest dyszel.
- A no faktycznie! Widzę, widzę! Jaki ładny.
- Prawda?
- No. A czy rzeczywiście wszystkie znaki zodiaku są widoczne na niebie?
- Są. Ja jestem skorpionem i popatrz - tam dalej po lewej stronie są dwie gwiazdy, taki pierdolnik i znowu gwiazdy. Widzisz?
Bill lustrował przez chwilę niebo w milczeniu.
- Tamto takie podłużne?
- No, dokładnie to!
- To co to jest?
- No właśnie mój znak, skorpion.
- Ale jaja! - ucieszył się Bill - skąd ty to wszystko wiesz?
- Mam zajoba na punkcie atrologii, a co za tym idzie ogarniam trochę astronomię. Z resztą tak jak moja mama. Ostatnio nawet kupiła sobie teleskop na balkon.
- Super - oszacował Bill - a jeśli ja jestem panną, to gdzie zwisam tam na górze?
- Panna zaraz koło wagi... - zastanowiła się Julia - aha, wiem. No więc ty zwisasz tam o. To takie trochę mniejsze, ale za to wyraźniej widać.
- Tamto?
- Uhm.
Leżeli na masce mustanga już dobrą godzinę, szczelnie przykryci ręcznikami i kocami, lustrując przy tym gwiezdne konstelacje.
Nigdzie im się nie spieszyło, nikt ich nie poganiał, słyszeli tylko rechot żab i cykanie świerszczy. Noc była ciepła i duszna, pachniała anemonami.
- Wiesz. Ciekawi mnie czy to faktycznie prawda - zastanawiał się Bill - astrologia, wróżby, te wszystkie choroskopy. Skoro się tym interesujesz to zapewne wierzysz w nie, co? A byłaś kiedyś u wróżki?
Dziewczyna nieodpowiedziała.
- Byłaś? - powtórzył.
Cisza.
- Julia? - zapytał raz jeszcze Bill, po czym spojrzał na dziewczynę.
Blondynka oddychała miarowo i spokojnie, ufnie wtulona w jego ramię.
- Śpi - uśmiechnął się czarny - no to dobranoc astrolożko - dodał przykrywając ją szczelniej kocem i również zamknął oczy.
Dochodziła czwarta nad ranem.


*


Pierwsza obudziła się Alex. Gorące promienie lipcowego słońca, waliły natarczywie prosto w przednią szybę mustanga, oświetlając tymsamym śniadą twarz dreadziary. Olka zamrugała z niezadowoleniem, zamlaskała leniwie, po czym przeciągnęła się powoli. To był błąd.
W tym momencie fala bólu nawiedziła jej skronie i zapulsowała dziko. Alex zrobiło się ciemno przed oczami.
- O ja pierdolę.... - powiedziała słabo - mój łeb.... co ja wczoraj...? - zaczęła i natychmiast przerwała, uświadamiając sobie z przerażeniem, że...
Nic nie pamięta.
- O nie, o nie, o nie - poderwała się gwałtownie, a tępy ból znowu odezwał się w okolicach jej skroni - tylko nie to... tylko nie to...
Alex miała taką akcję dokładnie dwa razy w życiu i po ostatnim razie obiecała sobie, że już nigdy więcej.
Tańczenie na stole, udawanie batmana i rzucanie jedzeniem, to tylko nieliczne z aspektów za jakie dziewczyna musiała się kiedyś wstydzić. Teraz nie miała pojęcia z czego i przed kim przyjdzie się jej tłumaczyć.
Przeczucia miała fatalne.
Póki co jednak, mając totalną Saharę w ustach i mandżurię w głowie, wyjęła natychmiast ze swojej torebki dwa panadole i popiła je wodą mineralną. Następnie stwierdzając, że jest to jej jedyny ratunek, przywarła zachłannie do gwinta butelki i opróżniając ją do połowy, odetchnęła z ulgą.
Tak lepiej.
Alex pełna obaw ujęła w dłonie przednie lusterko samochodowe i skierowała je do siebie. Spojrzała w nie powoli i....
- O kurwa... - jęknęła. Rozmazany makijaż, zapuchnięte oczy i każdy dread w inną stronę - chociaż... - zaczęła znowu - w sumie standrad po imprezie - i już miała machnąć na to ręką, kiedy jej wzrok padł na....
- O JA PIERDOLĘ!!!!!!!!!!!!!!! O KURWA MAĆ!!!!!!!!!!! TYLKO NIE TO!!!!!!! - Olka drąc się wniebogłosy wypadła przerażona z samochodu, trzymając się kurczowo za szyję, zaś leżący na masce Bill i Julka poderwali się gwałtownie. To samo uczyniła Paulina dotychczas spokojnie śpiąca na tylnym siedzeniu.
- Co się stało?! O co chodzi?! Co jest grane?! - pytali półprztomni.
Alex stała przed samochodem z rozpaczą malującą się na jej drobnej twarzy, po czym obrzucając uważnym spojrzeniem Billa i Julkę, którzy przykryci jednym kocem siedzieli na masce samochodu, zawyła:
- UuuUUUuu, to wy tutaj tak razem, gołąbeczki?! - zapytała zapominając przez chwilę o swojej osobistej tragedii
Julka i Bill zamrugali głupio, po czym popatrzyli po sobie odrobinę zawstydzeni. Jul otrzeźwiała pierwsza.
- To Ty nas wszystkich budzisz, straszysz i latasz jak opętana, żeby o to zapytać?! Ty durna babo, ty?! Myślałam, że coś ci się stało!
Olka przypomniała sobie natychmiast zatrważający widok jaki ujrzała w lusterku samochodowym i w mig przestała analizować potencjalne amory swojej przyjaciółki.
- BO STAŁO SIĘ!!!! - ryknęła, po czym ściągnęła przerażoną Julkę z maski mustanga - IDZIEMY!!!!
- Ale gdzie? Jak? - Jul dreptał za Alexandrą w samym staniku i majtkach.
- POROZMAWIAĆ!!! - dotarło jeszcze do uszu Billa i Pauliny, kiedy dziewczyny zniknęły pośród brzozowego zagajnika.



*

- Czekajżesz no! - darła się blondynka co rusz potykając się o wystające korzenie drzew - Już możesz mówić! Jesteśmy chyba jakiś kilometr od jeziora!
Alex wciąż trzymając się za szyję odwróciła się gwałtownie, po czym naraz opuściła obie ręce, obnażając dekolt.
- CO TO . JEST . DO KURWY . NĘDZY...? - wycedziła wściekle, zadzierając głowę do góry.
Na jej skórze widniały cztery potężne czerwone plamy...
Julka parsknęła.
- Hmmm... czyżby... eee... malinki? - odparła, z trudem hamując wybuch śmiechu.
Z oczu Alex sypnęły się iskry.
- SKĄD?!
- Jak to... skąd? - zdziwiła się Julka, po czym spojrzała na nią oczami wielkości pięciozłotówek - Alex... błagam cię, nie rób numerów! Nie mów, że znowu czegoś nie pamiętasz!
Olka spojrzała na nią z bezsilnością w oczach.
- Nie pamiętasz? - był to bardziej stwierdzenie, niż pytanie.
- Nic, a nic - przyznała Alex, po czym westchnęła ciężko - wal, chcę mieć to już za sobą.
- No więc... - zaczęła niepewnie Julka - zaczęło się od tego, że poszłam z Billem się wykąpać - powiedziała i spojrzała na Alex pytająco.
- Nie pamiętam.
- Okej. No więc... popłynęlismy na drugi brzeg jeziora. A ty... ty zostałaś z Tomem przy ognisku... - przerwała ponownie spoglądając na dreadziarę.
- Tego też nie pamiętam.
Jul westchnęła.
- No i ten... szczerze mówiąc... to nie wiem dokładnie jak to wszystko było... bo... eee... bo kiedy wróciliśmy... - tu przerwała, wiedząc, że zaraz będzie świadkiem dzikiej furii swojej przyjaciółki.
- Mów - rozkazała natychmiast Alex, wiedziona najgorszym przeczuciem.
- ...kiedy wróciliśmy, Tom leżał na tobie, ty miałaś rękę pod jego bluzą, on w twoim staniku i lizaliście się na pełnym hardkorze - wyrecytowała jednym tchem i zamknęła oczy.
- Jeszcze coś? - zapytała słabo Alex
- Oprócz tego, że rzygałaś osiem razy w krzakach, to nic - odparła posłusznie.
W lesie zapadła głucha cisza. Zapadła i trwała długie dziesięć sekund, aby w końcu mogło ją rozproszyć głośne:
"KURWA JEGO MAĆ!!!!!!!!!!!!!", które dobyło się z Olkowej piersi.


*

Dzika furia Alex trwała dobre pięć minut, zanim dziewczyna odrobinę ochłonęła. Nie obyło się naturalnie bez wrzasków, pisków, rozpaczliwego machania rękami, kopania podszycia leśnego i najgorszego rodzaju klątw i bluźnierstw jakie tylko istniały w języku polskim.
-.... NO PRZECIEŻ NIE WIERZĘ, DO CHUJA WAFLA! - podsumowała wreszcie swój nieparlamentarny monolog Alex i bezsilnie opadła na trawę, ukrywając twarz w dłoniach.
- Wiesz... no... - zaczęła Julka, doskonale wiedziąc, że nie będzie w stanie nijak udobruchać przyjaciółki przez najbliższe trzy dni - ostatecznie nic się takiego nie stało...
- Nie no skądże! - zaśmiała się cynicznie Alex - nic, a nic! Wcale nie lizałam się z tym bałwanem Kaulitzem, zasranym karierowiczem, rzempolącym komercyjne ścierwo na swojej nędznej bałałajce. Nie, wcale.
- No lizałaś się, no i co. Wielkie mi Alleluja. Bo to z nim jednym? - wzruszyła ramionami Julka.
- Czy ty nie pojmujesz powagi sytuacji?! Dałam się uwieść największemu kasanowie we współczesnych Niemczech, którego działalności muzycznej nie trawię w żaden sposób!!!
- Wiesz Olu... nie chciałabym cię bardziej denerwować, ale... z relacji Billa wynoszę, że to ty rzuciłaś się na Toma, a nie odwrotnie...
Alex opadły ręce.
- Skąd... skąd to wiesz? - zapytała wreszcie siląc się na bezstroski ton.
- Nooo... gadaliśmy do późnej nocy... i powiedział mi. Kiedy rzygałaś w krzakach Tom zdał mu relację, no a on mi powtórzył i...
- No to PIĘKNIE!!! Stara, po prostu REWELACYJNIE!!!
- Ale jemu się to podobało... - spróbowała Julka.
- Ani słowa więcej!!! - zagrzmiała Alex i ponownie ukryła twarz w dłoniach.
- No i co ja teraz zrobię? - zapytała płaczliwie.
- Nic. No co masz zrobić. Udawaj, że nic się nie stało.
- Faktycznie, banalnie proste.
- A masz inny pomysł, skoro nie chcesz z nim kręcić?
- A ty myślisz, że on czegoś ode mnie teraz chce?!
- Olu, ja nie myślę. Ja to WIEM.
- JEGO KURWA NIEDOCZEKANIE!!! - zagrzmiała Alex podrywając się z ziemi - tu się zgina dziub pingwina!!! - oznajmiła gestykulując dziko ręką - nie dla psa kiełbasa!!!
- Alex, ty mi tu przestań szastać przysłowiami staropolskimi. To nie ze mną się całowałaś, tylko z nim.
- No tak. Ale niech on sobie nawet niewyobraża!!!!
- To mu to powiedz.
- Oczywiście, że to zrobię!!! JA I TEN... TA.... TO.... - zająknęła się Alex nie umiejąc znaleźć odpowiedniego określenia - w każdym razie: PO MOIM TRUPIE!!! - zakończyła i tupnęła stanowczo nogą.

komentarze [13]

12. ~*~ Całowanki ~*~ >> niedziela, 19 października 2008 10:56:20


No tak. Powracam z dalszymi częściami.

Zrobiłabym już to 100 lat temu, ale niestety - dostęp do neta był żaden, a ja bez przerwy w rozjazdach. Ale teraz jestem, neta mam, a notka raz tygodniowo pojawiać się będzie, ot co!

Przepraszam, że tak długo nie pisałam. Mam nadzieję, że damy radę nadrobić straty:)

Zapraszam na notkę moje drogie:*





*

.
Pomarańczowe jęzory ognia strzelały wysoko w powietrze, oświetlając tymsamym twarze trzech totalnie naprutych nastolatek i dwóch towarzyszących im chłopaków, również we wstanie znacznie wskazującym.
- Alesz mi gorąso... szeciesz to jakieśśś.... Karaiby są - oświadczyła Paulina i czknęła głośno - Wiesie so? Ja udaję się na sposzszszynek... - dodała
- Jakie sto szynek? - zainteresowała się nagle Alex - szyżby węzonych?
- Sposzynek powieziaam! - huknęła Paula, po czym używając obu nóg i prawej ręki, dotarabaniła się do mustanga, a następnie zniknęła na jego tylnym siedzeniu.
Cztery pary oczu, błędnym wzrokiem odprowadziły ją aż do samochodu.
- Sssiota! - oszacowała zdecydowanie Alex - Niech se żre te szynki. Ja piję dalej. Khto chętny? - zapytała kiwając w powietrzu butelką wiśniowej polskiej.
- Ja, a so! - wybełkotał Tom - polej! - dodał, podając Olce plastikowy kubeczek.
- A ja jusz nie mogę, stara - oświadczyła na to Julka kręcąc gwałtownie głową - nastapiło bowiem... ostatnie stadium... mojego upojenia alkhoholowego... chyba wiziałam w khrzakach... Żółwia Ninrza.... To jes mój koniec! - podsumowała.
- O ja, jhaka super bania! - ożywił się Tom - tesz tak kce! Lej podwójnego! - nakazał natychmiast Olce, licząc po cichu na spotkanie fioletowego Turtlesa.
Bill patrzył na nich w milczeniu. W głowie miał istną 'mandżurię'. Totalnie zapomniał o zgubie portfela i o tym, że powinien zablokować karty. Chłopak miał wrażenie, że znowu jest piętnastolatkiem, który co sobotni wieczór zalewa pałę wraz z bratem i kumplami, w brzozwym zagajniku nad jeziorem. Jaka sława? Jaki zespół? Jaka trasa?
Ale o so chozi?
Bill leniwie odgarnął włosy opadające mu na oczy i czując na policzku czyjś wzrok, powoli odwrócił głowę w prawą stronę.
Znowu ta blondynka. Teraz przyglądała mu się zdecydowanie zbyt bezczelnie.
Chłopak popatrzył na nią wyzywająco.
Nie spuściła wzroku.
Walka na spojrzenia trwała dobre 10 sekund.
Wreszcie odezwał się Bill.
- Kąpiesz się? - zapytał.
- Co?
- Pytałem, czy się kąpiesz - powtórzył wciąż wpatrując się w jej niebieskie tęczówki.
- Teraz?
- Teraz.
Julka zawahała się przez chwilę, po czym nagle poderwała z piasku i jak na swój fatalny stan trzeźwości całkiem zgrabnie utrzymała równowagę.
- Kto ostatni w wodzie... ten miękka faja! - oświadczyła i jednym ruchem zciągnęła przez głowę bluzkę.
Oczom Billa ukazał się czarny stanik wykończony różową koronką, który pięknie eksponował okrągły, jędrny biust dziewczyny. Chłopak w pierwszej kolejności łakomie zagapił się na jej ciało, po czym zarejestrował oświadczenie o miękkej faji.
Czarny poderwał się raptownie, zwłaszcza, że po nogach blondynki zsunęła się właśnie jeansowa spódniczka, ukazując tymsamym czarno-różowe palmersy.
- Ups, chyba wygrałam - zachichotała Julia, po czym trzema pijanymi susami znalazła się w wodzie.
- Cholera jasna! - zaklął pod nosem Bill zrywając z siebie koszulkę, po czym zaczął mocować się z paskiem od spodni.
- Ziefszyny górą - oszacowała Olka patrząc na niego z przekąsem
- Napijmy się! - wrzasnął Tom - za mojego brata fajfusa! - dodał i wraz z Alex wychylił kolejną kolejkę.
Bill uwalniając się w końcu od paska, a kolejno butów, jeansów i białych skarpetek, zgromił go tylko wzrokiem i również popędził do wody.
- JAKA SIEPLUTKA!!! - wrzeszczała Julka w pijackim amoku, siedząc w wodzie niemal po szyję i chlapiąc nią radośnie dookoła - a ty jesteś fajfus! - dodała widząc jak Bill wchodzi do jeziora.
- To było apsolutnie... niesssprawiedliwe! - bronił się.
- Dobra, dobra! Miękka faja i tyle! - rechotała Jul.
- Ja ci dam faję! - zdenerwował się chłopak.
- Ależ nieśmiałabym prosić !- odparła i wybuchła niekontrolowanym śmiechem.
Wtedy Bill pomyślał po raz pierwszy, że jest bardzo błyskotliwa i nieco... wyuzdana.
- Śśścigamy się! - wrzasnął nie umiejąc znaleźć żadnej zadziornej odpowiedzi - do drugiego brzegu! - dodał i rzucił się w głąb jeziora.
Julce nie trzeba było powtarzać dwa razy - uwielbiała pływać, dlatego natychmiast przystąpiła do ataku.
Tom i Alex obserwowali wszystko z brzegu.
- Zajebista opsja... - oszacował Tom z pod półprzymkniętych powiek - cho iziemy z nimi...
- Nie ma mowy - zaprzeczyła natychmiast Alex. Mówiąc szczerze miała ogromną ochotę na taką kąpiel, ale chciała za wszelką cenę zostawić Julię sam na sam z Billem. A poza tym....
- No so ty, no chooo - nie ustępował Tom i zaczął ściągać bluzę.
- No nie chse mi się, no! Zostajemy! - zaoponowała ostro.
- Iziemy!
- Zostajemy!
- Ale ja chcę się kąpać!
- Ale ja mam ochotę na soź innego - Olka łypnęła na niego z pod oka i pociągnęła za rękaw bluzy, tak, że usiadł z powrotem obok niej na na piasku.
- Tak? - zaciekawił się Tom - a na so?
- Na to - powiedziała Alex i gwałtownie wpiła się w jego pełne usta.


*


Chociaż Julka była świetną pływaczką, Bill jak na chłopaka przystało - okazał się lepszy. Już w połowie drogi dziewczyna wiedziała, że przegra. Czarny nie mógł ukryć satysfakcji.
- Ha! Co będzie jak już wygram?! - zawołał przez ramię.
- Stawiam browara! - odkrzyknęła Julia płynąca kilka metrów za nim.
- Nie ma bata! Rządam czegoś bardziej wyszukanego!
Dziewczyna zastanowiła się przez chwilę.
- Dobra! - odkrzyknęła - Ten kto wygra będzie miał prawo do jednego życzenia, które przegrany będzie musiał spełnić bez względu na okoliczności! Natomiast sam zwycięsca jeśli je już wypowie, nie będzie mógł go odwołać!
- Idę na to! - Billowi spodobał się ten pomysł - ale musi być wypowiedziane już teraz?
- Niekoniecznie! - echo ich głosów niosło się po wodzie - Czas wypowiedzenia prośby jest dożywotni!
- Klasa! - podsumował Bill, czując, że dotyka stopami dna, a już po chwili można było usłyszeć jego głośne: WYGRAŁEEEM!!!
Chłodna, rześka woda i znaczny wysiłek fizyczny, sprawiły, że oboje natychmiast wytrzeźwieli.
Julka zmęczona, ale zadowolona z pomysłu kąpieli, również po chwili wyszła na brzeg.
- Moje gratulacje - powiedziała podając mu rękę i usiadła obok chłopaka - jestem teraz twoją złotą rybką. Jakieś spacjalne żądania?
- Niekoniecznie - odparł Bill - sama świadomość, że mam u ciebie jedno życzenie, które będziesz musiała wypełnić bez względu na okoliczności jest dość ekcytująca.
- Uhm, już się boję - mruknęła, a Bill zachichotał.
Milczeli przez chwilę.
- Nie zablokowałeś kart - zauważyła Julia, jednocześnie doskonale wiedząc, że to Alex schowała portfel Billa.
- Nie zablokowałem.
- Bo?
- Bo nawaliłem się jak szmata i zapomniałem. Po prostu.
- I co teraz będzie?
- Nie wiem. Zadzwonię do Davida jutro rano i poproszę żeby to załatwił. Najwyżej będę doszczętnie spłukany - wzruszył obojętnie ramionami - pieniądze to nie wszystko.
Jul popatrzyła na niego uważnie. A jednak nie był zachłannym dorobkiewiczem. Zaimponowało jej to.
- Na prawdę tak sądzisz? - zapytała.
- Na prawdę. Poza tym, gdyby nie to... nie byłoby mnie tutaj - dodał lekko.
Julka poczuła, jak w jej brzuchu do lotu poderwało się tysiące motyli.
"Gdyby nie to, nie byłoby mnie tutaj" - zadudniło w jej uszach.
Bill obrzucił ją wzrokiem.
- Zdziwiona?
- Nie, dlaczego... - Julka nienawidziła faktu, że czasem jej uczucia widać było jak na dłoni.
- Przecież widzę.
- No bo... no właściwie to tak, jestem zdziwiona. Po prostu nie sądziłam... tak bardzo zależało ci na Magdeburgu i w ogóle.
- Zmieniłem zdanie.
- Dlaczego?
- Tak jak przewidywałaś: to była dobra impreza.
- Może jeszcze mi powiesz, że polubisz nocowanie w terenie? - zaśmiała się.
- Wcale niewykluczone.
Znowu zamilkli.
- Robi się chłodno - zauważył Bill
- Wracamy?
- Chyba tak. Chodź - powiedział i wstając podał jej rękę - pójdziemy prawą stroną jeziora, będzie szybciej.
Julii nigdzie się nie spieszyło, chłonęła całą sobą obecność chłopaka. Mimo to, posłusznie podążyła za Billem.
Nie sądziła, że to jego "będzie szybciej" było spowodowane obawą przed potencjalnym przeziębieniem, jakie dziewczyna mogła złapać po nocnej kąpieli.


*

Tom natychmiast odwzajemnił pocałunek i gwałtownie wplótł dłoń w czarne dready Olki. Dziewczynie spodobał się ten gest, więc nie myśląc więcej zarzuciła mu ręce na szyję, przywierając jednocześnie doń całym ciałem. Chłopak zamruczał z zadowoleniem.
Jego chłodny kolczyk raz po raz przesuwał się po wargach Alex, wywyołując na jej plecach przyjemne dreszcze.
Oboje całowali bardzo głęboko i zmysłowo - zamknąwszy oczy, totalnie zatracili się w namiętnej pieszczocie. Oddech Toma znacznie przyspieszył, na co Alex wsunęła prawą dłoń pod jego bluzę, powoli głaszcząc klatkę piersiową i brzuch dreadziarza.
Wtedy chłopak przerwał pocałunek i wysunąwszy swój sprawny język z ust Alex, zachłannie zaczął całować dziewczynę po szyi i dekolcie.
Olce totalnie szumiało w głowie. W przypływie podniecenia poczuła, jak procenty i adrenalina krążą w jej żyłach i wypełniają każdy fragment ciała. Ekstremalna ilość wypitego alkoholu jak zwykle zaczęła działać z piętnastominutowym opóźnieniem - Alex nie była pewna co robi i dlaczego, ale wiedziała, że emocje nie mogą wziąć góry.
Usta Toma były co raz niżej. Jego wargi z lubością muskały dekolt dziewczyny, a prawa ręka sprawnie wsunąwszy się pod bluzkę, teraz mocowała się z zapięciem stanika. Jedna haftka.... druga.... i.....
- O - JA - PIERDOLĘ!!!!!
Słysząc rozbawiony krzyk Billa, Tom i Alex odskoczyli od siebie jak oparzeni.
Stojąca za czarnym Julka, kopnęła go z pasją w kostkę.
- Ała!!! A to za co?! - oburzył się chłopak.
- Za gówno! - syknęła - ależ nie przeszkadzajcie sobie!!! - tu zwróciła się do zawstydzonej parki. Miny Alex i Toma były wyjątkowo debilne - Nas już tu nie ma! Nic nie widzieliśmy! Serio!!! Bill - idziemy!!! - nakazała natychmiast ciągnąc chłopaka za rękę.
- Ale zimno przecież... - zająknął się czarny - a tam ognisko....
- Srisko! - huknęła Jul - Boże, jednak faceci nic nie ogarniają! Zero taktu, zero wyczucia! - zagderała pchając Billa do samochodu.
- Nie, nie, nie! - Alex nagle odzyskała głos - Julkaaa... ale poszekaj! - dodała podrywając się na równe nogi, na co Tom zaklął pod nosem.
- Ale ja na nic nie czekam, idę spać, dobranoc! - migała się blondynka, okrywając jednocześnie ramiona ręcznikiem frotte.
- Nie, nie... stara... Ty nie rozumiesz.... - Alex dopadła Julki ciągnąc ją na stronę - ja... ja.... ja będę szygać..... - wyszeptała.
- Noooosz.... - zaczęła Jul, ale widząc rozpaczliwe spojrzenie Olki, wzięła ją pod rękę i skierowała się ku szuwarom - Bill, drugi ręcznik masz w bagażniku! My zaraz wracamy! - oświadczyła - Takie tam! Babskie pogaduchy! - dodała i obie zniknęły w wysokiej trzcinie.


*

- Ty durna pało!!!!!!!!! - darł się Tom kiedy dziewczyny odeszły wstarczająco daleko - WSZYSTKO ZEPSUŁEŚ!!!
Bill spojrzał na niego przepraszająco.
- Sorry, stary... ja nie pomyślałem...
- Ty nigdy nie myślisz!!! Ja ci nie wpadam do sypialni kiedy jest u ciebie Nadia!!!!! - gorączkował się dreadziarz.
- Ej, serio... nie spodziewałem się... tak mi się wymsknęło....
- Wymsknęło się, wymsknęło!!!
- No tak... ale wiesz... ona zaraz wróci. Zawsze możecie dokończyć - uśmiechnął się Bill triumfalnie.
- Zesrać się!!! - wściekł się Tom - Poza tym: ja wcale nie miałem zamiaru kończyć!
- Doprawdy? - Bill spojrzał na niego z ironią - Wyglądało to trochę inaczej.
- Gówno wiesz.
Istotnie. Tom wcale nie miał zamiaru przespać się z Alex. Z resztą, był pewien, że sama dreadziara w życiu by na to nie pozwoliła. Chłopak planował poprzestać na delikatnych pieszczotach, po czym wykorzystując urok chwili i zaawansowane stadium upojenia alkoholowego Alex, wyciągnąć od niej co tak na prawdę o nim sądzi.
Odkąd się poznali była taka zdystansowana, waliła go po plecach i zwracała się per "stary!". A teraz, kiedy zostali sami... Na samą myśl zrobiło mu się gorąco. Dawno nie spotkał tak namiętnej i przepełnionej pasją dziewczyny, która równocześnie była tak bezpośrednia i naturalna.
Alex była ideałem.

*

- Kobieto, to już piąty bełt! – powiedziała Julka trzymając Alex za dready - zaraz wyrzygasz sobie żołądek!
- Ja.... o ja.... ja pierdolę..... - wydyszał na to Ideał i ponownie ukrył głowę w szuwarach.
- Szósty - oszacowała blondynka i pokręciła głową.
Alex zwymiotowała jeszcze dwa razy, po czym półprzytomna z przepicia i ze zmęczenia uwiesiła się na Julkowym ramieniu.
- Spaś... chcę iś spaś...... - oświadczyła.
- Dobra stara, zaraz będziemy lulać - odparła Julka i podążyła z powrotem ku plaży, ciągnąc za sobą Alex.
Uważając, żeby chłopcy nie zarejestrowali w jakim stanie jest Olka, obeszła samochód na około i wpakowała ją na miejsce kierowcy.
- Ale ja nie prowazę po pijaku... yk! Panie władzo.... - stwierdziła Alex.
- Bardzo słusznie obywatelko - poparła ją Julka - a teraz proszę udać się na zasłużony spoczynek - dodała i przykryła Olkę kocem.
- Oszywiście... oszywiście... - pokiwała Alex głową i zanim Jul zdążyła zamknąć drzwiczki - zasnęła.
- Dwie wariatki - oszacowała blondynka lustrując dredziarę i Paulinę pochrapującą cicho na tylnym siedzeniu, po czym pocałowała każdą w policzek i ponownie skierowała się w stronę ogniska.


komentarze [3]

porzucony?! >> piątek, 29 sierpnia 2008 21:02:40
poszaleli, neta nie mam! zaraz notka bedzie, hihi :)
komentarze [2]

~*~ 11. NA LOPEZA!!!! ~*~ >> poniedziałek, 7 lipica 2008 18:38:52
Ha!!!!!!!!!!!!

Swięto Lasu!!! :D:D:D

Dodaję notkę! Dziewczyny, przepraszam, że nie poinformuję Was o tym teraz na Waszych blogach, ale mam dosłownie 10 minut!
Dlatego wrzucam, życzę smacznego i mam nadzieję, że wkrótce się tutaj zabłąka kilka duszyczek czytelniczych!:) Buziaki:*



*


- Świetne miejsce, co? - powiedział Tom otwierając puszkę piwa i
sadowiąc się niedaleko Alex.
- Genialne! Faktycznie często tu przychodziłeś kiedy byłeś dzieckiem? -
zapytała dredziara nakrawając nożem kiełbaski i nadziewając je
żółtym serem.
Tom uśmiechnął się.
- Przyłaziliśmy tu z Billem prawie codziennie po szkole. Wysiadaliśmi
trzy przystanki wcześniej i szliśmy polami gadając o dziewczynach i muzyce.
To były czasy... - westchnął chłopak i wychylił porządny łyk warki
strong.
Alex obrzuciła go badawczym spojrzeniem. Nie sądziła, że ten
zmanierowany gitarzysta może myśleć z rozżewnieniem o swoim dzieciństwie.
- Lubisz muzykę? - zapytała rżnąc totalnego głupa.
- Uwielbiam! Muzyka to moje życie!
- Grasz na czymś?
Tom zawahał się przez momemt.
- Tak, na gitarze elektrycznej - powiedział wreszcie.
- To tak jak ja - uśmiechnęła się Alex, tym razem zabierając się za
robienie kanapek
- Chyba żartujesz!!!
- Nie, dlaczego miałabym żartować? - odparła spokojnie
Tom patrzył na nią zaszokowany
- No nie wiem... po prostu... nie sądziłem.. baby to tylko o ciuchach i
kosmetykach potrafią...
- I tu się mylisz mój drogi! - pogroziła mu nożykiem - Każda z nas to
dziewczyna z pasją. Grasz w jakiejś kapeli?
Tom zupełnie nie wiedział co ma odpowiedzieć. W pierwszej chwili miał
zamiar zaprzeczyć, ale wreszcie stwierdził, że chyba nic się nie stanie,
jeśli uchyli rąbka tajemnicy.
- Gram. Nazywa się... yyy.... Sprengkanne! (konewka;) - wypalił wiedząc,
że Alex nie zna niemieckiego ni w ząb - Taki lekki rock. Bill jest naszym
wokalistą.
- Nieźle - oszacowała krótko Alex.
- A Ty masz własny zespół?
- Nie, ja nie gram w kapeli - zaprzeczyła potrząsając głową - dogrywam
riffy do różnych projektów, współpracuję z wieloma wykonawcami.
Generalnie wolę tworzyć we własnym zakresie i na własną rękę.
- Dzięki temu masz poczucie wolności... - powiedział Tom i zamyślił
się.
Alex spojrzała na niego uważnie. Może nie był taki głupi za jakiego go
miała?
- No ładnie! - krzyknęła Julka, która niosąc stertę drewna wraz z
Pauliną, wynurzuła się z lasu - to my tutaj zapierdalamy jak dzikie, a jedyny mężczyzna w składzie siedzi na tyłku i pije piwo!
- Jestem zmęczony życiem... - jęknął Tom.
- Zryciem chyba! - fuknęła Paulina - I to swoim własnym! Można się
było tego spodziewać. Czy Niemiec, czy Polak - każdy facet taki sam!
- Masz, wystrugaj chociaż kijki na kiełbaski - Julka rzuciła mu pod nogi
scyzoryk i cztery cienkie gałązki, a sama zabrała się do rozpalania
ogniska.
Tom wychylił jeszcze kilka łyków piwa, po czym zgniótł pustą puszkę i
posłusznie zabrał się do strugania kijków.
W tym momencie telefon chłopaka zawibrował i rozdzwonił się dziko. Alex
i Julka zamarły w bezruchu wymieniając znaczące spojrzenia. Dreadziarz
powoli odłożył kijki na bok i sięgnął do kieszeni.
- Co to za numer? - zapytał na głos - hmmm... nie znam... a z resztą - w
dupie mam, nie odbieram...
- ODBIERZ!!! - wrzasnęły na raz Alex i Julka i przeklinając swoją
jednomyślność, uśmiechnęły się głupkowato.
Tom spojrzał na nie jak na idiotki.
- A niby czemu mam odebrać? - zdziwił się.
- Nie wiem no... - zaczęła Alex - może to z pracy? Może to coś
ważnego?
- O tej porze? Na pewno nie - zaprzeczył Tom - Sorry, ale ja mam weekend! Nie odbieram!
- To ja to zrobię!!! - krzyknęła Alex wyrywając mu telefon z dłoni i
zanim chłopak zdążył zaprotestować, nacisnęła zieloną słuchawkę.
- Haloooo??? - wymruczała miękko niczym seXtelefonistka z 0-700.
- To znowu Ty! - usłyszała zdenerwowany głos Billa i uśmiechnęła się
z satysfakcją
- Tak, to ja. Alex we własnej osobie. Czym mogę służyć?
Tom słysząc to, wybauszył oczy szepcząc: ''kto to?!''
Olka zasłoniła głośnik i mówiąc "Bill!" wystawiła mu język.
Chłopak spojrzał na nią ze zdziwieniem i zmarszczył czoło.
Alex machnęła ręką, na znak, żeby się uciszył.
- Daj mi mojego brata do telefonu! - zarządał Bill - albo nie! Niech do
mnie oddzwoni na ten numer, zaraz skończy mi się kasa! Powiedz, mu żeby
natychmiast zadzwonił, bo......
Olka usłyszała trzy krótkie sygnały, a zaraz potem uroczy, kobiecy głos
mówiący " przepraszamy - połączenie zostało przerwane".
- Łap - powiedziała rzucając dredziarzowi komórkę - masz natychmiast do
niego oddzwonić na ten numer.
- Do Billa? Po co?
- Nie mam pojęcia - wzruszyła ramionami Alex siadając ponownie na kocu -
ale wydaje mi się, że to pilne - dodała ze spokojem i wróciła do
robienia kanapek.
Julka popatrzyła na Olkę i z niedowierzaniem pokręciła głową, na co
dreadziara puściła jej oczko. Póki co, wszystko szło zgodnie z planem!


*


Billowi wydawało się, że minęły całe wieki zanim telefon w budce się
rozdzwonił. Natychmiast porwał słuchawkę z widełek i przycisnął z
pasją do ucha:
- TOM?!
- Tak, to ja. Nie musisz drzeć się jak stara poszwa, słyszę cię.
- Tom, dzięki Bogu! Stary, mam przejebane!
- Co jest grane? Skąd Ty dzwonisz w ogóle?
- Kurwa, z budki! Z budki telefonicznej na stacji!
- Z tej samej, na której zostawiliśmy cię jakieś czterdzieści minut
temu?!
- Z tej samej!!!
- Co Ty tam robisz jeszcze?! Czemu nie jesteś w drodze do Magdeburga?
Dzwoniłeś po Klausa?
- Przestań mi zadawać durne pytania i lepiej po mnie przyjedź! - lawina
pytań Toma tylko rozjuszyła czarnego - nie mam ani portfela, ani komórki!
Ogarniasz?!
- Co Ty pieprzysz! Niemożliwe! - zdziwił się uroczo Tom.
- No i kurwa będziesz mi mówił, co jest możliwe, a co nie!!! - ryczał
poirytowany - Chyba wiem, lepiej! Stoję tu goły i wesoły, a jakiś jebany
pracownik stacji chce mnie wydupczyć! Tom błagam Cię, przyjedź po mnie!
Sposób w jaki Bill przedstawił swoje położenie, poruszył Toma do
głębi...
- Dobra, zaraz tam będę! - odparł szybko i rozłączył się.
- Bill jest dalej na stacji - oświadczył wstając - zgubił portfel i
komórkę. Albo ktoś mu podpierdolił, nie mam zielonego pojęcia! Jadę po tego
kretyna - dodał i ruszył do samochodu.
Julka popatrzyła wymownie na Alex, na co tamta uśmiechnęła się
niewinnie i wzruszyła ramionami.
- Chwila, chwila! - krzyknęła za Tomem Paulina - przecież Ty piłeś!
- Oj tam, jedno piwo - machnął ręką Tom otwierając drzwiczki
- Nie ma mowy!!! - wrzasnęła Julka - nie będziesz jeździł moim
samochodem po pijaku! Spieprzaj mi stamtąd, ale już!
- Ale to mój brat, ja muszę... - zaprotestował chłopak.
- Wiem. I dlatego to ja pojadę. - oświadczyła twardo.
Tom zawachał się.
- A trafisz?
- Spokojnie. Mam świetną orientację w terenie. Poza tym to prosta droga.
- Na pewno?
- Na sto procent - odparła i już siedziała w samochodzie - pilnujcie
tylko ogniska, ja za pół godziny jestem. Z Billem - dodała i odpaliła
silnik.
Alex zachichotała pod nosem. Jeśli ktoś mógł mówić o sobie "Królowa
Intrygi", to tylko ona.


*


Było kilka minut po 21wszej kiedy Julka mknęła jedną z niemieckich dróg
otoczoną przez pachnące sianem pola. Powietrze było ciepłe i ciężkie,
jak to zwykle w środku lata bywa. Słońce całkowicie schowało się za
choryzontem, a z nieba spozierało milion jasnych, migających gwiazd.
Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem i pokręciła niedowierzająco
głową - nie mogła ogarnąć, że to co wydarzyło się od momentu ich wyjazdu
z Wrocławia było prawdą.
Jeszcze wczoraj wieczorem siedząc z Alex na balkonie u siebie w domu
opowiadała jej o tych wszystkich marzeniach i planach, które nigdy się nie
urzeczywistnią.
- Akurat - odparła wtedy Olka - głupi ma zawsze szczęście! - i
wybuchnęła śmiechem.
Jul na samo wspomnienie zachichotała - widocznie była najdurniejszym
debilem z zaawansowaynym kretynizmem włącznie. Po swoje marzenie bowiem, jechała teraz na stację benzynową.
Jedyne pytanie jakie ją aktualnie nurtowało brzmiało "jakim cudem ta
małpa Alex zdołała chapnąć Billowi portfel i komórkę?!" Chociaż jeszcze
nie przedyskutowały tej kwestii, była pewna na 100%, że to jej niecna
sprawka. Co więcej: Julka dobrze wiedziała, że Olka zrobiła to z
premedytacją, wiedząc, że Bill będzie skazany na ich towarzystwo i prędzej pojedzie do dupy na raki, niż do Magdeburga. Ach, ta Alex!
Julka trzymając jedną ręka kierownicę, włożyła do odtwarzacza CD
płytę Timbalanda "Shock Value", nastawiła na 15sty kawałek i drąc się w
niebogłosy wrzuciła 5tkę jadąc dobrze ponad 150 kilometrów na godzinę.
Po paru minutach wściekłej jazdy zza zakrętu wyłoniła się stacja
benzynowa.
Dziewczyna zredukowała bieg do trójki i z piskiem opon wjechała na
tamtejszy parking.
Wciąż śpiewając wraz z wokalistą Fall Out Boy nacisnęła trzy razy na
klakson i rozejrzała się po stacji. Na rezultat nie trzeba było długo
czekać: z pobliskiej budki telefonicznej wypadł natychmiast Bill i dzikim
pędem, jakby go goniło stado słoni wskoczył do samochodu.
- To Ty? - zdziwił się chłopak - myślałem....
- Jak ci nie pasuje, nie musisz wsiadać - odpowiedziała zimno Julka.
- Nie, nie, skąd! - zaprzeczył natychmiast - po prostu sądziłem, że Tom
przyjedzie - dodał i zajął miejsce pasażera.
Dziewczyna wrzuciła jedynkę, nacisnęła gaz i z ryczącym silnikiem
wyjechała na jezdnię.
Przez pierwsze kilka sekund w samochodzie panowała cisza.
- Dobry kawałek - odezwał się wreszcie Bill
- Timbaland na featuringu z Fall Out Boy - odparł Jul - jest nie tyle
dobry, co zajebisty. Ej, Bill - zwróciła się do chłopaka zmieniając temat -
czy ty cały ten czas siedziałeś w budce telefonicznej?!
Chłopak zmieszał się.
- Yyyy... eee... noo... no tak.
- CO?! - Julka popatrzyła na niego jak na idiotę
- Udawałem, że z kimś gadam.... - powiedział niepewnie
- Ale po jaką cholerę?!
- Bo pracownik stacji miał na mnie ochotę, okej?! - zdenerwował się
Bill, a Julka nie mogąc się powstrzymać ryknęła maniakalnym śmiechem.
- No bardzo śmieszne - nastroszył się chłopak - ja tam przeżywałem
chwile grozy!
- Prze... przep... przepraszam - wydukała blondynka wciąż się śmiejąc
- po prostu to... to tak za... zabrzmiało.... widzisz, trzeba było od razu
jechać z nami - dodała wycierając ostatnie łzy z kącików oczu.
- Taaa.... - powiedział bez entuzjazmu - nienawidzę nocowania poza
domem.
- Ze mną polubisz noce w plenerze - odparła Julka i bez żenady puściła
mu oko. Wtedy Bill pierwszy raz pomyślał, że jest bardzo bezpośrednia.
Spodobało mu się to.
- Tak sądzisz?
- Jestem tego pewna - odpowiedziała kokieteryjnie - zobaczysz jaka będzie
impreza - dodała i ponownie wrzucając piątkę przycisnęła gaz do dechy.


*


Julki i Billa nie było niespełna pół godziny, ale kiedy dotarli na
miejsce, zastali totalnie wstawione towarzystwo zgromadzone wokół potężnego ogniska. Tom gestykulował żywo, jednocześnie opowiadając coś podniesionym głosem, zaś Alex i Paulina chichrały wesoło patrząc na niego
załzawionymi od śmiechu oczami.
- No to się zaczęło - oszacowała Julka patrząc na osiem pustych puszek
po piwie i do połowy wypitą Żołądkową Gorzką.
- OooOooo!!!!! - wydarła się Alex, próbując wstać - i oto są!!! Anioł
i Diabeł, alleluja!!!
- Mój marnotrawny bracie! - zawtórował jej Tom - porzuć swój alkoholowy
celibat i napij razem z nami!
- No ale ja mam niby zabronione - zawahał się Bill, wiedząc, że za kilka
dni uderzają w trasę.
- Stary, no nie bądź ciota! - darł się Tom - z rodzonym bratem się nie
napijesz łachudro niemyta Ty?! Cho no tu! Chlej i opowiadaj co się
działo!
Bill chciał coś powiedzieć, ale Julka go wyprzedziła.
- Spoko Tom, zostaw to mnie!
- Dokładnie, yk! doookładnie! - poparła ją czkająca Paulina - ona się
już nim zajmie... yk! odpowiednio!
Julka natychmiast zgromiła ją wzrokiem.
- Pewnie jesteś głodny, co? - tu zwróciła się do Billa.
Czarny zupełnie zapomniał, że najchętniej wpierdoliłby konia z kopytami
włącznie.
- Jak cholera! - przytaknął - a wyczuwam niczym niezmącony zapach
pieczonej kiełbasy.
- No to siadaj - nakazała blondynka wskazując miejsce obok Alex, po czym
zajęła się przygotowywaniem solidnej wyżerki dla całej ekipy.


*

Bill po wchłonięciu trzech kiełbas, dwóch bagietek zapiekanych z serem i
pieczarkami, jednego pomidora i czterech ogórków konserwowych wreszcie
poczuł, że żyje.
Julka wyjęła dwa schłodzone piwa ze skrzynki postawionej na brzegu
jeziora i podając jedną z nich Billowi, klapnęła na ciepłym jeszcze piasku.
- Teraz mogę z czystym sumieniem się urżnąć! - oświadczyła wesoło i
otworzyła puszkę.
- Szczerze mówiąc też mam na to ochotę, po tym całym dzisiejszym cyrku
- odparł Bill i upił spory łyk piwa - co to za browar? - zapytał
- Warka Strong, czyli nasz licealny polski przysmak! - zaświergotała
wesoło Alex - zawsze przed imprezami latałyśmy za salę gimnastyczną naszej szkoły i waliłyśmy warki na lopeza! Pamiętasz to Jul?!
- Ha, jasne, że pamiętam! A później nawalone w dym do klubu!
- A co to znaczy, że na lopeza? - zainteresował się Bill.
- Julka, dawaj tu zamkniętą warkę! Zaraz zaprezentujemy koledze.....


*

- BILL!!! BILL!!!! BILL!!! BILL!!! BILL!!! BILL!!! - darła się cała
czwórka skacząc wokół ogniska, kiedy Alex dziurawiąc kluczami trzecią z
kolei zamknięta puszkę, podała ją chłopakowi. Piwo pod ciśnieniem sikało
wściekle z jej przekłótego boku, ale chłopak dzielnie połykał wzburzone
procenty.
- DA-JESZ, DA-JESZ, DA-JESZ, DA-JESZ!!!!!!!! - wrzeszczały ze śmiechem
dziewczyny.
- KONIEEEEC!!! - okrzyknął z dumą Bill, zgiął puszkę i rzucił ją na
stertę pozostałych
- Uwaga, uwaga, jaki mamy czas?! Staryyyy, przebiłeś Julkę o całe trzy
sekundy! - darła się Alex - Proszę Państwa, mamy zwycięscę!!!
- Zwycięsca jest nawalony jak autobus! - oświadczył Bill i padł na
piasek.
- Ale przynajmniej już wie, co to znaczy chlać piwo na lopeza! - pouczyła
go Alex i wychyliła potężny łyk żołądkowej z gwinta.
Po dwóch godzinach intensywnego tankowania, całe towarzystwo było
porobione w dym.
Siedząc tak przy ognisku i śpiewając na cały głos "we are the
Champions" cała piątka czuła się tak, jak gdyby ich znajomość trwała od zawsze -trzy totalnie szurnięte polskie dziewczyny i dwóch najsławniejszych
niemieckich nastolatków.
Paradoks?

komentarze [8]

10. ~*~ romans z Sołtysówną, Zboczeniec Ted i podstęp AleX ~*~ >> czwartek, 26 czerwca 2008 22:04:58

Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak ogromną przyjemność sprawiają mi Wasze komentarze!:) Bardzo, bardzo, bardzo Wam dziękuję :)
Moje drogie! Niestety, póki co - nadszedł czas pożegnania. Nie będzie mnie w Polsce dwa miesiące, tak jak pisałam wcześniej, więc notki będą na pewno rzadsze i krótsze.
Dzisiaj jednak w ramach rekompensaty dodaję długą notkę i mam nadzieję, że już wkrótce zawitam ponownie na mylog! Tymczasem: życzę Wam wszystkim udanych wakacji! Buziaki:)



Bill leżał z nogami na kolanach Pauliny i głową na podołku Olki dysząc ciężko.
- Bill, posłuchaj... - zaczął niepewnie Tom, zerkając z niepokojem w tylne lusterko - ja przecież...
- za... zam.... zamknij się..... - wydyszał czarny
- ...ale Bill ja nie.....
- ....morda! Jesteś.... jesteś najdurniejszym..... naj... najbeznadziejnieszym..... i naj... najżałośniejszym... in... indywiduum....jakie... jakie znam... Żeby... żeby mnie w ten sposób... żeby własnego brata..... ty chujku....
Tom nie skomentował. Doskonale zdawał sobie sprawę co zrobił, czym to groziło i czuł się naprawdę podle.
Julka patrząc na zmaltretowanego Billa miała ochotę rozerwać dreadziarza na strzępy. Zamiast tego jednak, czym prędzej wyjęła z torebki wodę mineralną i podała czarnowłosemu.
Bill spojrzał na nią z wdzięcznością i natychmiast przywarł spierzchniętymi ustami do gwinta butelki.
Słońce pomarańczową łuną skłaniało się ku zachodowi, kiedy cała piątka pędząc czerwnym mustangiem minęła ostatnie zabudowania Loitsche.
Dochodziła 8ma wieczór.
- Mamy problem - odezwała się po polsku Alex, przerywając tym samym niezręczną ciszę
- Nawet kilka - mrunęła Paulina
- Nawet kilka - zgodziła się Olka - po pierwsze: wygląda na to, że nici z nocowania u chłopaków. A jest już późno. Wątpię żebyśmy zdołały teraz załatwić sobie jakiekolwiek lokum...
- No cóż... - westchnęła Julka - to by było zbyt piękne, żeby było prawdziwe...
- Ja uważam, że wyjdzie nam to na dobre - oświadczyła lekko Paulina, za co blondynka zgromiła ją wzrokiem -w bagażniku mamy śpiwory i koce. Poza tym zawsze można spać w samochodzie.
- Owszem, z tego jakoś wybrniemy - przytaknęła jej Alex - jednak nurtuje mnie inna kwestia. Jak my mamy teraz udawać głuche i niedorozwinięte, skoro widziałyśmy stado rozszalałych fanek goniących za Rozczochranym? Wypadałoby im zadać jakieś pytanie a propos tej sytuacji, bo jakby nie patrzeć - było to zjawisko dość niecodzienne. Oni natomiast nie będą umieli z tego wybrnąć, bowiem jak mniemam są na to a) za tępi b) faktycznie trudno jest znaleźć jakieś racjonalne, wiarygodne wytłumaczenie...
Tom w tym momencie myślał dokładnie o tym samym. Cholerna sława! Tak strasznie chciał, żeby ich gwiazdorska tożsamość pozostała w ukryciu! No - przynajmniej narazie! A teraz wszystko wyjdzie na jaw i już nie będzie w stanie dowiedzieć się jakie ma szanse u Dreadziary jako zwykły chłopak, a nie - gwiazda. Gdyby wcześniej wziął Billa do samochodu! Wtedy nie byłoby całej tej awantury i w porę zdążyliby odjechać nie natykając się na fanki!
- JESTEM BEZNADZIEJNY!!! - ryczał w duszy.
Julce tymczasem włączyło się intensywne myślenie. Na pewno jest sposób żeby to wszystko ograć. Sama musi zaaranżować jakąś chwytliwą wymówkę, a wtedy być może chłopcy ją podłapią... o ile oczywiście będzie im zależało na ukryciu prawdy.
Mówiąc szczerze Billowi było to wysoce obojętne. Był zmęczony, głodny, wściekły i bolała go głowa. Ba, WSZYSTKO, go bolało. W myślach zaś od najgorszych wyzywał siebie, Toma, fanki, a nawet te trzy szurnięte, chociaż to one w zasadzie uratowały go przed stratowaniem.
Wizja sielankowego weekendu pękła jak bańka mydlana. Świetnie. Siedział teraz pomiędzy dwoma obcymi babami z Polski i jechał chuj wie gdzie. Rewelacja.
Blondynka zerkała na niego w bocznym lusterku raz po raz. Zauważył.
- I co się patrzysz? - fuknął - wyglądam jak rumun, wiem.
- Istotnie - uśmiechnęła się pod nosem Julka nie spuszczając z niego wzroku - zastanawiam się po prostu co musiałeś zrobić swojej ex dziewczynie, żeby pół Loitsche leciało za Tobą w celu dokonania klasycznego samosądu, jak mniemam...
Alex i Paula spojrzały na nią zaskoczone, z resztą nie mniej jak sam zainteresowany.
- Ale ja nie..... - zaczął Bill, jednak Tom natychmiast wpadł mu w słowo.
- ZDRADZAŁ JĄ!!!!!! - ryknął na całe gardło - Zdradzał na prawo i lewo!!!! I to Córkę Sołtysa, wyobrażacie sobie?!?!?! - przesadnie potrząsnął głową i wywrócił teatralnie oczami.
- Co Ty znowu pierdo...... - chciał zaprotestować czarny, podrywając się gwałtownie
- Co ja pierdolę?! Co ja pierdolę?! - oburzył się dredziarz - wszyscy to wiedzieli!!! Ty lowelasie Ty!!! Najpierw ją rozdziewiczyłeś, a później poszedłeś w tango! - darł się Tom, podczas gdy Bill patrzył na niego oczami wielkości pięciozłotówek.
- Idioto, czy Ty....
- Stary, ale z ciebie numer! - Alex podłapała w lot kogo musi odegrać w tej scence - niby taki spokojniutki, a tu proszę!
- No, no! - zawtórowała jej Paulina - cicha woda brzegi rwie!
- Czy was kompletnie pojebało?! Przecież... - próbował się bronić Bill, ale Tom przerwał mu po niemiecku:
- Bill, nie psuj mi ściemy! Błagam cię! Wiem, że jestem skończonym dupkiem i frajerem, wiem, że przeze mnie mogło ci się coś stać, wiem, że nie powinienem odpieprzać takiej maniany, wiem, wiem, wiem!!! I przepraszam cię stary! Jesteś moim bratem, moim bliźniakiem i nie wybaczyłbym sobie, gdyby stała ci się krzywda! Ale teraz błagam - zamknij się i udawaj, że rżnąłeś córkę Sołtysa!
Bill zaskoczony nagłą wylewnością brata w korelacji z rozpaczliwą próbą zrobienia z niego Casanovy, gapił się w przednie lusterko rozwartymi ustami, nie wiedząc co powiedzieć. W rezultacie nic nie rozumiejąc z tej całej chorej plątaniny, machnął ręką i ze słowami "a mów se co chcesz" ponownie rozparł się na siedzeniu.
Tom odetchnął z ulgą.
- Tak więc, moje drogie - zaczął ponownie - mam brata babiarza!
- I kto to mówi... - pomyślała z szyderą Alex.
- Był z Sołtysówną przez trzy miesiące, a w międzyczasie zaliczył połowę Loitsche. - Tom kłamał jak z nut - Mało tego! Wszystkie panny, z którymi sypiał, wiedziały o tym związku, jednak każdej z nich opowiadał, że jest jego jedyną kochanką...
- ......co za farmazony..... - Billowi i dziewczynom przez myśl przeszło dokładnie to samo, jednak nikt nie odezwał się słowem. Tom całkiem dobrze radził sobie z zatuszowaniem całej niezręcznej sytuacji dotyczącej ataku przez fanki.
- Same jednak wiecie jak to w pipidówach bywa - dreadziarz był w swoim żywiole - po jakimś czasie wszystko wyszło na jaw! Biedny Bill... - chłopak westchnął ciężko - żyć z takim piętnem!
- No to kiepsko - powiedziała Julia, z trudem chamując wybuch śmiechu
- Bill! - krzyknęła Alex udając oburzenie - Nie ładnie robić po rogach! Co masz na swoje usprawiedliwenie?!
- Odmawiam zeznań - westchnął zrezygnowany - dajcie mi spokój, jestem zmęczony...
- Masz prawo do zachowania milczenia - odezwała się na to Paulina wyuczonym, prawniczym głosem - bowiem wszystko co mówisz, może zostać wykorzystane przeciwko Tobie. Paragraf numer 33, Kodeksu Karnego, artykuł 6sty podpunkt 1wszy mówi, że....
- PAULINA! - krzyknęły natychmiast dziewczyny
- No dobrze, już dobrze... - mruknęła niezadowolona
- Hmmm... To co my teraz zrobimy? - powzięła temat Alex - Skoro nie możecie wrócić do Loitsche... bo exkochanki Billa pragną jego rychłej śmierci.... - tu spojrzała na Toma z rozbawieniem - to nie zostaje nam nic innego jak nocowanie pod gołym niebem.
- ŻE CO?! - krzyknął Bill od dziecka brzydzący się spaniem w innych miejscach, niż we własnej, pachnącej pościeli - nie-ma-takiej-opcji! Ja jadę do Magdeburga.
- Jak to do Magdeburga? - zdziwił się Tom
- Normalnie - Bill wzruszył ramionami - przecież mamy tam apartament.
- Uuu - zawyła Alex - widzę, że mamy do czynienia z 'Bananowymi Dziećmi'.
- Jaki tam znowu apartament! - bronił się Tom - pokój z kuchnią, to wszystko.
Bill na myśl o czterech sypialniach, salonie z kominkiem, pokoju gier, tarasie, werandzie, dwóch gigantycznych łazienkach i ogromnej kuchni z jadalnią, uśmiechnął się cynicznie.
- Fakt. Kawalerka doprawdy - podsumował z ironią.
Tom zgromił go wzrokiem.
- Tak czy inaczej - powziął czarnowłosy - ja stąd spadam. Nie mam żadnych ciuchów, kosmetyków, NIC. Wszystko zostało w Loitsche.
- Ale przecież nasz mena... to znaczy David zatrzymał się u nas mieszkaniu! - zaprotestował Tom - Wścieknie się, że zamiast wypoczywać w rodzinnym domu przed trasą.... tfu! Znaczy przed pracą, my odstawiamy jakieś cyrki.
- Jakoś jego gadanie nie robi na mnie wrażenia...
- Na mnie też - przytaknął Tom - ale on w życiu nie pozwoli nam przyprowadzić do apartamentu dziewczyn! - dodał po niemiecku
- Wiem - odparł Bill również w ich ojczystym języku - ale nic na to nie poradzę. Jeśli chcesz, to z nimi zostań. Ja się odpalam.
Tom uśmiechnął się złośliwie.
- Ciekawe jak? Na rowerze?
Bill spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- No jak to? Chyba mnie podrzucisz?
- I tu się mylisz - odparł lekko Tom
- No chyba se żartujesz! - oburzył się czarny - Potraktowałeś mnie dzisiaj jak szmatę! Jesteś mi coś winien!
- Przeprosiłem, wystarczy.
- Bo powiem im, że ten twój zasrany sołtys to bujda!!!
- Mów. I tak ci teraz nie uwierzą.
- A założymy się? Dziewczyny, słuchajcie! - zaczął po angielsku Bill.
- Dobrze, już dobrze, zamknij się!
- To zawieziesz mnie czy nie?!
- Stary, nie mogę... nie mój samochód, nie moja benzyna...
- Otóż słuchajcie laski, ten cały sołtys... - zaczął znowu czrnowłosy
- Dobra Bill, morda! Idźmy na ugodę!!!
- Jaką?
- Podrzucę cię na najbliższą stację benzynową. Zadzwonisz po szofera, żeby przyjechał po ciebie vanem.
- Ja pierdolę, jakbyś nie mógł mnie zawieźć!!!
- Stary, jest późny wieczór, a my jedziemy przez jakieś jebane pola! Dziewczyny nie mają gdzie spać, a ja ich nie zostawię. Jazda do Magdeburga i z powrotem, to 2 godziny drogi, a my musimy znaleźć jakąś miejscówę, zanim będzie ciemno jak w dupie! Jasne, też mógłbym rozpłaszczyć tyłek w vanie, pojechać do Magdeburga, wbić się do apartamentu i olać sprawę. Ale nie chce mi się! Poza tym nie mam zamiaru słuchać pierdolenia Davida, jacy to my jesteśmy nieodpowiedzialni, bo nie zgodziliśmy sie na ochronę stojącą pod domem, blablablaaaaa.... Jestem zmęczony! Chcę chociaż przez moment znowu poczuć się NORMALNIE! Pożyć przez jeden weekend jak zwykły chłopak, a nie jebany gitarzysta Tokio Hotel! Oderwać się od tego bajzlu, zanim znowu pojedziemy w trasę i zacznie się cały ten cyrk! I będę spał nawet w lesie na ziemi i wpierdalał korzonki, jeśli mi się tak kurwa spodoba!
Bill popatrzył na niego jak na kretyna.
- Okey. Rób jak chcesz.
- I zrobię.
- Spoko. Podrzuć mnie na tę stację. Tylko nie zrób dzisiaj nic debilnego.
Tom chciał jakoś skomentować jego uwagę, ale się rozmyślił.
- Zawieziemy teraz mojego szanownego brata na stację benzynową i zmywamy się na jakiś arcybiwak, co laski? - wyszczerzył się do dziewczyn
- No co Ty Bill - Alex szturchnęła czarnego w bok - jeśli chce ci się szczać, to dawaj w krzaki stary. Ja zawsze sikam w ekstremalnych miejscach. - oznajmiła z dumą
- Nie o to chodzi - uprzedził Billa Tom - on spada do Magdeburga. Na stację podjedzie po niego kumpel. Wiecie, moglibyśmy jechać do nas wszyscy, ale... yyy.... nasza starsza jest na chacie. Więc same rozumiecie...
- Zaraz, zaraz - przerwała mu Paulina, której analityczny umysł zarejestrował pewną nieprawidłowość - mówiłeś, że jakiś David.
- A.... eee... yyy.... - zająknął się Tom
- David, to jej.. hmmm... konkubent! - Bill dobrodusznie pomógł bratu.
- No właśnie, właśnie - przytaknął Tom i podziękował mu spojrzeniem.
Po piętnastu minutach czerwony mustang z piskiem opon wjechał na stację benzynową.
- Okey, jesteśmy - oświadczył Tom
- No dobra - uśmiechnął się Bill - miło było was poznać dziewczyny. Dzięki za fajne towarzystwo i uratowanie życia.
Chłopak obrzucił je roztargnionym spojrzeniem, po czym zatrzymał je na Julce. Popatrzył na nią uważnie kolejny raz w tym dniu i odwrócił wzrok. Jak na gust Alex trwało to o sekundę za długo - ale może jej się tylko wydawało?
- Nie ma problemu - odparła Julia - mi również.... to znaczy.... eee... nam również było miło.
- Cześć, cześć - Paulina wysiadła z samochodu, żeby przepuścić Billa.
- No nara stary! - Olka walnęła go w plecy na odchodnym - pewnie się jeszcze spotkamy... - dodała i uśmiechnęła się pod nosem.
- No, no - całkiem możliwe! - odparł - To zostawiam was z moim durnym bratem. No i ten... bawcie się dobrze - podsumował i już chciał odchodzić, kiedy...
- Szkoda, że nie jedziesz z nami - wyrwało się Julce, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Bill spojrzał na nią zaskoczony.
- Pewnie trochę szkoda - zdziwił się kiedy usłyszał własne słowa - może innym razem - dodał szybko.
- Zapewne...
- No to cześć - powiedział i spojrzał na nią raz jeszcze.
- Cześć...
- Dobra, dobra! Spadajmy stąd - Alex bała się, że Olga zaraz się rozmaże - depnijże ten gaz Tom!
Dreadziarzowi, który kochał jeździć jak wariat nie trzeba było powtarzać dwa razy.
- IIIICHAAAAA!!!!! - wrzasnął i już byli na jezdni - ŻAŁUJ STARY!!!! - krzyknął jeszcze pokazując Billowi środkowy palec - TRZY LASKI I JA JEDEN, DURNA PAŁO!!! HAHAHA!!! NARA!!!
Bill spojrzał tylko zza oddalającym się samochodem i westchnął.
- Może faktycznie trochę szkoda? - powiedział do siebie, ale zaraz odgonił tę myśl. Bzdura.
W tym momencie poczuł, jak cholernie jest głodny. Super - opierdoli teraz na stacji gigantyczną zapiekankę z kechupem, popije litrową colą, a następnie zadzwoni do Klausa żeby po niego przyjechał.
- Świetny plan - pomyślał z zadowoleniem i podążył ku drzwiom sklepu.

*

- To co proponujecie dziewczyny? - zapytał Tom kiedy byli już ładnych pare kilometrów od stacji benzynowej
- Bo ja wiem - wzruszyła ramionami Alex - to Ty tutaj mieszkasz i to Ty tu jesteś facetem
- I to nie byle jakim - napuszył się Tom
- Uhm... bezapelacyjnie - mruknęła Alex z powątpieniem, jednak chłopak tego nie usłyszał.
- Myślę, żeby zatrzymać się pod jakimś laskiem - zaproponowała Julka - rozlokujemy się, rozpalimy ognicho, zrobimy żarcie, którego mamy przecież tonę, a później urżniemy się jak dzikie świnie i będziemy śpiewać pijackie piosenki!
- Jestem za! - wrzasnęła z entuzjazmem Alex - Tom, pomyśl tą swoją makówą, czy nie macie tutaj jakiegoś fajnego miejsca na ognisko.
- W sumie jest kilka - oszacował chłopak - najlepsze jest przy takim brzozowym zagajniku tuż nad jeziorem. Kiedy byłem łepkiem, latem zawsze paliliśmy tam skręty...
- Ty narkomanie! - oburzyła się Paula - Paragraf 257 Kodeksu Karnego, artykuł 8smy, podpunkt 3ci.....
- PAULINA!!!!!
- Ale on jest ćpunem!!! - grzmiała szatynka - Ja wiedziałam, że te stronki na głowie coś znaczą, wiedziałam! Zasrany niemiecki Bob Marley!
- Ty cholerny konfidencie - wściekła się Alex - stronki?! stronki na głowie?! To co, ja już dawno powinnam leżeć zaćpana na dworcu Twoim zdaniem....?!
- ...i być w stanie rozkładu... - podpowiedziała jej Julka.
- i być w stanie rozkładu?! - zgodziła się Alex
- no może nie aż w tak zaawansowanym stadium - zaczęła filozoficznie Paulina - jednakże....
Dalszy ciąg przedstawiania powyższego dialogu jest zbędny, albowiem opiewa on w większości w same nieparlamentarne zwroty, sypiące się z ust Aleksandry, które zakończyły się dopiero z chwilą, kiedy Tom zatrzymał samochód i ze spokojem w głosie oświadczył "jesteśmy na miejscu!".
Dziewczyny natychmiast zamilkły i uważnie rozejrzały się po okolicy. Miejsce było naprawdę urocze. Pachnący wilgotną ziemią brzozowy zagajnik, graniczący z niekończącymi się barwnymi łąkami, przecinało niewielkie jezioro.
- Ale BOMBA!!! - wrzasnęła Olka wyskakując z samochodu - można się tu kąpać?!
- Jasne, woda jest superczysta - odparł Tom i również opuścił auto.
- AaAaaAAAA!!!!! - krzyknęła na to uradowana Alex, a krótkie echo poniosło się po okolicy
- Świetna miejscówa - poparła Olę Julka - to gdzie się rozbijamy?
- Proponuję zaraz nad wodą - wskazała ręką piaszczysty brzeg Alex - dobra opcja na ognisko.
- Może być - zgodziła się łaskawie Paula - Tom, otwórz bagażnik, trzeba wyjąć nasze manele.
Po chwili wszystkie potrzebne rzeczy wylądowały na żółtym, nagrzanym słońcem piasku. Julka podprowadziła mustanga trochę bliżej, tak żeby mogli się do niego ewentualnie przetransportować w nocy.
- Trzeba tylko założyć dach - oszacowała - w razie gdyby się rozpadało, albo co...
Na deszcz jednak się nie zapowiadało. Niebo było bezchmurne, horyzont nad łąkami tryskał pomarańczem i czerwienią. Na wschodniej stronie nieba zaś, wzszedł już księżyc. Zaczynały migotać pierwsze gwiazdy.
- To będzie piękna noc - stwierdziła Alex patrząc w niebo - z daleka od miasta zawsze widać idealnie wszystkie konstelacje.
Julka, która właśnie taszczyła z samochodu skrzynkę piwa, zatrzymała sie obok przyjaciółki.
- Szkoda, że Billa nie będzie z nami - powiedziała po polsku i westchnęła.
Alex powoli opuściła głowę i zerknęła na nią z błyskiem w oku.
- A założymy się?
Julka obrzuciła ją zdziwionym spojrzeniem.
- Nie rozumiem.
Alex zachichotała.
- Nie musisz. Obserwuj tylko Toma. Szacuję, że w ciągu piętnastu minut, powinna zadzwonić jego komórka.
- Olka, coś Ty znowu wymyśliła?! - szepnęła Julka, w której oczach pojawiły się radosne iskierki.
- Nie ważne. Dajmy temu kwadrans. - odparła i z diabolicznym chichotem poczęła rozkładać koc w szkocką kratę.


*


Bill szedł zamaszystym krokiem ku drzwiom sklepu, kiedy nagle spostrzegł swoje odbicie w jednej z przyciemnianych szyb.
W pierwszej chwili nie poznał tego nieboskiego stworzenia, jakie łypnęło na niego ze szklanej tafli.
- Matko z córką!!! - zagrzmiał - co ja mam z mordą?!
Istotnie, z mordą miał zdecydowanie coś nie tak. Zaschnięte stróżki brudu i rozmazanego mejkapu zdobiły jego czoło i policzki, a włosy ułożone zawsze w jakąś sensowną fryzurę teraz przypominały jeden wielki kołtun.
Reasumując - był to obraz nędzny i rozpaczy.
- Potrzebuję lustra! - zapiszczał - I wacików! I kremu do demakijażu! I dobrego, kryjącego podkładu!
- Niestety Złotko - odezwał się jeden z pracowników stacji, który właśnie taszczył kanister z benzyną - to nie salon piękności! Ale tam jest kibel - wskazał ręką drzwi po prawej stronie stacji, po czym otaksował Billa wzrokiem - fiu, fiu, co za tyłeczek maleńka!
Chłopaka zatkało. Popatrzył tylko na faceta oczami wielkości spodków i dzikim pędem pognał we wskazane miejsce.
- ... no nie bądź taka wstydliwa! - doszło jeszcze jego uszu - Wujek Ted nie gryzie!
Przerażony Bill zatrzasnął drzwi toalety i zapalił światło.
- MALEŃKA?! - wrzasnął po chwili i z rezygnacją oparł się o umywalkę - za dużo tego wszystkiego jak na jeden dzień - mruknął do swojego odbicia, po czym zabrał się do naprawiania własnego fizis.
Niestety, już po chwili wyszło na jaw, iż musi zadowolić się dwoma papierowymi ręcznikami i ostatkiem brzoskwiniowego mydła w płynie. Z trudem zmazał więc zdobiące jego twarz czarne smugi, zostawiając przy tym resztkę czarnej kredki pod dolną linią rzęs. Z włosami nie był jednak w stanie poradzić sobie w ogóle, dlatego z tylnej szlufki spodni odpiął czarną czapkę z daszkiem i nacisnął ją na głowę.
- No. Tak lepiej - mruknął, po czym ostrożnie uchylił drzwi toalety sprawdzając teren. Zbereźnik Ted zniknął.
Bill w obawie przed spotkaniem kolejnego zboczeńca, truchtem przeciął dystans dzielący go od sklepu i dopadł drzwi upragnionej stacji.
W środku przywitał go zapach topiącego się sera i hot-dogów. Chłopak z lubością wciągnął powietrze, po czym czując jak kichy skręcają mu się z głodu, podszedł do kasy.
- Poproszę dwie duże zapiekanki z sosem Tysiąca Wysp, kechupem i dodatkową prażoną cebulką, dużą colę i trzy sneakersy - wyliczył jednym tchem
- Oczywiście... Należy się 35 euro - odpowiedział ekspedient nabijając rachunek na kasę
- Można płacić kartą, prawda?
- Naturalnie
Bill sięgnął po portfel do kieszeni kurtki.
Przysiągłby, że miał go po prawej stronie! Sprawdził po lewej.
Pusto.
- Chwileczkę - uśmiechnął się przepraszająco - gdzie ja to....
Sprawdził jeszcze w tylnych kieszeniach jasnych jeansów, po czym gwałtownie wepchnął dłonie do przednich. Portfela nie było.
- Jasny szlag - zaklął pod nosem - momencik, na pewno gdzieś tu jest - spojrzał na zniecierpliwionego kasjera, po czym sprawdził wszystkie kieszenie raz jeszcze.
Portfel zniknął jak kamfora.
- Proszę Pana, nie mam pojęcia jak to się stało - powiedział roztrzęsiony - miałem tam dokumenty... wszystkie karty kredytowe...
- Przykro mi - odparł sucho kasjer i skasował rachunek - słucham panią? - zwrócił się do kolejnej klientki
- Zaraz, zaraz, chwileczkę! - kontynuował uparcie Bill - a nie mógłbym wziąć jedzenia na rachunek? Ja....
- Nie, nie mógłby pan. - odpowiedział twardo kasjer - A teraz przepraszam, mam klientkę
- Ale Pan nie rozumie! Ja jestem sławnym wokalistą! Ureguluję wszystkie płatności! I to z nawiązką! Nazywam się Bill Kaulitz! Bill Kaulitz z Tokio Hotel!
Kasjer obrzucił Billa ironicznym spojrzeniem.
- A moja matka to Marlena Ditrich. Proszę dać spokój i opuścić stację, bo będę musiał wezwać ochronę.
Bill, którego gwiazdorska duma legła w gruzach, spojrzał na mężczyznę z nienawiścią, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł ze sklepu jak niepyszny.
- Jak to się kurwa mogło stać?! - szeptał gorączkowo, przeszukując raz jeszcze wszystkie kieszenie - no jak kamień w wodę!
Wreszcie, po kolejnych pięciu minutach szukania, do chłopaka dotarło, że portfela nie ma i nie będzie. Zapewne wypadł mu w trakcie dzikiej ucieczki przed stadem fanek. Psia krew! To znowu ich wina!!!
- Trzeba zablokować wszystkie karty! - szeptał gorączkowo - Boże, moje konta! Muszę natychmiast zadzwonić po Klausa!
Odruchowo sięgnął do lewej poły kurtki i wtedy uzmysłowił sobie, że przecież jego wszystkie kieszenie są puste....
Bill zamarł. Stał tak chwilę bezradnie wpatrując się w jedno miejsce, kiedy poczuł jak w jego wnętrzu powoli budzi się atak furii.
- KURWAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - wrzasnął ile sił w płucach - KURWA, KURWA, KURWA JEGO JEBANA, PIERDOLONA MAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - zakończył i poczuł, że od razu mu lżej.
Zrezygnowany usiadł na krawężniku.
- I co ja mam teraz zrobić? - szepnął, wiedząc jednocześnie, że wściekłość jaką czuł, zaraz zamieni się w dziką rozpacz. Faktycznie. Nie minęło 10 sekund, a już zachciało mu się płakać.
- To jakiś koszmar - jęknął - muszę się z kimś skontaktować... muszę!
Niestety, nie miał skąd zadzwonić. Jedynym wyjściem, była stacyjna budka telefoniczna - no ale przecież - Bill nie miał pieniędzy.
Chłopak czuł, że jest na skraju załamania nerwowego, kiedy nagle uświadomił sobie, że podczas dzikich poszukiwań portfela po kieszeniach, pośród obsmarkanych chusteczek i papierków po cukierkach natrafił na jakieś drobne. Roztrzęsionymi rękoma zanurkował w połach kurtki i wyrzucił wszystko na ziemię.
2 euro zabrzęczało wesoło i potoczyło się po asfalcie.
- JEST!!!!! - wrzasnął Bill podrywając się z krawężnika - Uratowany!!!!!!
Chłopak chwycił monetę dlugimi, szczupłymi palcami i popędził do budki telefonicznej.
W połowie drogi zatrzymał się jednak gwałtownie. Do kogo miał bowiem zadzwonić? W jednej chwili okazało się, że nie ma zielonego pojęcia, jaki jest numer do ich prywatnego szofera. Numeru do Davida również nie pamiętał. Jedynym numerem jaki chował w zakamarkach swojej pamięci, był.....
- W życiu nie zadzwonię do tego patafiana!!!! - wściekł się Bill - klnę się na wszystkie świętości! Już słyszę te jego durnowate docinki: " no co jest braciszku? Książę Billuś zgubił kluczyk do swojego skarbca? Oj mój biedny, głupszy bliźniak..." - Bill parodiował gadaninę Toma - Wolę nocować pod mostem! Nie zadzwonię, choćby miało mnie wydupczyć dziesięciu murzynów!
Jednak okazało się, że wystarczy jeden biały pracownik stacji, żeby Bill zmienił zdanie.
- Czemu Księżniczka się tak denerwuje? - zbereźnik Ted szedł w jego kierunku z obleśnym uśmiechem - wujek Teddy zaraz może zrobić Ci dobrze...
- ODWOŁUJĘ!!!!! - wrzasnął przerażony Bill i trzema susami znalazł się w budce telefonicznej, aby wybrać numer komórkowy Toma.



komentarze [8]

9. ~*~ zakupy, psychofanki i Bill rozczochrany jeszcze bardziej niż zwykle ~*~ >> środa, 25 czerwca 2008 22:34:27

Witam moje Drogie!:)

Jak zwykle na wstępie - dziękuję za komentarze i pozdrawiam cieplutko. Wrzucam kolejną notkę. Tym razem - będzie mniej zabawnie... będzie tragicznie! :D
Nie no, przesadzam - będzie groteskowo, może tak napiszę ;)
Tymczasem uciekam na Wasze blogi, Dobrej Nocy!:*



Rozjuszony Bill szedł chodnikiem kopiąc co popadnie.
- Co za bezmózg - warczał do siebie - dopiero co przyjechaliśmy! Dopiero co!Jeszcze nawet nie rozpakowaliśmy bagaży, nie zrobiliśmy zakupów, a ta menda już będzie urządzać orgie z jakimiś panienkami! Pewnie, może jeszcze będzie im płacić za towarzystwo i wydawać nasze ciężko zarobione pieniądze na ich kaprysy! Najlepiej niech je wszystkie weźmie na mega szoping i zabawi się w sponsora! Boże, co za pajac! - podsumował kopiąc tym razem zgniecioną puszkę po piwie.
Wściekły jak osa, szedł jeszcze kilka minut, kiedy nagle zatrzymał się i nadstawił bacznie uszu.
- Co to za odgłos do cholery? - szepnął
Istotnie, zza rogu dobywał się osobliwy gwar. Brzmiało to trochę jak cholernie głośno nastawiony telewizor, którego echo odbijało się od ścian pustego pokoju.
Billa ogarnęły złe przeczucia, zwłaszcza, że przy ulicy ciągnącej się za rogiem stał dom bliźniaków.
- Coś tu jest nie tak - powiedział do siebie podkradając się cichaczem wzdłuż ulicznego parkanu. Był tuż- tuż gdy nagle pojął co mu to przypomina - to brzmi dokładnie jak...... - Bill wychylił się i zamarł.
Jego dom z każdej strony otaczały dzikie tłumy. Podniecone, wysokie głosy dziewcząt zlewały się w jeden niezrozumiały szum. To właśnie za każdym razem słyszał na koncertach. Bill poczuł jak zalewają go siódme poty, a nogi odmawiają posłuszeństwa.
- To jakiś cholerny koszmar... Skąd one wiedziały.....- zaczął chłopak, lecz urwał w pół słowa, bo lewa stopa omsknęła mu się z wysokiego krawężnika. Bill zachwiał się niebezpiecznie i nie mogąc złapać równowagi, z całym impetem wpadł na stojący obok chodnika samochód. W tym momencie ulicę przeszył przeraźliwy ryk alarmu samochodowego.
Kolorowy tłum zafalował nagle i jak na rozkaz spojrzał w stronę skąd dochodził świdrujący dźwięk.
- No to kurwa po mnie - powiedział słabo, rozpłaszczony na samochodowej masce Bill.
Istotnie, tłum na moment zamarł, po czym z kilkudziesięciu dziewczęcych gardeł wydobył się dziki pisk, który był w stanie zagłuszyć każdy dźwięk w promieniu najbliższego kilometra.
W ułamku sekundy rozhisteryzowany tłum począł pędzić w jego stronę. Blado-zielony z przerażenia Bill pokonał wszechogarniający go bezwład, po czym zerwał się z wciąż wyjącego samochodu i co sił w nogach popędził w przeciwnym kierunku.
Wrzask za jego plecami wzmógł się.
Bill skręcił na oślep w jedną z bocznych uliczek. Przez jego głowę przepływało tysiące myśli - Boże, co będzie jak ten rozszalały tłum go dopadnie?! Cholerne psychofanki!!!
Chłopak pędził co sił w nogach.
Lewo, lewo, prawo, prosto, lewo i znowu prosto.
Tętno dudniło w uszach, pot zalewał mu oczy, rozmazując tym samym perfekcyjny makijaż.
W końcu, czując, że nie da rady biec dalej, wpadł pomiędzy uliczne śmietniki i kucnął przerażony. Nadstawił uważnie uszu. Wokół panowała cisza, tylko daleki ryk kosiarki i ptaki. Zgubił je. Przynajmniej narazie.
Bill ledwo łapiąc oddech, powoli wstał i rozejrzał się dookoła. Pusto. W mig oszacował swoje położenie - był o krok od hipermarketu gdzie zostawił Toma i te trzy dziewczyny. Może jeszcze tam są!
Rozejrzał się zatem raz jeszcze i dzikim pędem rzucił się w stronę sklepu.


*


Tymczasem Tom, Alex, Julka i Paulina właśnie odchodzili od kasy obładowani żarciem po wszelką możliwość.
- Wy naprawdę tyle jecie? - zaśmiał się Tom - niezły spust jak na takie laseczki!
- To Paulina! - krzyknęły zgodnie Alex i Jul, pokazując palcami na przyjaciółkę.
- Wcale, że nie! - zaoponowała gwałtownie urażona Paula - odezwały się!
- Dobrze, dobrze - odparła Julka - my też żremy. Ale Ty moja droga - wpierdalasz! - dodała i nie czekając na jej odpowiedź zwróciła się do Toma - a właściwie dlaczego Bill tak nagle zniknął?
- O to samo miałam pytać - poparła ją Alex - nie chcę nic sugerować, ale wydawało mi się, że nie był zbyt zachwycony pomysłem naszego nocowania u was...
- Dokładnie - wydawało ci się - skłamał Tom - Bill jest tego samego zdania co ja. Po prostu poprztykaliśmy się o pewną bzdurę. To wszystko.
Julka obrzuciła go badawczym spojrzeniem. Tak strasznie chciała, żeby wszystko się udało. Chociaż - co się miało udać? Może to, że da radę zbajerować Billa? Cóż za nonsens...
Cała czwórka wyszła ze sklepu w doskonałych humorach i taszcząc multum reklamówek, skierowała się w stronę samochodu.
- Jak daleko jest wasz dom? - zainteresowała się Julka otwierając bagażnik
- Jakieś 15ście minut z buta. Samochodem dojedziemy w niecałe pięć - oszacował Tom i począł wkładać reklamówki do środka - a właśnie! Ładne macie wyposażenie - zaśmiał się wskazując głową na zawartość bagażnika tonącego w butelkach z napojami wysokoprocentowymi - już wcześniej miałem to skomentować, ale zapomniałem, bo Blondyna zabiła mnie tym numerem z wódką. W życiu bym nie wpadł, że taka opcja ją docuci! Skąd wiedziałaś, że to podziała?! - zwrócił się do Alex
- Po pierwsze, 'blondyna' ma na imię Julka - odparła Alex również pakując reklamówki do środka - a po drugie, to znam ją tak dobrze, że nie mogę nie wiedzieć takich rzeczy.
Julka zaśmiała się.
- Wiem co myślisz - zwróciła się do Toma - ale nic nie poradzę, że jestem alkusem. Aczkolwiek takie numery to tylko z Wiśniową Polską.
- Twarde sztuki - orzekł z podziwem Tom - ostatnio mam do czynienia z samymi damulkami. Aż rzygać się chce. Podoba mi się taka odmiana - Dreadziara Alex, Blondyna Julka i... - spojrzał na szatynkę wyczekująco.
- Po prostu Paulina - przedstawiła się i podała mu rękę.
- Alex, Julka i Paulina. Popieprzone polskie trio! - podsumował.
Dziewczyny zaśmiały się zgodnie. Tom był normalniejszy niż sądziły. Póki co Bill przegrywał ze swoim bliźniakiem 0 do 1. Nawet Julka musiała się z tym zgodzić.
Całe towarzystwo zaczęło się pakować do samochodu, z kategorycznym zastrzeżeniem Toma, że "on chce z przodu", kiedy nagle do ich uszu dobiegł przeraźliwy wrzask.
- NIEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!! POCZEKAJCIE!!!!!!! NIE JEDŹCIE BEZE MNIE!!!!!
Cała czwórka spojrzała jak na komendę w prawo. Przerażony Bill biegł autentycznym sprintem, potykając się co rusz o własne nogi. Julka widząc chłopaka odruchowo wyskoczyła z samochodu i chciała wybiec mu naprzeciw.
- Co Ty robisz?! Wsiadaj i jedź - zakomenderował zimno Tom
- Ale Tom, może coś się stało - zaczęła niepewnie blondynka, zwłaszcza, że na widok Billa targały nią niezwykle intensywne emocje
- Akurat! To zwykły histeryk. Niech się przebiegnie, ruch dobrze mu zrobi. Wsiadaj i jedź! - Tom chciał za wszelką cenę odgryźć się za dzisiejszą sprzeczkę. Niech się gnój nauczy kto tu rządzi!
Dziewczyna zawahała się.
- Nie no, nie mogę, poczekajmy, przecież.... -zaczęła, na co zniecierpliwiony Tom, bezczelnie wepchnął się za kierownicę i odpalił silnik.
- TOM!!! - krzyknęły wszystkie trzy
- Jedziemy - dreadziarz był nieugięty - Julka właź, ja poprowadzę!
- Stary, nie ma mowy! - wściekła się właścicielka mustanga.
- A założymy się? - Tom wrzucił wsteczny i powoli zaczął wycofywać, zaś
Alex i Paulina poczęły drzeć się na chłopaka jedna przez drugą.
- Czekajżesz , kurwa! - Julka w akcie desperacji wskoczyła na miejsce pasażera, na co Tom wrzucił jedynkę i nadepnął gaz.
- NIEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!! - Bill był już bardzo blisko samochodu i wyraźnie można było go usłyszeć - TOM, KRETYNIE, NIE ROZUMIESZ!!!! - chłopak darł się po niemiecku.
- SAM JESTEŚ KRETYNEM!!! - odkrzyknął mu Tom zza kierownicy - spoko dziewczyny - tu zwrócił się do zaszokowanych pasażerek - będę jechał jak najwolniej, chcę go tylko trochę pomęczyć... JA CI POKAŻĘ TY CHOLERNY EGOISTO!!!!
- TOM POCZEKAJ, ZROBIĘ CO ZECHCESZ!!!!! GONI MNIE STADO ROZWRZESZCZANYCH.......
- GÓWNO MNIE OBCHODZI CO CIĘ GONI! BARDZIEJ INTERESUJE MNIE PIERWSZA CZĘŚĆ ZDANIA!!! NO WIĘC: CO MOŻESZ DLA MNIE ZROBIĆ?!
- WSZYSTKO, TOM!!! WSZYSTKO!!! TYLKO MNIE POSŁUCHAJ...!!!
Dziewczyny przyglądały się z boku całemu temu cyrkowi nie wiedząc co zrobić. Nie dość, że nic nie rozumiały, bo chłopcy przestawili się na niemiecki, to w dodatku nie za bardzo mogły protestować - Tom faktycznie miał prawo jazdy, a poza tym cała sytuacja w gruncie rzeczy zaczęła je śmieszyć.
Alex parsknęła jako pierwsza.
- No co za debile - orzekła po Polsku - dzieci z podstawówki, bez kitu!
Julka i Paulina przytaknęły i również zaczęły się chichrać.
Wtem, Jul od niechcenia zerknęła w boczne lusterko. Zamrugała szybko i odwróciła się gwałtownie.
Oto, kilkadziesiąt metrów za Billem, zza rogu wybiegł rozpędzony tłum. Z tej odległości nie można było dokładnie oszacować, kto do tego tłumu należał, ale piski i wrzaski wskazywały raczej na rodzaj żeński.
- Boże, dziewczyny, odwróćcie się!!!! - krzyknęła histerycznie blondynka.
Alex i Paula poderwały się gwałtownie i obejrzały do tyłu.
- Co do cholery..... - zaczęła Olka i pojmując w mig o co chodzi uderzyła pięścią w zagłówek Toma - Tom idioto zatrzymaj się!!!!!!!!!! Zatrzymaj się natychmiast!!!
- Już Ci mówiłem co zamierzam - odparł lekko Tom nie zdając sobie sprawy CO pędzi kilkanaście metrów za nimi - niech ten palant.....
Julka przerwała mu po Polsku:
- Matko z córką, zróbmy coś!!! To muszą być te pierdolnięte niemieckie fanki! One go zeżrą, Alex, weź jebnij tego durnego Toma w łeb!!!!
Olce dwa razy nie trzeba było powtarzać.
- Trzymaj kierownicę - powiedziała do Julki i z impetem złapała Toma za dready.
Chłopak wrzasnął.
- Jeśli natychmiast nie zatrzymasz tego cholernego samochodu - wysyczała - to nie dość, że ci nogi z dupy powyrywam, to w dodatku będziesz łysy, kumasz?!?!?!
Tom skumał.
Mustang zatrzymał się gwałtownie, a Alex puściła dready chłopaka.
- Oszalałaś?! - zdenerwował się dredziarz - wiesz jak to boli?! To była tylko zabawa!
- Zabawa?! - zagrzmiała Alex - To spójrz łaskawie, jak świetnie bawi się Twój brat uciekając przed tłumem jakichś wariatek!!!
Tom odwrócił się i zdębiał.
- Kurwa mać! - wrzasnął i zaczął błyskawicznie cofać.
Bill biegł już ostatkiem sił. Czerwony jak burak, z rozmazanym makijażem i szopą na głowie wyglądał jak dziecko wojny i okopu.
Tom natychmiast zatrzymał mustanga, a dziewczyny wciągnęły ledwo żywego Billa na tylne siedzenie.
- GAZU!!!! - wrzasnęły zgodnie, a Tom niezastanawiając się ani chwili dłużej, ruszył z piskiem opon zostawiając za sobą rozhisteryzowany tłum fanek.
komentarze [5]

8. ~*~ "...będziemy z nimi jeść, spać i robić siku!!!" ~*~ >> wtorek, 24 czerwca 2008 18:28:06

8my nius!:)

Za trzy dni uciekam zagranicę, więc muszę się spieszyć z dodawaniem notek, albowiem powrócę dopiero... hmm... za dwa miesiące. Jeśli dorwę gdzieś komputer z netem, naturalnie wrzucę dalsze części, ale nic nie mogę obiecać.
Dziękuję za wzrastającą poczytność - to bardzo motywujące do dalszego tworzenia :)
Czytajcie i komentujcie, osądzajcie, krytykujcie!:) Pozdrawiam i zapraszam na CD.

PS: Powiadamiajcie mnie proszę w komentarzach tudzież księdze o niusach na waszych blogach!




Julka wstała powoli z pod lodówki, otrzepała spódniczkę i..... ponownie stanęła twarzą w twarz z Billem Kaulitzem. Serce znowu podeszło jej do gardła, a żołądek wywalił na drugą stronę. Spojrzała prosto w jego ciemne tęczówki. Takie jak sobie wyobrażała. Czekoladowe.
Chłopak odwzajemnił spojrzenie. Zauważył, że ma duże, kocie oczy podkreślone czarnym eyelinerem.
Wnętrze Julki szalało, jednak poskromiła kolejną falę gorąca i również się uśmiechnęła.
- Cześć - powiedziała w końcu
- Cześć - odpowiedział Bill
- Ja.... - zaczęli jednocześnie i urwali w tym samym momencie patrząc na siebie z zakłopotaniem.
- co za beznadziejny przypadek - mruknęła Alex do Pauliny - czy mam wkroczyć do akcji?
- poczekaj jeszcze chwilę - oszacowała tamta.
- Więc.... - Bill i Julka ponownie zgrali się w słowach i czasie, ale Jul widząc głupią minę chłopaka, nie wytrzymała i buchnęła śmiechem.
- No widzisz - odezwała się znowu Paula - zaraz wrzuci na luz.
Julka faktycznie zaczęła powoli się ogarniać.
- Dawaj dawaj - zachęciła czarnowłosego - mów pierwszy, noł stres - dodała i uśmiechnęła się przyjaźnie
- Ocho - szepnęła Alex - kokieta się jej włącza - dodała, na co Paulina skinęła głową
- Ej, to niesprawiedliwe! - odezwał się w końcu urażony Tom - Czuję się absolutnie zlekceważony! Czy możecie w końcu przejść na angielski?
- NIE! - Alex i Paula krzyknęły równocześnie i zaczęły się chichrać.
Bill obrzucił rozbawione dziewczyny i naburmuszonego Toma roztargnionym spojrzeniem i ponownie przeniósł wzrok na Julkę.
- Po prostu chciałem przeprosić - powiedział - niepotrzebnie się tam pchałem na tę drugą stronę lodówki... durna pała.
Jul zachichotała.
- spoko, nic się nie stało, żyję! właściwie to ja przydzwoniłam Ci w zęby, pewnie nieźle bolało, co?
Bill zestresowany wcześniejszym faktem, iż dokonał niechcący mordu na młodej Polce, w ogóle zapomniał, że cokolwiek mu się stało.
Odruchowo dotknął dolnej szczęki. Zabolało, ale postanowił zgrywać pakera.
- Prawie nie poczułem - wyprężył się dumnie
- No, no - włączył sie do rozmowy Tom - mój brat to tylko tak wygląda jak ciotunia. W rzeczywistości to prawdziwy Rambo! Nawet go dublował w kilku scenach, co nie Bill?
Dziewczyny parsknęły śmiechem, zaś sam zainteresowany poczerwieniał, jednocześnie gromiąc Toma wzrokiem.
- Oszczędź se tych biednych tekstów ofiaro - syknął - urośniesz trochę to pogadamy.
- Ja jeszcze może urosnę, ale tobie w klacie na bank nie przybędzie.
- Tobie lepiej żeby w mózgu przybyło, bo pustka taka, że aż dudni.
- Z moim intelektem wszystko spoko, to ty masz chyba braki skoro nie ogarniasz moich żartów.
- No cóż - jeśli są na poziomie podstawówki...
I tak dalej, i tak dalej.... Chłopcy zapewne za chwilę skoczyliby sobie do oczu całkiem na poważnie, gdyby Alex władczym tonem nie kazała im się zamknąć.
Dochodziła 19sta. Dziewczyny musiały coś postanowić.
- No to co robimy? - zapytała Paulina patrząc na Julkę i Olę.
Obie bezradnie wymieniły spojrzenia.
- A co macie w planie? - wtrącił się Tom, choć pytanie nie było skierowane do niego.
- Nooo... właściwie to nic konkretnego - odparła Alex - opcja była taka, że jedziemy dzisiaj na podbój Berlina. No ale zgubiłyśmy drogę i wylądowałyśmy w tej dziu... yyy... to znaczy na tym zadu.... w sensie, że... yyy... no w tym miasteczku - podsumowała zgrabnie
- W zasadzie to chcemy się tu gdzieś zatrzymać na kilka dni - dopowiedziała Julka - przesunęłyśmy rezerwacje hotelu w Berlinie dopiero na za tydzień.
- w sensie, że nie macie żadnego pewnika? - dopytywał się Tom - zajebiście! w takim razie na weekend możecie się zatrzymać u nas!
- COOOO?!?!?! - cała czwórka wrzasnęła jednocześnie i wbiła pytający wzrok w Toma
- No co? Zły pomysł? Ja uważam, że świetny, co nie Bill? - tu zwrócił sie do brata, który miał niezwykle niewyraźną minę - no stary, sam przyznaj!
W tym oto momencie Bill poczuł, że ma ochotę rozerwać Toma na strzępy. To miał być długi spokojny weekend w ich rodzinnych stronach, bez tłumów fanek i wścibskich paparazzi. Tylko oni dwaj, nie wchodzący sobie w drogę, w małym, cichym miasteczku Loitsche. I oto teraz, gdy sielanka była już tak blisko, ten skończony kretyn burzy jego misterny plan zapraszając do ich domu trzy nieznajome polskie dziewuchy?! Czy on już do reszty ZIDIOCIAŁ?!?!?!
- Wiesz Tom - zaczął z trudem hamując atak furii - nie wiem czy dziewczyny mają na to ochotę, przecież....
- Ależ oczywiście, że mają! - Tom promieniał - prawda dziewczyny? Ugościmy was jak królowe! Z nieba nam spadłyście! Przynajmniej będzie się coś działo, a ja nie skisnę z nudów w tej zapadłej dziurze! To jak dziewczynki?
Gdyby wzrok mógł zabijać, Tom bezapelacyjnie padłby trupem. Z oczu Billa sypały się iskry.
Nasze trzy bohaterki zaś wymieniły niepewnie spojrzenia. Olki mówiło - mi to rybka, Pauliny - chyba was pojebało, Julki - jeśli się nie zgodzicie, obie jesteście martwe.
- No i co? - zapytała po polsku Olka - ja myślę, że to może wypalić. I tak nie mamy nic lepszego do roboty.
- Czy ciebie już posrało do reszty?! - -oburzyła się Paulina - a może to psychopaci?! Może współżyją ze zwierzętami i wpierdalają surowe ryby?! Mogą nas poszatkować i wmurować w schody a i tak nikt się o tym nie dowie!
- Skoro współżyją ze zwierzętami - zaczęła filozoficznie Julka - nam nic nie grozi. A jeśli się nie zgodzisz na ten układ, to osobiście porąbię cię na kawałki i zacementuję w ścianie - oświadczyła ze słodyczą w głosie - tak więc decyduj sama.
- Przegłosowane! - krzyknęła Olka, zanim Paula zdążyła cokolwiek powiedzieć - okej, Tom - zwróciła się do dreadziarza - z chęcią zostaniemy u was przez weekend.
- SUPER! - klasnął w dłonie dreadziarz - ale zajawa, co nie, Bill?
Czarnowłosy właśnie wizualizował sobie, jak Toma rozgniata walec drogowy.
- Tom - wysyczał - czy mogę cię prosić na stronę? - dodał odchodząc parę metrów w bok
Dreadziarz spojrzał na niego pytająco, wzruszył ramionami, puścił dziewczynom oczko i podążył za bratem.
Gdy obaj zniknęli im z pola widzenia, Julka najpierw zapowietrzyła się, następnie zapiszczała, po czym w dzikim pędzie rzuciła na szyję - najpierw Alex, a następnie Paulinie.
- Czy wy to kurwa ogarniacie?! - darła się jak opętana, jednocześnie podskakując i machając rękami - JEDZIEMY DO NICH DO DOMU!!!!! Będziemy z nimi jeść, spać i robić siku!!!!! Z Kaulitzami!!! Z BILLEM!!!!! Pod jednym dachem!!! Boże, chyba zaraz się posram!!!
- Wierzyć się nie chce co ja wyczyniam - westchnęła Alex - będę mieszkać u niemieckich gwiazdek pop-rocka. Co za ujma na moim muzycznym honorze....
- Ty się martwisz o swój honor?! - zagrzmiała na to Paulina - Zapowiadam wam - z tego nic dobrego nie wyniknie! A choćby ich jeden fałszywy ruch, ja stamtąd wy-pier-da-lam!
- A tam, nie tragizuj - machnęła ręką Alex - ja się cieszę. Trudno mi się do tego przyznać, gdyż w tym momencie depczę po swej dumie, ale taka prawda! W życiu bym nie pomyślała że coś takiego nas spotka - zachichotała i przybiła Julce piątkę, podczas gdy ta wykonywała swoje szaleńcze piruety dookoła zmaltretowanego Paulina.


*


- No czyś Ty z chuja spadł, kretynie?!?!?! - darł się Bill gestykulując przy tym dziko - jak mogłeś im zaproponować coś tak absurdalnego?!
- Nie rozumiem o co ci chodzi - Tom spojrzał na niego najbardziej obojętnym wzrokiem jaki posiadał we władaniu
- O co mi chodzi?! O co mi chodzi?! - gorączkował się Bill - nawet ich nie znamy!!!!!!!!! A jeśli to jakieś maniaczki?! Mogą nas otruć, udusić podczas snu, zadźgać!!!! Czy ty masz jakieś resztki rozsądku pod tymi kołtunami?!
Tom parsknął śmiechem.
- Przestań histeryzować jak baba - otaksował go wzrokiem - to normalne fajne laski. Alex jest naprawdę w pytę, dawno nie spotkałem kogoś tak nietuzinkowego.
- Ach tak!!! Więc chodzi Ci o tę dreadziarę?! Mogłem się domyślić, ty nędzny, myślący penisem wypierdzie!
- Wypraszam sobie! - zdenerwował się Tom - ja wcale do niej nic nie ten... w sensie, że nie seksualnie. Owszem, jest ładna, ale nie o to chodzi. Ona po prostu jest fajna! FAJ-NA! A poza tym zabawna i super mi się z nią gada! Sam pomyśl, kiedy ostatni raz nawijałeś z jakąś normalną laską?! No, proszę bardzo!
- Eee... błe..... - zająknął się inteligentnie Bill.
- No właśnie! No właśnie! Otaczają nas dzikie piszczące tłumy i płaczące fanki! I tylko one! A te dziewczyny nawet nie mają pojęcia kim jesteśmy! Ogarniasz, tumanie?!
- Sławni ludzie tak już mają! - fuknął Bill
- Sławnym ludziom, nie powinna napierdalać woda sodowa do głowy, wiesz?! - wściekł się dreadziarz - A tobie najwyraźniej niedługo tryśnie uszami O-Panie-Niegodny-Obcowania-Ze-Zwykłymi-Śmiertelnikami!
- Co ty pieprzysz! - darł się czarnowłosy - nie o to chodzi!
- No a o co?!
- O gówno!!! Chciałem mieć w końcu spokojnych parę dni! Nasz menadżer nie wysłał nas na chatę, żebyśmy odstawiali orgię z jakimiś panienkami, tylko wrzucili na luz, zrelaksowali się, mieli wszystko w dupie!
- Ja i tak mam wszystko w dupie!
- Bo jesteś niepoważnym gnojkiem! ciągle!
- A Ty za to stałeś się nadętym bufonem! Nie zesraj się przypadkiem!
- No i może to zrobię, jeśli będę miał ochotę!
- A rób co chcesz, ale one - ZOSTAJĄ!
- Nie ma mowy!
- ZOS-TA-JĄ!!! Poza tym, gdybyś był chociaż trochę ogarnięty, wiedziałbyś, że masz dług wobec tej blondyny! Tej lasce mogło się coś stać!
- Ale się nie stało! Poza tym: przeprosiłem ją do kurwy nędzy! I przestań zgrywać w końcu obrońcę uciśnionych, bo kiepsko Ci to wychodzi!
- Rób jak uważasz! Ale ja wracam do domu! Z nimi!
- Świetnie! wracaj sobie! Ale nie licz na to, że będę miły i że będę skakał koło kogokolwiek!
- To, że Ty non toper wymagasz tego od innych, nie oznacza, że reszta świata również, Ty napuszony, rozpieszczony fajfusie!
- O Tobie nie będę się już wypowiadał, bo zabraknie epitetów! Wracam na chatę, a Ty rób se co chcesz - z nimi, albo bez nich! NARA!!! - wrzasnął na koniec Bill, okręcił się na pięcie i niczym chmura gradowa wypadł ze sklepu.
- No przecież kretyn - podsumował Tom i podążył ku dziewczynom.



komentarze [3]

7. ~*~ Jak obudzić Śpiącą Królewnę? ;) ~*~ >> poniedziałek, 23 czerwca 2008 12:49:37

Bardzo się cieszę, że czytacie i komentujecie notki! Dlatego dodaję kolejny part i pozdrawiam ciepło, a zwłaszcza: aqq0, vergessene-mich i kozaki-sprawne-wizualnie :) Zaraz zabieram się za wasze blogi!



Obudź się, obudź, no prooooszęęęęę - szeptał rozpaczliwie Bill poklepując Julkę po policzkach - jeśli to zrobisz, to... hmmm... to kupię Ci sukienkę Versace! - ucieszył się chłopak i spojrzał na nią z nadzieją.
Dziewczyna ani drgnęła.
- Hmmm... mówisz, że nie lubisz Versace? - zastanowił się chłopak - To może Dolce & Gabbana? Co Ty na to?
Zero reakcji.
- A może Armani? Jego żółte kiecki z cyrkoniami to ostatni krzyk mody, wiesz? Przedwczraj widziałem pokaz na fashion TV, mówię Ci, sssuper! W żółtym byłoby Ci do twarzy...
Julka wciąż leżała nieprzytomna.
- No nie bądź taka kapryśna, no! - zganił ją Bill - Przecież żadna dziewczyna nie oparłaby się Armaniemu! A nawet taki ja! - dodał i spojrzał na nią uważnie.
- A może Ty nie jesteś taka? Hm? A może... Może Ty wolisz samochody? - zapytał poważnie i pokiwał głową - Pewnie tak. I zapewne imprezujesz do rana, co? I pijesz wódkę i nie rzygasz? Skubana no, ja to zawsze spawam. To wiesz, ja Ci kupię taki samochód! Taki że będzie miał barek w środku, co Ty na to? Lambordżini załadowane ginem, okej? A do tego jeszcze...
- No, no dobrze kombinujesz! Poleciłabym jednak bagażnik pełen Kurakao. - wypaliła Alex zza pleców Billa - Na bank na to pójdzie!
Wraz z Tomem stała obok, już ładnych kilka minut i oboje dusili się ze śmiechu słysząc monolog czarnowłosego.
Bill poderwał się z oburzeniem.
- Bardzo śmieszne! A Ty Tom co masz minę jak srający kot na puszczy?! Rusz się, zrób coś! Ta dziewczyna straciła przytomność dobre dziesięć minut temu i nie da się jej docucić!
- A założymy się? - Alex uśmiechnęła się szelmowsko - Tom - tu zwróciła się do dreadziarza - bądź tak uroczy i skocz do tego czerwonego mustanga stojącego przed sklepem. Masz tu kluczyki - podała mu srebrny przedmiot zawieszony na różowym, puchatym breloczku - otworzysz bagażnik i przyniesiesz mi butelkę wiśniowej wódki, ok?
Tom spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Dajesz mi kluczyki do SWOJEGO samochodu?
- Nie do swojego, tylko do jej - wskazała głową na leżącą jak wór z ziemniakami Julkę - a z resztą, przecież Ty i tak masz jakieś 15ście lat - prychnęła - nie możesz mieć prawka.
- 19ście w tym roku! A prawo jazdy od pół! - oburzył się Tom
- Dobra, dobra dla mnie to możesz mieć nawet dwadzieścia pięć! No idź już, proszę cię, no.
Tom chciał coś jeszcze powiedzieć, ale machnął ręką i zniknął za regałem.
Bill zaś oparł się o lodówkę z mrożonkami i patrzył na Alex z otwartą twarzą.
- A Ty coś się tak rozdziawił? - rzuciła Olka i odgarnęła odruchowo dready z czoła
Chłopak ocknął się i spojrzał na nią badawczo
- Tom w życiu nie robi tego o co go proszę! - stwierdził oburzony - jak ci się to udało?!
Alex uśmiechnęła się tryumfalnie.
- No wiesz, ma się ten urok osobisty!
- Ja też mam! - nastroszył się Bill
- Widocznie znikomy.
- Nieprawda!
- Prawda.
- Nieprawda!
- Prawda. Z resztą - jak możesz mieć jakikolwiek urok osobisty? Przecież ty wyglądasz jak baba!
- Sama wyglądasz jak baba! - wypalił Bill
Alex spojrzała na niego wzrokiem pt. żal numer 217.
- Wiesz, w moim przypadku, to całkiem na miejscu...
Bill już-już się zapowietrzył, żeby w końcu odgryźć się tej aroganckiej dreadziarze, ale w tym momencie zza zakrętu w alejkę z mrożonkami wpadła z dzikim jazgotem zielonooka, ruchliwa szatynka i zupełnie nie zwracając na niego uwagi, podbiegła do Alex.
Dziewczyny wrzeszczały do siebie krótką chwilę w kompletnie niezrozumiałym dla niego języku, raz po raz gestykulując i machając głowami, po czym ta mniejsza odwróciła się i zlustrowała go od stóp do głów.
- No faktycznie - oświadczył spokojnie Paulin w rodzimym języku - to on.
- No przecież mówię.
- Gdzie drugi?
- Poleciał do samochodu, wódkę niesie.
- Wódkę?! Tutaj?!
- No przecież jakoś trzeba tę kretynkę dobudzić. Zobaczyła tego rozczochrańca i posrała się w pory z wrażenia.
- Serio?!
- No co Ty, durna! W przenośni w sensie. Zemdlała i tyle.
- Aaaa. Ale jaja.
- Stara, numer roku.
- I co robimy?
- Nie wiem. Czekamy. Dobudzimy Julka i pomyślimy co dalej.
- A może by tak z nim porozmawiać? - Paula wskazała od niechcenia na Billa - Stoi przy tej lodówce jak ta pinda.
- A to proszę cię bardzo, dyskutuj z tym czupiradłem. Ja już powiedziałam mu co na jego temat sądzę.
- Znaczy się co?
- Że wygląda jak baba i nie ma za grosz uroku osobistego.
- Hahahahah, Jul cię zabije!
- Trudno, trzeba było nie mdleć! - podsumowała Alex i energicznie wzruszyła ramionami.
Bill stał jak niepyszny i obserwował te dwie szurnięte dziewczyny. Wydawało mu się, że mówią po Polsku, ale nie był pewien. Z resztą istotniejszy był fakt, że w ogóle nie zwracały na niego uwagi - jakim cudem?! Odwykł od obojętności. Płeć piękna albo piszczy i płacze na jego widok, albo piszczy i mdleje. No tak. Ta tutaj zemdlała. Co prawda nie ze względu na jego osobę, ale zemdlała.
No cóż. Skąd nieszczęsny chłopak miał wiedzieć, że to wcale nie uderzenie w głowę było powodem jej aktualnej niedyspozycji, a faktycznie jego niezwykłe fizis?
Bill otaksował wzrokiem obie panny raz jeszcze. Po co one tu właściwie stoją? Obca dziewczyna zemdlała, a one co? Szukają sensacji? No tak, ale jedna z nich to przecież koleżanka Toma. Chyba. No bo skąd on ją niby nagle wytrzasnął? I to jeszcze cudzoziemkę! Chociaż znając jego zdolności...
Wtem z zamyślenia wyrwał go głos jednej z dziewczyn. Ta niższa zwróciła się do niego po angielsku.
- Jak to się stało właściwie? - zapytała bez zbędnych wstępów i spojrzała na niego uważnie.
- A co Cię to obchodzi? - odburknął zdenerwowany. Nie lubił kiedy ktoś mu się tak nachalnie przyglądał.
Zielone oczy Pauliny rozbłysły niebezpiecznie.
- Może dlatego, że to moja przyjaciółka ty impertynenckie indywiduum?
Bill poczuł, że głupieje.
- Zaraz, to ja już nic nie ogarniam! Skąd wy się wszyscy znacie?!
Alex przewróciła teatralnie oczami.
- Z dupy - podsumowała, ale widząc minę Billa wypaliła jednym tchem - o Jezu no! Ja - czyli Alex, ta mniejsza - czyli Paula i ta leżąca - czyli Julka, przyjechałyśmy do Niemiec na wakacje. Po długiej, owocującej w różne dziwne akcje drodze, (min. spotkanie ze wściekłym farmerem, celnikiem Zbigniewem i zgubieniem drogi prowadzącej do Berlina włącznie), jako polskie przemytniczki napojów wyskokowych zbunkrowanych w bagażniku, zatrzymałyśmy się na wiosce zwanej Loitsche, żeby w tym oto uroczym markecie coś kolokwialnie mówiąc: zeżreć tudzież opierdolić. Oczywiście najpierw ja i Julka zaklinowałyśmy się w bramce obrotowej, a następnie nie mogłyśmy znaleźć nic godnego naszych wysublimowanych podniebień, a więc rozdzieliłyśmy się w poszukiwaniu żarcia. Wtedy spotkałam Twojego szanownego brata, buszującego wśród konserw rybnych. Nawiązaliśmy krótką konwersację, aby następnie on pomógł mi w znalezieniu pulpetów w sosie koperkowym. W międzyczasie, pożyczyłam od niego komórkę, żeby zadzwonić do tej tu leżącej Julki i zapytać jak idą zakupy. Nie mogłam się do niej dodzwonić, bo jak się teraz okazuje, leżała już zemdlona tkwiąc dupą w chipsach, podczas gdy Ty ją bezskutecznie cuciłeś. W afekcie zadzwoniłeś więc do Toma, a że ja miałam jego komórkę w ręku odebrałam z podpierdóły Twój telefon. Wiedziałam że jesteś jego bratem, bo ta papla zdążyła mi przez te 10 minut wytłumaczyć swoje wszelkiego rodzaju koligacje rodzinne. Następnie zadzwoniłam do Julki na komę po raz wtóry, Ty nie wiadomo z jakiej paki odebrałeś, a ja wtedy przekazałam telefon Tomowi. To wszystko.
Paulina i Bill stali jak wryci i z otwartymi ustami rejestrowali ostatnie słowa słowotoku Alex. Olka spojrzała na nich z dezaprobatą.
- No co? -zapytała - Czy mam coś powtórzyć tudzież wytłumaczyć?
A może mam to zaśpiewać, lub przekazać w wersji pisemnej?
- NIE! - odpowiedzieli zgodnie, po czym spojrzeli na siebie z niechęcią.
- No to chyba wszystko jasne. A teraz to ty jesteś nam winien wyjaśnienia, mój drogi - powiedziała Alex i uśmiechnęła się kwaśno.
Bill westchnął.
- No po prostu, no - zaczął rozkładając bezradnie szczupłe ręce - ona grzebała w mrożonkach.
W tym momencie Alex przeszło przez myśl, że gdyby ktoś z boku przysłuchiwał się tej absurdalnej wymianie zdań, zapewne by zwątpił.
- Szedłem akurat w kierunku lodówek - kontynuował Bill - kiedy zobaczyłem, że jakaś zgrabna dziewczyna nurkuje w ich wnętrznościach. No będę szczery, nogi to ona ma całkiem do rzeczy.
Alex uśmiechnęła się pod nosem, bo gdyby Jul wiedziała, jak Bill przed chwilą zlustrował jej kończyny, zemdlała by po raz drugi. A nawet trzeci.
- Reszcie się nie moglem przyjrzeć, bo zanim zdążyłem ją zagadać, zderzyliśmy się głowami w trakcie szperania w mrożonkach i... e... ona spojrzała na mnie tylko no i ten.... i zemdlała sobie.
- Ach tak! - naskoczyła nań Paulina - więc przyznajesz, że to był zamach! - dodała, wcelowując oskarżycielsko palec w jego wątłą klatkę piersiową.
- Jaki zamach?! - oburzył się Bill - to był wypadek!
- Ani słowa więcej! - zagrzmiała Paulina, aż chłopak się skurczył - jako przyszły polityk nakazuje Ci milczeć!
- Eeee... czy Ty aby stara nie przesadzasz? - odezwała się po polsku zblazowana Alex - rąbnął ją w łeb i tyle. W dodatku to zapewne wcale nie spowodowało omdlenia. Jak mniemam, Julka zemdlała zaraz po tym, jak zorientowała się kto stoi po drugiej stronie lodówki.
- Łochochocho, Szerlok Holms się znalazł - zdenerwowała się Paulina, czując, że wypada z roli przyszłej Margaret Tacher.
- Srorms. Na zdrowy rozum po prostu... - zaczęła, ale nie dokończyła, bo oto między półki ponownie wpadł Tom.
- No... mam.... tę.... tę... fla... flaszkę - wydukał zziajany
- Dzięki stary - Alex poklepała go po plecach i przechwyciła butelkę
- no zaraz.... za.... zaraz - oburzył się dreadziarz - a całus to gdzie ?
- Standardowo - uśmiechnęła sie złośliwie Olka - całus w dupę mój drogi.
- Niewdzięczna - wymruczał niezadowolony Tom i stanął obok brata.
Alex nie zwracając żadnej uwagi na jego fochy, zbliżyła się do Julki obracając butelkę w dłoniach.
- Dobra, ekipo reanimacyjna! Pomóżcie mi tę Śpiącą Królewnę przetransportować z chipsów pod lodówkę.- zarządziła - Dajemy ją do pozycji półsiedzącej! Ino raz!
Olka odstawiła flaszkę na podłogę, po czym cała czwórka zgodnie chwyciła Julkę za ramiona i posadziła pod lodówką.
Bill po raz kolejny zlustrował ją wzrokiem. Wyglądała jak dziewczynka z tym spokojnym wyrazem twarzy. Długie włosy opadały jej na ramiona, a jasna cera idealnie kontrastowała z ciemną oprawą oczu.
- Spoko - orzekła Alex - a teraz najważniejsze. Siostro Paulino - wódka!
Paula pochwyciła butelkę z podłogi i podała Olce.
- Bill, cho no tu - powiedziała Olka siłując się z banderolą - proszę uchylić pacjentce usta. Tom, odkręć tę cholerną zakrętkę, bo ja nie daję rady.
Bill zawahał się przez moment, po czym posłusznie zbliżył się do dziewczyny. Ujął delikatnie jej twarz w dłonie i rozchylił lekko wargi.
- Tej, czupiradło, szerzej cholera! - ofuknęła go Alex - nie będziecie się całować, tylko będę lać w nią wódę! heloooł!
Chłopak niechętnie wykonał polecenie, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że zaraz zrobi jej krzywdę.
Tom skończył siłować się z butelką i podał ją 'szefowej'.
- No dobra - uśmiechnęła się Alex - to teraz patrzcie na ten motyw!
Olka przytknęła gwint butelki do ust Julki, po czym przechyliła ją lekko i poczęła powoli wlewać jej zawartość do ust dziewczyny.
Na rezultat nie trzeba było długo czekać - już po chwili blondynka wciągnęła głęboko powietrze przez nos, zacharczała, zakrztusiła się, szeroko otworzyła oczy i posłusznie przełknęła ogromny łyk Wiśniowej Polskiej.
Alex i Paulina wybuchły dzikim śmiechem, a chłopcy patrzyli na dziewczynę oniemiali.
- Ty cholerny, stary alkusie!!! - rżała Alex - wiedziałam, że to podziała, wie-dzia-łam!!!
Julka wciąż zamroczona spojrzała tępo na Olkę i wydyszała ciężko:
- Popity do kurwy nędzy! popity!
- Bill, leć po jakiś sok - zwróciła się po angielsku do czarnowłosego, a widząc jego durną minę fuknęła głośno - no już!!!
Jul dopiero wtedy zaczęła rejestrować co się stało. Grzebanie w mrożonkach, mieszanka farmerska, uderzenie w głowę i Paulina stojąca po drugiej stronie zamrażarki, która nagle okazała się być.... BILLEM?!
Tak, bezapelacyjnie to był on. Bill Kaulitz we własnej osobie, który właśnie teraz gnał na złamanie karku z sokiem jabłkowo-miętowym.
Czarnowłosy rzucił Olce sok, a ta podała go Julce, jednocześnie zwracając się do niej po polsku.
- A teraz zamknij się i pij - nakazała władczo - kumasz?
Julka przywarła ustami do kartonu z sokiem i słabo skinęła głową na znak, że rozumie.
- Okej, to teraz słuchaj - zaczęła Alex - wiem, że dostałaś w łeb, ale wzrok Cię moja droga nie myli. To ONI. Obaj. Mopa Na Grubym Kiju poznałam w trakcie szukania pulpetów - dzwoniłam do Ciebie, żeby uprzedzić Cię, że obaj są w sklepie, ale Ty już byłaś po spotkaniu pierwszego stopnia z Rozczochranym. Pamiętasz jaki jest plan, tak? : Jesteśmy, ślepe, głuche i w ogóle niedorozwinięte - w życiu nie słyszałyśmy o Japońskim Motelu, Zduszonych Rosołach, Rudych Misiach i w najmniejszym stopniu nie kojarzymy tej Wymalowanej Mordy i Mopa w ciuchach dla powodzian! Póki co - udaje nam się to genialnie, więc błagam, nie mdlej już i nic nie skop! Rozczochrany myśli, że zemdlałaś od uderzenia i niech już tak zostanie!
Julka patrzyła na nią nieodgadnionym wzrokiem.
- No czego się tak gapisz jak wół na malowane wrota? - warknęła Alex.
- Bo..... - zaczęła blondynka - bo rzygać mi się chce z nerwów.......
- ANI MI SIĘ WAŻ - syknęła jej do ucha Olka - narobiłaś wystarczająco dużo siary! Dupnęłaś tyłkiem w czipsy, okej?! Dupnęłaś rzycią w Lays'y stara! A później leżałaś w nich jak trup przez jakiś kwadrans, podczas gdy Rozczochrany trząsł się nad Tobą jak osika, bo myślał, że Cię zabił!
- O Boże......... - jęknęła Julka wciąż wpatrując się w Alex
- No właśnie! Więc ogarnij sytuację i przestań w końcu się tak na mnie gapić!
- Nie mogę..... - jęknęła
- Dlaczego?!
- Bo boję się na niego spojrzeć.....
- DO JASNEJ CHOLERY, WEŹ SIĘ W GARŚĆ, ALBO.......
- No dobra, już cicho - przerwała jej Julka wzdychając - pomóż mi wstać.
- No - powiedziała Alex z zadowoleniem - grzeczna dziewczynka - dodała i podała jej rękę.






komentarze [5]

6. ~*~ Telefoniczne absurdy i "Szalona orgia Billa Kaulitza w dziale warzywnym" ~*~ >> piątek, 20 czerwca 2008 14:51:18
Widzę, że frekwencja dotycząca bywania na blogu uległa poprawie:) Czytajcie, czytajcie i komentujcie Kochane! Lecimy z następnym partem!


W czasie gdy przerażony Bill, wyciągał bezwładną Julkę ze szczątków Lays'ów i Cheetos'ów, szepcząc gorączkowo "zabiłem ją! naprawdę ją zabiłem!" a Paulina rozmawiała już dziesiątą minutę przez komórkę ze swoją mamą, która niespodziewanie zadzwoniła z pytaniem jak podróż, Olka i Tom pokładali sie ze śmiechu wśród wędzonych sardynek.
- No kumasz tę typiarę?! - Alex ryczała na pół sklepu trzymając się za brzuch
- No nie gadaj! Hahahah, nie wierzę że ta panienka to zrobiła! - Tom chichrając się głośno przypominał małego chochlika
- Przysięgam! Ja też nie mogłam w to uwierzyć, dopiero kiedy zobaczyłam...
- Rany, jaka siara... - chłopak wytarł ostatnie łzy z kącików oczu
- A jak... - Alex również dochodziła do siebie - ej, wiesz co? - zapytała nagle
- No?
- W sumie to Ty nie jesteś taki zły. Myślałam że z Ciebie to taki zepsuty babiarz... - wyznała
- Taaa?! Dlaczego?! - oburzył się chłopak
- A bo wiesz - machnęła Alex ręką - w te... - jednak natychmiast ugryzła się w język: "w jakiej telewizji?!" - skarciła się w duchu - yyy.... to znaczy w te... wtedy za tym regałem.... - wybrnęła zgrabnie - no, po prostu myślałam ze odstawiasz tani podryw... Wiesz, dready, kolczyk w wardze, szerokie nachy, dziewczyny na to lecą... Chyba nie zaprzeczysz!
- No lecą, lecą, nie będę kłamał... - westchnął Tom - Zwłaszcza jeśli jesteś git... - tu i on przerwał, nie chcąc się zdradzić - no wiesz.... eee.... git chłopakiem!
Olka domyślając się, że chciał powiedzieć "gitarzystą" uśmiechnęła się pod nosem.
- No widzisz, masz przesrane, Ty git chłopaku! - zaśmiała się - Hmmm.. A tak zmieniając temat - jaki jest Twój bart? - wypaliła i spojrzała na niego badawczo.
To pytanie zaskoczyło Toma. Chłopak bowiem odwykł od faktu, że ktoś może nie wiedzieć kim jest jego brat i jak wygląda. Mimo to, ta drobna odmiana spodobała mu się. Zapomniał jakie to miłe uczucie - mówić o swoim bracie jak o normalnym chłopaku.
- Cóż... mój brat jest bardzo specyficzny - zaczął - ma oryginalny styl...
- Tak jak i Ty - wpadła mu w słowo Alex
- Tak, to prawda, ale z całkiem innej bajki. Wiesz, Bill nie jest luzakiem. Wygląda trochę jak... hmmm....
- Jak kto? - Alex była cholernie ciekawa jak Tom odbiera własnego brata.
- Wiem, że zabrzmi to trochę dziwnie - odparł zakłopotany - ale on ma raczej dziewczęcą urodę. Dłuższe, farbowane na czarno włosy, makijaż, biżuteria...
- Łooo, to musi być cholernie wylansowany! - podpuszczała go Alex - jest gejem? - zapytała bez ogródek
- Nie, nie! - natychmiast zaprotestował Tom - Skąd. Wiele osób go tak odbiera. Ale to zaściankowe debile. Nie znają się po prostu.
Po sposobie w jaki Tom wypowiedział te parę zdań Olka pojęła w lot, że dałby się za swojego brata pokroić.
-Jasne. Szufladkowanie wieje lipą - uśmiechnęła się przyjaźnie, a Tom go odwzajemnił
- Poczekaj - zatrzymał się nagle chłopak- zanim znajdziemy Billa pokażę Ci naszą wspólną fotkę - i mówiąc to wyciągnął portfel, a z niego zdjęcie - to z przed dwóch miesięcy - dodał jeszcze, podając foto Oli.
Na zdjęciu był cały zespół. Po lewej stał Gustav, w środku Bliźniacy, a po prawej stronie Georg. Wyszli tu tak naturalnie - bez tych durnowatych póz jakie przybierali na sesjach zdjęciowych do Bravo i innych szmatławców. Aż miło było spojrzeć - uśmiechnięci, zwyczajni, fajni chłopcy.
- Super fotka - oszacowała natychmiast Alex - rozumiem, że ten czarny, chudy, wysoki to Twój brat?
- Tak jest - przyznał z dumą Tom
- Ładny chłopak - uśmiechnęła się
- Się wie! Ma to po mnie!
- Ale... mówiąc szczerze, nie jesteście w ogóle podobni - kłamstwa przychodziły jej z bajeczną łatwością
- Kiedy go zobaczysz na żywo - zmienisz zdanie - zaśmiał się Tom - jeszcze gdyby nie ten mejkap... to kropka w kropkę!
- Skoro tak mówisz - odparła Alex i oddała mu zdjęcie.
Tom złożył je delikatnie i wsunął z powrotem do portfela.
Alex zaś natychmiast pomyślała, że nie może zwlekać ani chwili dłużej - MUSI pogadać z Julką!
- Ah, wiesz... emmm... miałabym małą prośbę - zająknęła się więc, zmieniając temat.
- No?
- Czy mogłabym zadzwonić z twojego koma? Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko...
- Jasne! Bez krępacji lala!
- Dobra, dobra, bez tej lali by sie obyło mój drogi! - takie teksty działały na Alex jak płachta na byka
- Sorry... to z przyzwyczajenia - burknął Tom podając jej komórkę
Olka odeszła parę kroków i wybrała numer Julki na błękitnej klawiaturze najnowszego Sony Ericssona.
- Ma się ten hajs, co? - mruknęła w międzyczasie lustrując telefon - życie jest kurwa niesprawiedliwe... - dodała stanowczo wybierając numer i nacisnęła zieloną słuchawkę.



*

Gdyby nie fakt, iż Loitsche było tylko małą, nic nieznaczącą niemiecką wioską, to cyrk, jaki aktualnie rozgrywał się w sklepie samoobsługowym przy Kaufstarsse, był by tematem z pierwszych stron wszystkich młodzieżowych magazynów. Jednak dzięki jako-takiej anonimowości owej mieściny i ogólnym przekonaniu, iż sławni bliźniacy wogóle nie odwiedzają swojego rodzinnego domu, Bill Kaulitz mógł odetchnąć z ulgą, nie zastanawiając się nad tym, jaki to rewelacyjny nagłówek będzie widniał na okładce tygodnika "Bravo".
"Szalona orgia Billa Kaulitza w dziale warzywnym" czy też "Kaulitz i tajemnicza nieznajoma baraszkujący wśród mrożonek" nie musiały dzięki Bogu spędzać snu z powiek dziewiętnastoletniemu wokaliście grupy Tokio Hotel.
Bowiem to, iż klęcząc na sklepowej posadzce, cucił białą jak kreda blondynkę, tkwiącą tyłkiem w leżącym na podłodze regale z chipsami, pozostawało jedynie między nim, wyżej wspomnianym regałem, a lodówką z mrożonkami. W tej chwili chłopak był wdzięczny swojej matce, że niegdyś przeprowadzili się na to zadupie, gdzie mało kto szedł na zakupy do marketu w późnych godzinach wieczornych. Wsiowa mentalność mieszkańców Loitsche, nie pozwalała im na podobną zuchwałość.
Bill z rozpaczą w oczach klepał dziewczynę po bladych policzkach szepcząc coś gorączkowo w ojczystym języku. Nietrudno było jednak pojąć frustrację chłopaka, nawet jeżeli nie było się poliglotą, bowiem średnio co piątym wypowiedzianym wyrazem było słowo "szajse!"
Gdy po paru długich minutach, działania Billa nie przyniosiły rezultatu, chłopak zrezygnował z tytułu Michta ze Słonecznego Patrolu i czym prędzej wybrał na swoim telefonie komórkowym numer brata.


*

- No co jest do jasnej szmaty? - zagderała pod nosem Alex - co ona ma ważniejszego do roboty niż odbieranie moich zacnych telefonów? - dodała jeszcze i z niezadowoleniem przerwała połączenie po kolejnych 10ciu nieodebranych sygnałach.
Zerknęła przez ramię na Toma. Chłopak był akurat w trakcie lustrowania jej zgrabnego tyłka, lecz widząc podejrzliwe spojrzenie Alex natychmiast odwrócił wzrok i z zapałem począł czytać skład mielonki wieprzowej.
- Palant - mruknęła.
Wtem telefon dreadziarza zawibrował dziko. Olka spojrzała odruchowo na wyświetlacz i o mało nie padła trupem. Oto bowiem jej oczom ukazały się cztery czerwone litery układające się w imię... ''BILL''.
- Sasasasa - zachichotała szatańsko - NAMIERZONY! Czekaj no czarny baranie, se pogadamy! Ale będą jaja! - spojrzała raz jeszcze na telefon i naciskając 'OK' zaakceptowała rozmowę.
- Heeeloooołłłł??? - zaszemrała uwodzicielsko do słuchawki trzepocząc jednocześnie rzęsami.
- Tom???? Tom gdzie jesteś, cholera???? Pomóż mi, chyba kogoś zabiłem!!! - wrzeszczał po niemiecku Bill, zaś Olka słysząc jego paplaninę, z której nie była w stanie zrozumieć ani pół słowa, uśmiechnęła się diabolicznie i wypaliła po angielsku:
- Tej, wychudzone czupiradło! Czego drzesz japę? Możesz do mnie równie dobrze pocinać po Chińsku a i tak nie zrozumiem z tego marnej spółgłoski, więc oszczędź. Twój brat jest aktualnie zajęty... zajęty... yyy....hmmm... mną! - dokończyła triumfalnie i zachichotała.
Bill oniemiał w jednej chwili. No jasne! Jak zwykle! Kiedy on potrzebuje pomocy, jego brat rwie panienki! Czy on nie może się powstrzymać nawet w hipermarkecie?! Co za cholerny eroTOMan!!!!!!!!
Bill pomimo, że nie był klasycznym poliglotą, znał angielski całkiem nieźle. Lecz co ciekawe - nienawidził się nim posługiwać. Sytuacja podbramkowa w jakiej się obecnie znalazł spowodowała jednak jego jako-taką mobilizację lingwistyczną.
Chłopak zaczął więc niezwykle chaotycznie tłumaczyć rozmówczyni, iż stała się rzecz straszna i natychmiast potrzebuje pomocy brata. A jeśli nie brata - może być to jej pomoc. A jeśli nie jej, to "kogokurwakolwiek" - zakończył w amoku czarnowłosy.
Alex jednak pozostała niewzruszona, zwłaszcza, że tłumaczenie Billa zrozumiała całkiem na opak. Oto bowiem, jej niezwykle bujna wyobraźnia wykreowała obraz wokalisty leżącego na jakiejś pannie, która najprawdopodobniej zemdlała w wyniku jego nieposkromionych popędów seksulanych i zabawy sado-maso włącznie.
- OOoOO nie! Tak nie będzie! - pomyślała wściekle - ta szumowina zdradza mojego Julka! - wizerunek Billa tak mocno przywarł do osoby jej przyjaciółki, że Alex uważała za skandaliczne i niewyobrażalne, ażeby to rozczochrane indywiduum mogło związać się z kimkolwiek innym. Cóż. Te baby...
-W takim razie - zaczęła Olka cała dygocząc ze złości - sam se ją reanimuj! Ty chamie i prostaku ty! I nie waż się już nigdy do mnie dzwonić!!! - wrzasnęła i pominąwszy fakt, iż był to numer Toma - rozłączyła się.
Billowi opadła szczęka. Czy jego cholerny brat był już do tego stopnia zdesperowany, żeby umawiać się z psychopatką?!
Tymczasem Alex zadowolona, że pogoniła tę nędzną kreaturę i obroniła honor przyjaciółki, ponownie wybrała numer Julki - przecież takie rewelacje nie mogą ominąć samej zainteresowanej!
Telefon zemdlonej blondynki tonącej w morzu opakowań chipsów Lay's rozdzwonił się dziko po raz wtóry. Zdezorientowany i do końca już zdurniały Bill odruchowo podniósł go z podłogi i nie myśląc do końca po co właściwie to robi - zaakceptował rozmowę.
Kiedy zaś usłyszał ten sam dziewczęcy głos, który jeszcze przed chwilą gdakał po angielsku do telefonu Toma, a teraz nawijał jak katarynka w niezidentyfikowanym bliżej języku, poczuł, że robi mu się słabo. Co to za cyrk na kółkach do kurwy nędzy?! - pomyślał Bill i toteż właśnie krzyknął po angielsku do słuchawki.
Tym razem to Alex zamarła.
- eeeee........ Bill? - zapytała wybałuszając oczy
- Srill!!! - wrzasnął chłopak - Tak, to ja!!! Namierzasz mnie?! Obserwujesz?! Śledzisz, tak?! Gdzie jest Tom?! Co zrobiłaś mojemu bratu?! Pewnie leży gdzieś poćwiartowany na kawałki! MÓJ BOŻE!!!!
Alex zazwyczaj zachowująca zimną krew, tym razem spanikowała. Dlaczego on tam jest?! Dlaczego Bill jest tam gdzie Julka i odbiera JEJ telefon?! O-oooł..... Alex w jednej sekundzie pomyślała, że coś tu jest ZDECYDOWANIE nie tak, po czym trzema susami znalazła się przy Tomie i wpakowała mu telefon w dłoń.
Chłopak zrobił wielkie oczy.
- Co to za numer? - zapytał
- Billa!!! To znaczy.... Yyyy... To znaczy nie, Julki! W sensie, że mojej kumpeli! Ale tam jest Twój brat... to znaczy... ee... ja już sama nie wiem! Mów do niego, no!!
Tom widząc jej rozpaczliwe gesty i przerażenie w oczach, niepewnie podniósł słuchawkę do ucha.
- Taaak...? - zapytał powoli
- Tom?! Tom?! Czy to Ty?! - darł się Bill jak opętany
- Bill?! Co Ty wyprawiasz?! Co to za numer???
- Bracie, Ty żyjesz!!! To naprawdę Ty!!!!
- Bill, idioto, czy ciebie powaliło już do reszty?! Dlaczego miałbym nie żyć???
- Bo ona... ta dziewczyna... ja dzwoniłem do ciebie... i ona odebrała, a później zadzwoniła na ten numer... i ja... myślałem że coś ci sie stało...
- Chłopaku, czy Ty się dobrze czujesz? To supermarket, a nie' Szklana Pułapka Pięć'! Piłeś coś, czy jak?
- Nie, nie... ja po prostu... w sensie, że ta dziewczyna... a już nie ważne z resztą... Tom, ja mam problem!
- No i to poważny całkiem. Ze swoim durnym łbem!
- Nie, słuchaj, błagam cię, przyłaź natychmiast na dział z mrożonkami! Zderzyłem się z jakąś laską i ona zemdlała! Albo umarła, albo ja nie wiem! Boję się, że jej się coś naprawdę stało! Leży tu, ja nie wiem co mam zrobić..... Toooommmm..........
- Czekaj Ty bałwanie durny, zaraz będę - przerwał mu dreadziarz i rozłączył
się.
- Słonko - zwrócił się teraz do Olki, która znosiła jajko z niepewności wpatrując się w niego oczami wielkości spodków - mój debilny brat wykręcił absurdalnie beznadziejny numer. Wpadł na jakaś laskę, ona mu zemdlała, a ten teraz histeryzuje jak panienka, zamiast jej usta-usta zrobić, hyhyhyhy - zaśmiał się durnowacie i puścił jej oko.
Alex zgromiła go wzrokiem.
- Wszystko fajnie - odparła - tylko wytłumacz mi dlaczego on odebrał telefon mojej kumpeli?
Tom spojrzał na nią badawczo spod ciemnych rzęs.
- Hmmm.... Czyli to był numer twojej koleżanki?
- No tak.... - Olka odwzajemniła spojrzenie i mina jej zrzedła.
- O kurwa.... - chłopak parsknął śmiechem.
- No co Ty, Tom... Myślisz, że..... MASZ RACJĘ - O KURWA!!!! PRZECIEŻ NA BANK!!! To ona leży w tych mrożonkach!!!!
- Ale cyrk! - ucieszył się Tom
- CYRK?! To jakaś PARANOJA!!! Stary, dawaj na te mrożony! - zarządziła Alex, a dredziarz jak na rozkaz chwycił ją za rękę, po czym oboje popędzili w głąb sklepu. Alex - totalnie przerażona, Tom - absolutnie rozanielony. W końcu coś zaczęło się dziać!



komentarze [3]

5. ~*~ Spotkanie pierwszego stopnia - czyli Bliźniacy wkraczają do akcji! ~*~ >> środa, 18 czerwca 2008 19:10:31


Tymczasem Aleksandra namiętnie poszukiwała pulpetów z drugiej strony sklepu.
- No genialnie wręcz! - mruczała do siebie - a skąd ja mam wiedzieć, które to są cielęce, a które wieprzowe?! Cholera jasna... - burczała nadal, ryjąc niemal nosem w wyrobach mięsnych - może to? Chryste co tu jest napisane?! - powiedziała przerażona widząc napis "Schweine-fleisch" (wieprzowina:P) - szwajne-srajne! Nie mogliby tu po prostu narysować krowy albo świni?!
Z prowadzenia ze sobą jakże intrygującej konwersacji, wyrwał ją nagle zduszony śmiech, który rozległ się tuż za jej plecami.
- No i kto tam znowu ma ze mnie bekę?! - odwróciła się oburzona, ale nie dostrzegła nikogo. Jednak ktoś wyraźnie chichotał za półką - tym razem - z konserwami.
- No tak, znowu ten panicz! Nie ma bata, idę tam, będzie awantura! - po tych słowach Olka odgarnęła dready z twarzy i dziarsko podążyła w kierunku konserw.
- Wyłaź ty nędzna kreaturo - powiedziała po polsku obchodząc półkę dookoła - no proszę bardzo, co kogo tak śmieszy? - dodała wchodząc w alejkę z wyrobami rybnymi. W tym samym momencie jej oczom ukazała się średniego wzrostu postać, odziana w odrobinę przyduże spodnie. Nie widziała jednak twarzy, bo ów osobnik był aktualnie zajęty nurkowaniem w puszkach z tuńczykiem. Olka podeszła więc bliżej i wówczas spostrzegła, że na jego głowie pyszni się cała sterta dreadów.
- No nieźle! Taki przygłup bezcześci moją fryzurę! - ten fakt spotęgował jej oburzenie, więc bez zastanowienia, huknęła po angielsku trzepiąc go w plecy:
- Hej, koleś, czego tam tą michę tak cieszysz, co?!
Zdezorientowany chłopak gwałtownie się odwrócił i spojrzał zaskoczony na Olkę. Dziewczyna, zapowietrzyła się, aby puścić mu jakąś wiązankę i już- już z jej ust miała sypnąć się lawina nieparlamentarnych zwrotów, gdy nagle zorientowała się, że skądś zna tę gębę. W jednym momencie szczena opadła jej na wysokość kolan.
I tak też przez pięć sekund trwała niczym niezmącona cisza, gdy wreszcie chłopak odezwał się całkiem męskim głosem:
- Was?
- Aaahh... emmm.... błee... to znaczy... - Olce po raz pierwszy w życiu zabrakło słów - ... kurwa jego mać... - zakończyła po polsku swoją jakże elokwentną wypowiedź
- Was? Mejbi inglisz? Somfing łos happend? - zapytał zbity z tropu chłopak podczas gdy Olka otrząsała się z pierwszego szoku.
"Ja pieprzę, Julka mnie zabije jak to zchrzanię! - myślała gorączkowo - hahaha, ale z drugiej strony - co za cyrk!!! - Olka zaśmiała się w duchu z komizmu całej sytuacji - spokojnie, spokojnie... to tylko ten kretyn Tom Kaulitz, udajesz że go nie znasz... jak to było? - Alex gorączkowo starała przypomnieć sobie nakaz Julki.
- Aha, już wiem: "...jesteśmy, ślepe, głuche i w ogóle niedorozwinięte - w życiu nie słyszałyśmy o Tokio Hotel, Zduszonych Rosołach, Rudych Misiach..." Okej, okej - nie ma sprawy, będę niedorozwinięta! - postanowiła w duchu, po czym nawinęła po angielsku:
- Owszem stało się! Ryjesz tą swoją twarzą od godziny i nie mam najmniejszego pojęcia o co kaman!
Chłopak spojrzał na nią zaskoczony, po czym wybuchnął śmiechem
- Sooo... sooorr..yyy - wydukał - a...le w ży... życiu nie... nie widziałem żeby ja... jakieś laski zaklinowa...ły się w obroto..wym przejściu...!!! buahahahahaha.....!!!
- Taaa.. polak potrafi... - mruknęła Olka na co Tom ryknął jeszcze głośniejszą salwą śmiechu
Alex patrzyła z niesmakiem na rechoczącego skejciucha, zastanawiając sie czy to nie jest przypadkiem sen.
- Skończyłeś już? - zapytała lodowato - kiedy chłopak przestał ryć na pół sklepu
- Nooo, hyhyhy... - odpowiedział inteligentnie
- To teraz bądź łaskaw usunąć mi się z oczu i nie łazić za mną kiedy wybieram puplety cielęce! - wrzasnęła Alex. Podświadomie wiedziała, że źle robi i że Julka ją najprawdopodobniej udusi, ale chłopak wyjątkowo działał jej na nerwy.
- Jak...? ale jak to? - zapytał zdziwiony. Była to dla niego sytuacja dość niezwykła, trzeba przyznać. Ta urocza czarnula z dreadami zamiast błagać go o autograf ryczała mu nad głową
- Normalnie!
- Ale czemu?!
- Bo tak mi sie chce! Nara! - fuknęła i odwróciła się na pięcie
- Ale nie, nie! Czekaj chwilę! - krzyknął przerażony Tom, którego gwiazdorska duma własnie legła w gruzach
- Czego? - Alex wynurzyła się z zza regału ze złowrogim błyskiem w oku
- Ten, no tego... - zaczął się plątać - so...rry... -wydukał
- Przepraszam, bo niedosłyszałam? - Alex uśmiechnęła sie mściwie
- Sorry... - powiedział chłopak trochę głośniej, co sprawiło mu niewymowny trud
- Co? Jeszcze raz! - zażądała Olka
- Powiedziałem: SORRY!!! - krzyknął Tom
- Aha, okej - odparła Alex - przeprosiny przyjęte, a teraz wybacz, kumpele na mnie czekają
- Yhyhy, ta która zaklinowała się z Tobą w bramce i ta druga - mała, ruchliwa i latająca?
Olka wyobraziła sobie Paulinę ruchliwą i latającą i mimowolnie parsknęła śmiechem.
- Tak, dokładnie te same.
- W sumie ja też muszę już iść - zasępił sie Tom - brat mi się gdzieś zgubił...
W tym momencie Alex stanęła jak na komendę
- BRAT?! - rozdarła się na pół sklepu, widząc jednak triumfalną minę Toma opanowała się i zapytała poprawiając dready - yyy.... mówisz... brat...?
- HA! Ale jego znasz, prawda?! - zapytał Tom czując, że dziewczyna połknęła haczyk
- A skąd mam go niby znać?! - Alex przeklinała w duszy swoją porywczość
- Nooo .... - Tom znowu był zbity z tropu - z internetu na przykład
Olka zaczęła się śmiać
- Człowieku, co Ty do mnie mówisz? Ja neta w domu nie mam! Więc wybacz, ale na pewno nie latam do kawiarenki internetowej i nie gadam przez ICQ ze szwabami niewiadomego pochodzenia! - Olka widząc jego niepewną minę uśmiechnęła sie w duchu i pochwaliła swoją błyskotliwość.
- eee... - zająknął się Tom widząc, że się nie zrozumieli. Jednocześnie pojął, że ta dziewczyna faktycznie nie ma pojęcia kim jest on i jego brat. Mimo to, postanowił drążyć temat.
- To dlaczego tak gwałtownie zareagowałaś gdy napomknąłem o Billu?
- Jakim znowu Billu? - Olka twardo udawała niedorozwiniętą
- No o moim bliźniaku!
- Aaaa... czyli masz brata bliźniaka?
- Nooo... tak wyszło... hehe....
- I z czego ryjesz znowu?
- Po prostu odzwyczaiłem się od tłumaczenia komukolwiek że Bill jest moim bliźniakiem
- Czemu? Jesteście tak bardzo podobni, że widać na pierwszy rzut oka? - Olce zgrywanie głupa szło jak po maśle
- Nooo.... eee.... nie... to znaczy.. no okej: tak, jesteśmy IDENTYCZNI - przytaknął zrezygnowany Tom, nie znajdując lepszego wytłumaczenia - w takim razie skąd to zainteresowanie Billem? - powrócił do wyjściowego tematu
- A bo wiesz - zaczęła Olka z niewinnym uśmiechem - zdziwiłam się, że w jednym sklepie może być jeszcze jeden taki kretyn...
- Pfff... - prychnął Tom, czując że dotychczasowe ruiny jego gwiazdorskiej dumy są teraz wsysane przez ruchome piaski.
- No okej, okej - odparła Alex widząc że Tom jest bliski zawału - zakładam, że Twój brat nie jest tak durnowaty jak Ty... - i zaczęła się chichrać
Tomowi opadły ręce. Po ruinach gwiazdorskiej dumy zostały już tylko leje na wydmach... :P
Olka stała i z satysfakcją patrzyła jak Tom jest bliski skrajnego załamania. Mimo faktu, że koleś niewymownie ją wkurzał i jedynym jej marzeniem było aktualnie dosranie mu, cały czas miała na uwadze Julkę i osławionego brata Toma. Po krótkim namyśle więc, Alex machnęła ręką na swoje sadystyczne pragnienia i postanowiła się poświęcić...
- Dobra no... żartowałam - oświadczyła z rezygnacją - Jak już musisz za mną łazić to chodź pomożesz mi wybrać te durne pulpety cielęce, bo ja tego waszego szwabskiego bełkotu nie kumam ni w ząb... A tak w ogóle to mam na imię Alex - dokończyła wyciągając rękę
- Tom - odparł chłopak i potrząsnął jej dłonią - silny uścisk - uśmiechnął się.
- I silny charakter - odparła Alex - no a teraz chodź, bo do rana stąd nie wyjdę - dodała i szarpnęła wniebowziętego Toma za przydługi rękaw, jego trzy razy za dużej bluzy.

*


Szli tak ramię w ramię, a Alex, mimo, iż otrząsnęła się z pierwszego szoku i jeszcze nawymyślała temu przygłupowi, nadal nie mogła uwierzyć, że to dzieje się w rzeczywistości. Co prawda tysiąc razy dziewczyny kreowały w wyobraźni podobne historie, ale... no właśnie - KREOWAŁY, to nie miało prawa wydarzyć się naprawdę! I w dodatku pomyśleć, że tak łatwo poszło... wystarczyło tylko zrobić z siebie idiotki blokując się w obrotowej, sklepowej, bramce... Kto by pomyślał, że to może zadziałać? Zdecydowanie musi napisać o tym do Bravo.. :P
"jednak moja zdolność do robienia sobie siary czasem się przydaje" - pomyślała Alex z satysfakcją i podeszła do półki z pulpetami.
- No to koleś, dajesz czadu! - tu zwróciła się do Toma i przydzwoniła mu dłonią w plecy - obczaj mi tu teraz te pulpety, a ja pomogę Ci w zamian znaleźć brata, pasi?
- eee... no.... pasi - odparł niepewnie Tom, będący nadal pod niemałym wrażeniem obojętności na jego wdzięki, jaką prezentowała ta bezpośrednia dreadziara.
- Super! Ja idę po sos koperkowy, a Ty sie nie gap na mnie jak sroka w gnat tylko zlokalizuj lepiej te wyroby mięsne! - tu Alex odwróciła się na pięcie i zadowolona ze swojej genialnej postawy, poczęła przeglądać butelki z sosami na półce obok. Jedyną rzeczą jaka ją aktualnie nurtowała był sposób w jaki mogłaby zawiadomić Julkę o tym bezapelacyjnie przełomowym wydarzeniu a przede wszystkim - o obecności Billa w sklepie. Na komórce of kors nie miała żadnego bejsu, a na drugi koniec hali nie opłacało się jej lecieć, zwłaszcza, że umówiły się przy kasie. Stwierdziła więc, że nie pozostaje jej nic innego, jak tylko bezczelne wyłudzenie komórki od tego Mopa Na Grubym Kiju i wykonanie z niej alarmującego telefonu.
" Gówniarz jeden zakichany młóci gruby szmal na rzępoleniu Zduszonych Rosołów to niech teraz buli!" - pomyślała ze wzgardą dla komercyjnej działalności Toma i zadowolona ze swojego postanowienia wyobraziła sobie ryki trwającej w ekstazie Julki, która odbierze jej telefon... Alex jednak nie wiedziała, że owo połączenie, będzie całkowicie zbędne...

*

- A może te?! - Paulina popympała plastikowym workiem z mrożonymi warzywami przed nosem Julki
- No Tobie chyba coś na mózg upadło,a od kiedy ja jem kalafiora?!
- Nie wiem... od nigdy?
- No brawo, brawo...
- Ale to bardzo nie dobrze - dziewczyna pokręciła karcąco głową - kalafior jest zdrowy ma dużo witamin i...
- ...i śmierdzi kupą i ja tego jeść nie będę - wpadła jej w słowo Julka
- ...i mikroelementy i dobrze wpływa na koncentrację...
- Paulino, bardzo cię uprzejmie proszę nie baw mi się tu w prezentera Mango Gdynia, bo bynajmniej nie robi to na mnie wrażenia - zadudniła z wnętrza lodówki Julka - kalafiora nie lubiłam, nie lubię i lubić nie będę. I nie obchodzi mnie, jaki to śmierdzące bździną ciotki Stachy warzywo, ma wpływ na mój mózg...
- No na pewno złego by nie miało... - westchnęła Paula zrezygnowana
- Na pewno tak
- W sumie - mruknęła Paulina pod nosem ponownie nurkując w workach z warzywami - Tobie to i tak już nic nqa ten mózg nie pomoże...
- Słyszałam to...
Paula dokumentnie zdegustowana wzgardą Julki dla kalafiora, a kolejno zielonych szparagów, brukselki i fasoli strączkowej, wynurzyła się z mrożonek i nic nie mówiąc oddaliła się ku regałom z płatkami śniadaniowymi.
- Niech sobie wybiera sama, wsióra jedna - mruknęła na odchodnym i poczęła lustrować wzrokiem duże opakowanie tropikalnego musli. Julka tymczasem trwając w amoku godnym co najmniej poszukiwacza złota, nieomal wlazła cała do białej lodówki, przekopując kolejne sterty schłodzonych warzyw...
- Blech... mrożony barszcz ukraiński... - wzdrygnęła się na samą myśl o ohydnej botwince - hm... a to? "mieszanka działkowicza" no, nieźle brzmi... Boże skąd ja wiem jak jest działkowicz po niemiecku?! - szeptała gorączkowo pławiąc się w lodowych odmętach tak zawzięcie, iż wisiała teraz na krawędzi lodówki, oderwawszy stopy od sklepowej podłogi - aaa nie, nie, nie tu jest seler! nawet mowy nie ma! Oooo, ale to mi się podoba - mruknęła oglądając "mieszankę farmerską" - tak, ta jest całkiem lajtowa... kurde, chyba ostatnia, no nic, odłożę ją na boczek jak nic lepszego się nie znajdzie... - i mówiąc to rzuciła ją na sam szczyt całkiem pokaźniej sterty innych.
Julka kopała by tam zapewne do końca świata i jeden dzień dłużej, gdyby nie przeszkodziła jej w tym pewna szalenie interesująca osoba...

*

Pewnien dziewiętnastoletni, wysoki młodzieniec, o jasnej karnacji i przeraźliwie chudej sylwetce kroczył raźno pomiędzy solidnymi, sklepowymi regałami i zatrzymując się co chwila wpychał do plastikowego koszyka wszelkiego rodzaju produkty spożywcze. Czarne, półdługie włosy do ramion, opadały chłopakowi zawadiacko na czoło, przysłaniając tymsamym jego duże, czekoladowe oczy mocno obrysowane czarną kredką. Dyskretny, srebrny kolczyk tkwił dumnie w jego prawej brwi, białe pasemka odważnie kontrastowały z kruczą czupryną. Bill Kaulitz, bo tak nazywał się ów młodzieniec, był osobą o bezapelacyjnie nieprzeciętnym imagu. Firmowe, przetarte w kilku miejscach jasne jeansy spadały mu z chudego tyłka ukazując bezpruderyjnie górę granatowych bokserek, a wątłą pierś zdobił bezczelny napis na czarnym t-shircie: "U have nice shoes. Wanna Fuck?!". Masa pierścionków, kolczatek, łańcuchów, ćwiekowanych bransoletek i pasków dopełniała jego nietypowego wizerunku. Taaa... Bill był zdecydowanie nietypowym chłopakiem...
Klucząc tak pomiędzy sklepowymi regałami i podśpiewując wesoło jakiś rockowy kawałek chłopak natknął się na raczej niecodzienny widok.
Oto przed nim widniała lodówka z warzywami. I nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, iż z wnętrza białego mechanizmu zamiast stosu kolorowych mrożonek, wyzierały dwie długie, opalone nogi, majtające to w jedną, to w drugą stronę. Co więcej, chłopak musiał to przyznać - owe nogi były całkiem do rzeczy - a co najważniejsze - okalała je jedynie krótka, jeansowa spódniczka...
Bill jak to każdy dojrzewający facet poczuł jak targają nim zwierzęce instynkty. Najchętniej w ogóle rzucił by w cholerę koszyk z zakupami, podszedł bliżej i zapoznał właścicielkę owych dwóch jakże fascynujących kończyn, jednak opamiętał się w porę - "Nadia Bill, Nadia!" - skarcił się w duchu.
Mimo tego, walczył jeszcze ze sobą przez chwilę, po czym przypomniało mu się raptem, iż jest ogromnym koneserem "mieszanki farmerskiej". No a kupno mrożonych warzyw chyba nie zakrawało o przestępstwo, prawda? Nawet jeśli w pobliżu majtały się dwie opalone, dziewczęce nogi...
Bill zadowolony ze swojego niezwykle błyskotliwego toku myślenia, odważnie podążył ku lodówce i odstawiając koszyk na podłogę zanurzył się w jej mroźnych odmętach, tuż naprzeciwko ryjącej w warzywach blondynki...
Owa blondynka była już w tym czasie bliska amoku i miotając się między "mieszanką farmerską" a "wiosennym przysmakiem" rwała włosy z głowy nie mogąc sobie przypomnieć, która z dziewczyn nie lubi cebuli: Alex czy Paulina...? a może obie?
Wisząc tak na krawędzi zamrażarki i błądząc po świecie warzyw w torebkach, nie było doprawdy trudno oderwać się od rzeczywistości. Dlatego też nasza bohaterka bynajmniej nie zauważyła, iż miejsce jej koleżanki zajął teraz wysoki, chudy chłopak o kruczej czuprynie, który kątem oka przyglądał się jej poczynaniom.
- Paulino - zaczęła poważnie Julka nie odrywając wzroku od kolorowych opakowań - ja już jestem skłonna zgodzić się na tego kalafiora, jak Boga kocham, ba, nawet na te szparagi, tylko Ty mi powiedz kto nie lubi cebuli Ty czy...
- Sorry, alle... - przerwał chłopak, zaskoczony nagłym potokiem słów blondynki, jednak nie dokończył, bo Julka ponownie wpadła mu w słowo
- Alex?! Wiedziałam! A w takim razie któraś z was nie lubi papryki? - zapytała, wciąż nie spoglądając na rozmówce
- Eeee... Was?
- No tak, która z was! Ja lubię!
- Ober... - spróbował znowu chłopak
- Obie?! - wściekła sie Julka, bo to burzyło jej cały dotychczasowy plan wyboru paczki z warzywami -Nie, ja chyba oszaleję!!! - krzyknęła i podrywając się gwałtownie przydzwoniła głową prosto w szczękę schylonego naprzeciwko dziewiętnastolatka.
Z ust obojga dał się słyszeć w jednej chwili głośny jęk. Zamroczona Julka, zatoczyła się niebezpiecznie wpadając tyłkiem w regał z chipsami, po czym ponownie wylądowała przy lodówce opierając się jedną ręką o jej krawędź a drugą masując obolałe czoło.
- Do kurwy nędzy, Paulina! - zaczęła wściekle czując tępy, pulsujący ból w czaszce - czy Ty chcesz mnie zabić, Ty zakuta pa... - nie dokończyła jednak, bo wzrok jej padł na stojącego po drugiej stronie zamrażarki chłopaka trzymającego się za podbródek. Jego jedno spojrzenie wystarczyło aby Julka poczuła jak robi jej sie przeraźliwie gorąco a zaraz później jak jej czoło oblewa sie zimnym potem... Dziewczyna zamarła w bezruchu słysząc jedynie dudniący w uszach rytm własnego serca... Jednocześnie poczuła jak jej żołądek wywraca się na drugą stronę, a nogi odmawiają posłuszeństwa. Chłopak otrząsnąwszy się z pierwszego szoku, przyglądał się teraz niespokojnie blednącej z sekundy na sekundę blondynce
- Hey, alles ok? - zagadnął, odrywając dłoń od podbródka i uśmiechnął sie niepewnie.
Julka zaś nie myśląc więcej, wywróciła teatralnie oczami, zachwiała się i mdlejąc, dupnęła stanowczo w zdemolowaną wcześniej półkę z chipsami...


komentarze [1]

4. ~*~ Loitsche, supermarket i przygoda z bramką~*~ >> wtorek, 17 czerwca 2008 15:24:16
- No to gdzie teraz? - zapytała Julka łypiąc zza wielkich różowych okularów na pół twarzy na przyjaciółkę
- Stąd wynika, że w lewo... - Olka biedziła się nad szczątkami zielono-kremowej mapy, która przechodziła w rodzinie Julki z pokolenia na pokolenie - tylko tu kurde jakieś gluty są na tej Twojej mapie i ja nie widzę dobrze...
- Ty się już nie tłumacz lepiej - prychnęła Paulina - po prostu się nie umiesz poruszać w terenie! Facet z PO w liceum Ci banie postawić powinien...
- Jasne! - zbulwersowała się Alex - czwórę miałam!
- A widziasz - ja piątkę sieroto
- A jak myślisz, czemu miałaś piątkę?! Bo faceci to wstrętne, napalone warchlaki, które rozmawiają DO NICH - tu oskarżycielsko wycelowała powiewającą na wietrze obsmarkaną mapą, w biust przyjaciółki.
Paulina już, już otwierała usta żeby się odgryźć, ale w tym momencie z julkowej piersi wyrwał się ryk tryumfu:
- O ŻESZ KURWA, WIDZĘ!!!! JA JE WIDZĘ!!!! TO LOITSCHE!!!!!
- No co Ty nie powiesz? Widzisz... też mi nowość... - prychnęła na to obojętnie
- Paulina, ot taka malutka prośba - Alex użyła jednego ze swoich najsłodszych głosów - zawrzyj twarz, bardzo Cię proszę. I nie rób z siebie większego dałna niż jesteś - dobrze?
- Cicho, cicho, nie teraz błagam, nie teraz!!!! - gorączkowała się Julka - Albowiem oto wiekopomna chwila! Drogie towarzyszki podróży - zaczęła patetycznie - dojechałyśmy niemalże do ziemi świętej!!! Tu przed nami, rozciaga się równina, po której bracia Kaulitz stawiają swoje boskie kroki, gdzie Bill tapiruje co rano swe włosy, gdzie nakłada fluid firmy Margaret Astor.....!!!
- Hm, jak pięknie być sobą - wtraciła Olka, ale Julka trwała w nieprzerwanym transie
- Oto jest miejsce kultu Zduszonego Rosołu i Rudego Misia, oto gdzie świat zaczyna się i kończy...
- Podobnie jak Alfa i Omega - dodała filozoficznie Alex
- Podobnie - przytaknęła Julka - ależ co ja mówię! Identycznie! Tak! Jeśli chcecie wiedzieć czym jest nirvana, czym jest stan ekstazy - spójrzcie na mnie, albowiem w nim trwam! Czuję niemalże morską bryzę, owiewającą mą twarz, niczym... niczym... - zająknęła sie nie umiejąc znaleźć odpowiednich słów
- Niczym świeżość Domestosa? - zainteresowała się Olka
- Tak! Niczym świeżość Domestosa! - Jul trwając w amoku niemal szczytowała - CO?! Jakiego Domestosa?! Ożesz, Ty to wszystko umiesz popsuć! - fuknęła, wracając na ziemię
- Chciałam tylko pomóc... - zasmuciła się Alex - tak mi się skojarzyło...
- Niczego już uszanować nie potraficie, niczego, jak słowo daję... Nie zasługujecie na to, by dostąpić zaszczytu wstapienia w bramy ziemskiego raju, miasta Loitsche!
- Zapadłej dziury chyba - oszacowała zaraz Paulina, patrząc krytycznie na pierwsze zabudowania i ogromną, białą tablicę z napisem: "LOITSCHE - WILKOMEN!"
- Zamilcz tam!
- Dobra, dobra... ale tu nawet porządnego warzywniaka nie ma...
- A co Ty nagle taka się warzywna zrobiłaś! Tak to mięso wpieprza aż jej się uszy trzesą, a tu nagle jakieś wegetariańskie zapędy...
- No wiesz, mięsnego to też tu raczej nie będzie...
- Paulina, czy Ty chociaż raz w życiu możesz się najzwyczajniej w świecie uciszyć?
- No dobra... Co nie zmienia faktu, że jestem głodna i rządam sklepu!
- Genialnie Paula, genialnie - wycedziła Julka - szczerze powiedziawszy to nie wiem gdzie Ty o tej porze chcesz tu znaleźć otwarty sklep
- Czyli jednak przyznajesz że to wieś! Ha! - Paulina triumfowała
- Tego nie powiedziałam!
- Właśnie że powiedziałaś!
- Nie powiedziałam!
- Powiedziałaś!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
- CICHO!!!
Obie panny natychmiast zamilkły.
- No. Tak lepiej - oświadczyła Olka - a w ogóle Paula, to chyba się ucieszysz, bo własnie widzę po prawej całkiem duży sklep. OTWARTY! I nawet jest tam parking, moje drogie!
Julka uśmiechnęła się szeroko
- No widzisz ty debilu skrajny?! Widzisz?!
- Nie wyzywaj mnie od Billów! Wypraszam sobie, nie jestem transwestytą!
- Nie odzywaj się do mnie.
- Ty do mnie tym bardziej
- Noł problem
- Nie popisuj się że znasz angielski
- Zamkniesz się wreszcie?!
- Nie
- Twoja stara
- Sraj się
- Twój stary
- Jesteś głupia
- Ty głupsza
- ZARAZ MNIE JASNY SZLAG TRAFI!!! Jak się nieuspokoicie to was pozabijam chyba! - Olka była na skraju białej gorączki
Paula i Jul posłusznie zamilkły, aczkolwiek uczyniły to nad wyraz niechętnie.
W rezultacie Julka w akcie pojednania z jęczybułą Pauliną skręciła w prawo i zaparkowała tuż pod dużym, białym budynkiem na którym pysznił się srebrny napis: "Selbsbedienungs-laden" czyli było to nic innego jak sklep samoobsługowy.
- Patrzcie, patrzcie - gorączkowała sie Julka - oto sklep w którym Billuś codziennie rano kupował świeże bułeczki!
- I tampony... - mruknęła Olka, na co Paula parsknęła śmiechem
- A to niby dlaczego?!
- No wiesz... anorektyczki mają na ogół niereguralne miesiączki - odparła poważnie Alex, a Paulina o mało nie wypadła z samochodu
- Nie kocham Cię już! - orzekła zdecydowanie Jul i wysiadła z impetem.
- Oj Julkuuu, przecież dżoooołk - Olka spojrzała na nią wzrokiem pt. "kot ze Shreka II" i również opuściła auto.
- Przysięgam, czasami mam was dość - odparła na to Julka i ruszyła ku rozsuwanym drzwiom sklepu.
Po chwili trzy dziewczątka, jedna po drugiej przekroczyły próg dojczlandzkiego marketu. Hala była naprawdę duża, wysokie regały sięgały niemal pod sam sufit, a półki uginały się pod ilością kolorowych towarów.
- No i co, Ty mendo dworska?! - zwróciła się Julka do Pauliny - jeszcze raz mi powiesz że w Loitsche nie ma porządnego sklepu, to tak w łeb dostaniesz że nie wiem!
- Ciekawe bardzo doprawdy - fuknął na to Paulin - oni w ogóle w Niemczech sera białego nie mają!
- Oooo proszę państwa bardzo! Kolejna śpiewka! Już były warzywa na tapecie, później mięso, a teraz będzie nabiał!
- Wcale nie, tylko...
- Dobra, koniec, bierzemy koszyk i włazimy - zarządziła niecieprliwie Ola
- Ja wezmę, ja wezmę! - Julka wyrwała do przodu w podskokach i wzięła niebieski, plastikowy koszyk - jeden nam chyba wystarczy, co?
- No pewnie, a co Ty chcesz kupować?
- Ja nic, Paula chciała! Poza tym znając wasze możliwości co do robienia zakupów to różnie bywa...
- Jakie nasze możliwości? - zapytały zdziwione
- No proszę was, to nie ja zapełniłam połowę bagażnika wódą!
- Eee, to jest co innego - machnęła obojętnie Alex - tak to można...

*

Oczywiście samo wejście na halę nie obeszło sie bez zgrzytów, bowiem zaraz na wstępie dziewczyny nie mogły znaleźć bramki prowadzącej do środka. Gdy zorientowały się po dziesięciu minutach, że jest ona zupełnie z drugiej strony sklepu, natychmiast tam pognały, jednak tylko po to, aby Olka i Jul mogły zaklinować się w obrotowym przejsciu, tak, że nie mogły się ruszyć ani w jedną, ani drugą stronę.
- Do jasnej cholery, puść mnie!- darła się histerycznie Julka wymachując przy tym niebieskim koszykiem, zablokowana pomiedzy Olką, obrotowym przejściem, a barierką
- A co ja Cię trzymam, co?! - odkrzyknęła jej równie zdenerwowana Alex, tyrpiąca zawzięcie metalową rurą
- Nie wiem co robisz, ale ja sie ruszyć nie mogę!
- No ja tym bardziej wyobraź sobie!
- Paulina, a Ty nie stój jak wół, tylko coś zrób!
- Po pierwsze nie jak wół, tylko wołowina jesli już - Paula poprawiła Julkę z niesmakiem - a po drugie co ja mam niby zrobić?!
- Nie wiem, cokolwiek!!! Nie chce umrzeć w szwabskim hipermarkecie przykuta do jakiegoś żelastwa!!!
- No fakt, mało efektowna śmierć - przyznała Paulina w dalszym ciągu stojąca spokojnie z boku, po czym wyciągnęła komórkę i powoli zaczęła pykać na klawiaturze
- Czyś ty zupełnie oszalała! - wściekła się Olka - miałaś coś zrobić!
- Nie coś, tylko cokolwiek! Więc robię - odbieram sms-a.. A Ty mi nie zarzucaj słuchania z niezrozumieniem - odparła Paulina, nie odrywając wzroku od ekranu komórki
- Zaraz ją zabiję - wycedziła przez zęby Julka bliska amoku
- Nie sądzę - odpowiedziała Paula z anielskim spokojem w głosie
Dziewczyny najprawdpodobniej faktycznie by sie tam pozabijały gdyby nie fakt, że tuż za nimi poczęła ustawiać się całkiem spora kolejka. Kolejka zaś przerodziła się wkrótce w całkiem spory tłumek, który to z rozbawieniem przyglądał się dwóm wariatkom szamoczącym się w metalowej bramce napierdalając przy tym w obcym języku niczym karabiny maszynowe :D
- No i z czego rżysz?! - fuknęła Olka po polsku do kogoś stojącego po drugiej stronie regału z makaronami, kto zaglądał ciekawie przez szpary w półce i rył przy tym ze śmiechu jak dziki osioł.
- Idiota jakiś, no nie mogę! - piekliła sie dalej - nie wytrzymam za sekundę!
Osoba za regałem wciąż polewała twardo, oglądając absurdalne przedstawienie przez szpary w półce.
- No pewnie! - darła sie Olka - stójcie jak debile i polewajcie, bez krępacji, kurwa wasza mać!!!
- Jezu, no, trzeba coś zrobić! - Julka była bliska płaczu
- Jasne, powiesić się najlepiej! Jeszcze się tu rozrycz i będzie genialnie! A Ty Paulina przestań stać jak tłumok, tylko leć po obsługę i powiedz, że w sklepie są dwie ofiary metalowego potwora!
- A jak ja niby mam im to powiedzieć?! Może po polsku?! Albo nie, po hiszpańsku! Si, si!
- Dziewczyno , wiedz jedno - zaczęła Olka, kipiąc ze złości i celując palcem wskazującym w pierś Pauliny - oświadczam wszem i wobec, że jeśli nie pójdziesz do obsługi i jej tu nie przyprowadzisz, a ja się jakimś cudem uwolnię, będziesz TRUPEM - tu położyła zdecydowany nacisk na ostatni wyraz - rozumiesz mnie?!
- Ale...
- ŻADNEGO ALE!!! I nie interesuje mnie jak im to powiesz - po polsku, chińsku, na migi czy będziesz sie z nimi grać w kalambury! Mam to GDZIEŚ, kumasz?!
- Tak...
- NO TO TERAZ WYPIERDALAJ!!!
Paulina z uszami po sobie poleciała w te pędy po obsługę, a tymczasem Julka przechodziła wewnętrzna metamorfozę, niczym Gustaw z IV części Dziadów.
- Nie, nie będę ryczeć! - oświadczyła dzielnie - ja muszę coś powiedzieć! NATYCHMIAST! - dodała desperacko i od razu przystąpiła do akcji - ALO, ALO!!!!! - zaczęła donośnie, machając przy tym rękami - ACHTUNG, ACHTUNG!!!
Zapadła cisza, a zaciekawiony tłumek spojrzał na Julkę wyczekująco
- JA, JA!!! DAS GUT!!! - pochwaliła publiczność, niezmiernie zadowolona z efektów - EEE.... IŚ HAJSE JULIA! - podjęła i rozejrzała się po szwabach - IŚ BIN FROM POLEN!!! JA, JA! POLEN DAS GUT KANTRY! - zgromadzeni Niemcy parsknęli pod nosem, a zza makaronów dobiegła salwa śmiechu
- SAJLENT!!! - pomogła Julce Alex złowrogo mierząc półkę z makaronem - JULIA SZPECHEN!!!
- JA! IŚ SZPRECHEN! EEE.... WIR NIŚT SZPRECHEN GUT DOJCZ! IS ENYBARY CHIR CHU NOŁ INGLISZ END KEN HELP AS?!
Kilka osób z tłumu zaszemrało między sobą gdy nagle na horyzoncie pojawiła się zaniepokojona ochrona, która widząc zapewne rozpaczliwe gesty Pauliny przygnała na drugi koniec sklepu.
- No to macie zapłon! - ryknęła Olka - Boże, co za wsioki niedorobione!
Olce w całej zaistniałej sytuacji podobało sie jedynie to, że mogla bluzgać wszystkich jak chciała a oni i tak głupawo się uśmiechali i kiwali głowami.
- Super! A Ty masz ryj jak niewypał! - skierowała obelgę w kierunku pryszczatej nastolatki, która wskazywała na nie palcem, po czym zwróciła sie do Julki - stara, fajne te Niemcy, mówię im że są niedorobionymi parobasami, a oni do mnie "ja, ja", eeekstra!
Po niecałym kwadransie dziewczyny mogły wreszcie odetchnąć z ulgą, albowiem dwa rosłe karczycha przy pomocy francuskiego klucza rozbroiły obrotową bramkę i uwolniły Alex i Julkę. Przy okazji jeden z nich nie omieszkał klepnąć Olki w tyłek, na co dziewczyna zwymyślała go od bezptakich szowinistycznych świń i wkroczyła na upragnioną halę.
- No to znowu żeśmy Olka narobiły - Jul trzymając się za głowę, nie mogła uwierzyć, że zaliczyły kolejną wpadkę w dniu dzisiejszym
- Nooo, jesteśmy normalnie jak człowiek demolka - pokiwała głową Alex kiedy kroczyły już pomiędzy wysokimi regałami i zaczęła się chichrać
- Ja nie wiem czy to jest powód do śmiechu! - oświadczyła Paulina - wstyd z wami iść gdziekolwiek, bo zawsze narobicie siupy!
- A Ty nie chcesz nam pomóc!!!- powiedziała Julka oskarżycielskim tonem
- Nie?! A kto Olkę dzisiaj do samochodu wciągał jak nas gonił wściekły farmer?!
- Sama bym sobie poradziła! Poza tym to było dziesięć lat temu! A pomóc nam nie chciałaś przed dziesięcioma minutami!
- Przecież poszłam po ochronę!
- No super, po stu latach chyba!
- Ty nie szastaj tak tymi rozbieżnościami czasowymi!
- Bo co?!
- Wiadro! Z resztą, nie będę sie z wami kłócić! Jestem głodna i pragnę pożywienia.
- No w sumie to ja też - przytaknęła Julka - wiecie co bym zjadła? Kapustkę kiszoną... i gulasz.... i pampuchy...
- Nooo - rozmarzyła się Olka - a później popiła zimnym piwkiem...
- Oooohhh... - wszystkie trzy wydały z siebie długie westchnienie po czym rzuciły sie na półki z żarciem. Nie znalazły jednak ani pampuchów, ani gulaszu ani nawet kiszonej kapusty - ku wielkiej uciesze Pauli, bo to tylko potwierdzało jej hipotezę o wsiowych marketach - zgodnie więc zadecydowały, że zrobią sobie dziś wieczorem warzywa na parze i pulpety w sosie koperkowym.
- Oh, ciekawe czy Bill też tu kupuje pulpety! - Julka nadal rozpływała się nad możliwością zakupienia wyrobów mięsnych w sklepie swojego idola (:D)
- Zapewniam Cię, że nie - odpowiedziała Paula wpychając trzy paczki ciastek z masą orzechową do koszyka
- A to niby dlaczego?! - oburzyła się Julka - niszczysz moje dziecięce marzenia!
- A to bardzo mi przykro - włączyła się do rozmowy Alex zmagająca się dotychczas z wyborem czekolady truskawkowej - ale Paula ma rację, on nie kupuje tu pulpetów, bo nic nie je, proste!
- Nie prawda! - upierał sie Jul - on je! Tylko ma dobrą przemianę materii!
- To ja bym na jego miejscu się psychicznie załamała! Do dupy z taką przemianą! - stwierdziła stanowczo Paula - przecież ten chłopak ma dwie nogi jak ja jedną!
- A bo Ty jesteś grube prosie! - wytknęła jej język Julka, wiedząc że Paulina dostanie szału
- CO?! Nie jestem!
- Jesteś! Tak, tak, idź po jeszcze jedno opakowanie ciastek, dobrze Ci zrobi...
- Pocałuj mnie w dupę!
- W taką grubą?! Nawet mi się nie śni!
Olka słysząc to zaczęła sie głośno śmiać, czym dzięki Bogu rozluźniła atmosferę, bo Paulina miała już mord w swoich zielonych oczach.
- Dobra, no już się nie obrażaj, przecież nie jesteś gruba - Julka klepnęła po plecach naburmuszonego Paulina - tylko mi nie psiocz na Billa więcej, bo... - i tu nagle przerwała stając gwałtownie - Jezu!!! - ryknęła na pół hali
- CO?! - odkrzyknęły przerażone dziewczyny
- A JAK ON TU JEST?!
- KTO?!
- NO BILLU!!!
- Eeee, no co Ty, przecież on teraz mieszka w Magdeburgu! Czy tam w Berlinie! - machnęła obojętnie Olka - ale mnie przestraszyłaś, myślałam że się coś stało...
- No właśnie! Poza tym myślisz, ze on nie ma co do roboty tylko latać w środku tygodnia do jakiegoś wsiowego marketu po zakupy! - poparła ją Paula
- No może macie rację... Ale wiecie - w razie czego plan jest taki: udajemy, że go nie znamy! Jesteśmy, ślepe, głuche i w ogóle niedorozwinięte - w życiu nie słyszałyśmy o Tokio Hotel, Zduszonych Rosołach, Rudych Misiach i w najmniejszym stopniu nie kojarzymy jego wymalowanej mordy, tak?! - zakończyła swój monolog i spojrzała na przyjaciółki wyczekująco
- Eee... dobra... - mruknęły bez entuzjazmu
- Mi to tam łatwo przyjdzie - stwierdziła Alex - ja go wcale nie muszę kojarzyć... Ale wiesz, jeśli powiedzmy, JAKIMŚ CUDEM go spotkamy, to przecież musisz jakoś zagadać! Nie wiem jak Ty, ale ja na ogół odzywam się do tych, z którymi chce nawiązać kontakt... - zakończyła ironicznie
- No tak, nie pomyślałam o tym... O Boże, to co ja mu powiem?!
- Jul, spokojnie, jeszcze go nie spotkałaś i -wybacz szczerość - najprawdopodobniej nigdy to nie nastąpi, więc nie masz się czym przejmować.
- Ale...
- Ale! JEŚLI JAKIMŚ CUDEM natkniemy się na niego, to Ty.... Ty nie mów najlepiej nic!
- Ale...
- Ale ja to załatwię!
- No dobra... ale nie mów mu, że...
- Że jest natapirowanym transwestytą z Oświęcimia?!
- No...
- Spoooko, nie powiem - wyszczerzyła sie Alex - a teraz Paulina won z Julkiem po mrożone warzywa! Ja się kopsnę po pulpety.
Po tych słowach dziewczyny rozeszły sie w obie strony.
- To widzimy sie przy kasie! - krzyknęła jeszcze Olka i zniknęła za jednym z wysokich regałów.
-No dobra Pau, tam są lodówy z mrożonkami - Julka wskazała palcem na zwisający z sufitu napis "EINFRIEREN - coś tam, coś tam" - lecimy! Ty szukaj jakiegoś fajnego zestawu z tej strony, a ja pójdę szukać naprzeciwko - dodała obchodząc lodówki naokoło, po czym zanurkowała w ich mroźnych odmętach :D





komentarze [1]

3. ~*~ Celnik Zbigniew, nawalona AleX i wioska pt. Loitsche! ~*~ >> niedziela, 15 czerwca 2008 22:30:00
I kolejny part! ;) Blogowanie uzależnia - bezapelacyjnie :)
Wkrótce wyjeżdżam, więc może lepiej, żebym dodała większość notek przed wyjazdem?
Także zapraszam do czytania. Btw. jedno zastrzeżenie: notka ta powstała zanim pojawiła się tzw. STREFA SZENGEN:) Także wyobraźmy sobie, że jeszcze nieistnieje... ;)


Wreszcie przed trzema podróżniczkami wyrosła niska metalowa wiata z napisem "GRANICA POLSKO-NIEMIECKA". Olka przesiadła się więc ponownie do przodu, a Julka jak zwykle panikowała.
- Boże, co to będzie jak oni nas skminią?! Matko, cały koncert TH pójdzie się pieprzyć, ba wszystko pojdzie się pieprzyć! A już o pracy w Berlinie będę mogła pomarzyć.
- Nie martw sie stara! - pocieszała ją Paulina - Kate Moss też była alkoholiczką! - dodała i dostała w łeb.
- Przestańcie, bo ja jakiegos pierdolca z wami dostanę! Powiedziałam że sprawę załatwię, to załatwię! - zdenerowała się Alex
- Taaa, TY sprawę załatwisz, akurat. Prędzej nas załatwisz! Tak jak na tym polu! - Paulina spojrzała na nią z powątpieniem
- Odczep żesz się od tego pola w końcu!
- Cicho bądźcie obie, celnik idzie!
Na słowa Julki Alex uśmiechnęła się promiennie.
- No i git! dziewczyny - patrzcie i uczcie się!
W tym momencie celnik zatrzymał się tuż przy samochodzie i obrzucił je uważnym spojrzeniem. Miał niewiele ponad czterdzieści lat.
- Dzień dobry paniom. Dokumenty proszę - paszporty albo dowody, dowód rejestracyjny i prawo jazdy - powiedział poważnie
- Dzień dobry, dzień dobry - wyrwała się natychmiast Olka - ależ oczywiście, no dziewczynki, już proszę pokazać panu dokumenty, raz dwa!
Julka i Paulina wymieniły spojrzenia pt."obiło jej" po czym podały dokumenty celnikowi. Facet wziął je i zniknął w granicznej budce. Jul czuła jak oblewa się zimnym potem, Paulina miała nieodgadniony wyraz twarzy a Olka z szerokim uśmiechem zaglądała celnikowi przez okienko.
Po paru minutach mężczyzna wyszedł i oddał dziewczynom dokumenty.
- Wszystko w porządku - powiedział - a teraz proszę mi powiedzieć: czy przewożą Panie jakiś alkohol? A jesli tak, to w jakiej ilości?
Julka zapowietrzyła się żeby coś powiedzieć, ale Olka ją uprzedziła.
- Ależ oczywiście, że nie! - powiedziała z przekonaniem - my jesteśmy niepijące! Wie pan, takie polskie abstynetki - zachichotała
- Eee... tak. To się chwali, mimo wszystko czy mógłbym zobaczyć co wieziecie panie w baga... - niedokończył, bo w zdanie wcięła mu się radosna jak skowronek Olka
- Aaaależ piękny dzień dzisiaj mamy, nieprawdaż?! - tu Alex przeciągnęła się wypinając to, czym bezapelacyjnie mogła się poszczycić. Celnik stał jak durny i gapił się na jej falująca pierś. Paulina i Julka zamarły.
- Aaaa... e... tak, bezprzecznie... - zająknął się mężczyzna po czym opamiętał szybko - jednakowoż, czy mógłbym sprawdzić co wieziecie panie w bagażniku...
- W bagażniku?! No jak sama nazwa wskazuje: bagaże! Wygląda pan na inteligentnego człowieka więc chyba pan wie... I do tego taki pan przystojny, istny Chuck Norris! - Olka puściła bezczelnie oczko do celnika, a Julka widząc to skurczyła się w siedzeniu udając że nieistnieje. Paulina gapiła się na Alex z rozwartą buzią. Podobnie z resztą jak nasz nieszczęsny celnik.
- Eee... noo... ten, tego, to bardzo miło z pani strony, ale.. e... może jednak pokazałaby mi pani co...
- Co mam TU?! - w tej chwili Olka z szerokim uśmiechem rozchyliła dekolt bluzki....
Julce zrobiło się słabo a Paulina schowała twarz za gazetą. Natomiast celnik stał i wlepiał się w czerwony stanik Aleksandry. Po chwili Olka zakryła dekolt i powiedziała
- No to już pan wie, co tam wiozę! Ale tego chyba nie trzeba oclić, prawda...? - zatrzepotała uroczo rzęsami
Celnik najwyraźniej nie wiedział co powiedzieć, więc Olka wykorzystując sytuację walnęła:
- Pan naprawdę taki przystojny! No model, model nic dodać, nic ująć! Marnuje się pan na tej granicy, jak Boga kocham! Gdybym była pańską żoną, zgłosiłabym pana na casting! Ah, i po co nosi pan tę celniczą czapkę! Niechże ujrzę pana gęste pukle! - po tych słowach zerwała sie z siedzenia i jednym ruchem porwała czapkę z głowy celnika. Oczom dziewczyn ukazała się...... błyszcząca w słońcu łysina.
- Ekhem... tak, tak - chrząknęła odrobinę zbita z tropu Olka - no cóż, łysi też są sexy! Wie pan co?! Zrobię sobie z panem zdjęcie, chyba się pan nie obrazi, tak?! - I nie czekając na odpowiedź, wepchnęła sobie na czubek głowy czapkę celnika, po czym uwiesiła się na szyi mężczyzny.
- No Julia, wyciągaj cyfrówkę!
Jul w tej chwili półprzytomna z nerwów, drżącymi rękoma wyciągnęła aparat z torebki.
- No szybko, szybko! - poganiała ją Alex - Pan tu jest NIEZWYKLE zapracowaną personą! Nie ma czasu na pierdoły!
- Eee... noo.. już - Julka ledwo nacisnęła guzik aparatu i uwieczniła wniebowzietą Alexandrę, w ramionach łysego celnika, o minie raczej nietęgiej.
- No świetnie! - krzyknęła Alex - oddaję czapeczkę panu szanownemu! A jak pan ma na imię mogłabym wiedzieć?
- Eee.... Zbi... zbigniew - wyjąkał słabo mężczyzna
- Doskonale! To jak Zbyniu?! Widzimy się przy naszej drodze powrotnej, tak? Wtedy Pan dostanie odbitkę! I to ze specjalną dedykacją! To powiedz Zbyniu jeszcze tym szwabom żeby nas puścili i już nas nie ma! - zacmokała - no dalej, dalej - ponagliła oszołomionego Zbigniewa
Celnik z niezwykle głupią miną posłusznie wyciągnął swoje łoki-toki, złapał odbiór i nakazał przepuścić mustanga.... wraz z jego zawartością ;)
- Dzięki Zbyniu, jesteś boski, buziaczki! - zaświergotała Olka, po czym zwróciła sie szeptem do ledwo żywej Julki - no jedź żesz, kurwa!
Julkowi nie trzeba było dwa razy powtarzać: dodała gazu zostawiając tym samym oszołomionego Zbynia samego i już były przy kolejnej budce celiczej. Tam, niemiecki celnik faktycznie sprawdził im tylko dowody i bez pytania puścił dalej.
- Nie no Olka!!! Przeszłaś samą siebie przysięgam... - jęczała Julka niemal leżąc na kierownicy, kiedy mknęły niemiecką autostradą.
- A nie mówiłam?! - krzyknęła uradowana Alex dumnie unosząc podbródek - jestem wielka!
- tak Olu, bezapelacyjnie: jesteś...... -powiedziala Paulina również na wpółprzytomna ze zdenerowania - tylko Ty nas do grobu kiedyś wpędzisz!
- A tam do grobu zaraz! Dziewczyny, wisicie mi browara! Albo dwa! Nie chwaląc się - odwaliłam kawał dobrej roboty!
- No.... w zasadzie masz rację - zgodziła się Julka - można by powiedzieć nawet, że jestem z Ciebie dumna...
- Ja z siebie też - Alex popadła w ewidentne samouwielbienie - widzisz Paulina, Ty ciemna maso, jak to się robi?
- Nooo... - zajęczała tamta
- Paula, Ty mi nie waż się teraz smęcić! Zatrzymam samochód na poboczu i zmienisz mnie - jestem totalnie wykończona - jęknęła Jul zza kierownicy
- Ja też... ale okej, stań tu gdzieś, to się wymienimy.
Julka zatrzymała mustanga na poboczu i przetransportowała się na tyły, Paulina objęła miejsce kierowcy a Olka została z przodu żeby ją pilotować. Ruszyły. Słońce było już wysoko na niebie - dochodziło w pół do drugiej.
Jul rozłożył się na całej długości tylnego siedzenia i zagapił w niebo
- Olka, mimo Twojego bezapelacyjnego trymfu muszę przyznać, że wyzęłaś mnie z wszelkich sił witalnych - stwierdziła słabo
Alex zachichotała i rozłożyła na kolanach mapę samochodową.
- No to co drogie moje? Kierunek Berlin, czy tak?
Paulina tylko skinęła głową
- No to skoro tak, to pojedziemy sobie autostradą E16, później skręcimy na D4, do samego Berlina zaś kopsniemy się C60, a później... - Alex jak zwykle nie dokończyła, bo w pół zdania wpieprzyła jej się Paula
- No dobra, dobra! To gdzie mam teraz skrę....
- AbUaABuABUAuaaAa!!! - zabulgotała wściekle Olka, która nie znosiła kiedy jej przerywano
- A Ty czego chcesz ode mnie?! - zapytała przerażona Paula
- Po prostu nie wpieprzaj mi sie w pół zdania mendo!!!
- Oj no sorry... To w prawo czy w lewo?!
Olka zmróżyła oczy i przejechała palcem po mapie
- W prawo!
- Na bank?
- No przecież mówię chyba!
- Okej, to skręcam!
- No to skręcaj a nie gadaj... A wiecie co dziouchy? Całkiem ładne te Niemcy - rozejrzała się z zainteresowaniem Olka
- Eeee, czy ja wiem - Paulina obrzuciła krajobraz krytycznym wzrokiem - to samo co w Polsce, tyle tylko, że tu chyba faktycznie nie ma pól ziemniaczanych.
Julka na pewno jakoś skomentowała by to spostrzeżenie, jednak nie zrobiła tego z jedej prostej przyczyny: zasnęła.



Celnik Zbigniew gonił za nią z kosą ubrany w jej własną, osobistą, prywatną spódniczkę w czerwono-czarną kratkę.
-Ty chędorzona ladacznico - darł się - jak skręcasz, mówiłem że w prawo!
- Nie słyszałam! Przepraszam! - odkrzyknęła potykając się co trochę o wystające korzenie drzew
- Jak Cię dorwę, nogi z dupy powyrywam!
Julka traciła dech, Zbigniew był co raz bliżej gdy nagle czerwony mustang dziewczyny zajechał jej drogę.
-Zostaw ją powiadam Ci Zbigniewie z dupy wzięty - zagrzmiał głos se środka samochodu, a po chwili w jego drzwiczkach pojawił się Bill z lokówkosuszarką w ręce - ta niewinna dziewica skręca jak powinna i to nie jej wina, że jest teraz w miescie Dessau, a nie w Berlinie!
- Łżesz - ryknął celnik - ta kretynka trzymała mapę do góry nogami!
- Nie masz honoru - odparł Bill - chcesz całą winą obarczyć tę prawą niewiastę, a to Twoja wina zjebcze! - po tych słowach chłopak rzucił w Zbigniewa lokówko-suszarką trafiając prosto w jego świecącą łysinę.
- Popamiętasz mnie jeszcze - ryknął Zbigniew i zniknął
Julka rzuciła się w ramiona swojego wybawcy
- Bill uratowałeś mnie! Jestem Ci dozgonnie wdzięczna!
Teraz jednak zamiast Billa w tym samym miejscu stał Georg, który przemówił głosem Alex:
- Bo jak kurwa nie umiesz jeździć, to się nie pchaj za kierownicę!

Julka otworzyła powoli oczy. Jasny blask popołudniowego słońca padał na jej twarz. Dziewczyna zamlaskała leniwie po czym uniosła się na łokciach. I wtedy ze zdziwieniem stwierdziła, że krajobraz poza mustangiem wcale się nie porusza, a co więcej samochód jest wyłączony!
- Boże, miałyśmy wypadek - to była jej pierwsza myśl, ale w tej samej chwili odetchnęła z ulgą, bo usłyszała głosy jej przyjaciółek dochodzące zza samochodu.
- ...to Ty mnie pilotujesz jak byś chciała a nie mogła! Nara ci mówię, my do jutra do tego Berlina nie dojedziemy! - wrzeszczała Paulina
- No chyba Twój stary! Dobrze cię pilotowałam, to Ty skreciłaś w prawo zamiast w lewo!
- Nieprawda! Powiedziałaś w prawo to tak skręciłam!
- No w dupie ci chyba powiedziałam!
- A moze i w dupie!!! Po Tobie sie już wszystkiego można spodziewać skoro trzmasz mapę do góry nogami!!!
- Ty masz chyba mózg do góry nogami, wiesz?! I co robisz minę jak srający kot na puszczy?! Jul nas zatłucze jak się obudzi! Po szesnastej miałyśmy być w Berlinie! Hotel mamy tam zarezerwowany od szesnastej trzydzieści! I co?! Jest prawie siedemnasta a my jak kretynki tkwimy na jakimś zadupiu pod Magdeburgiem!!!
Julka zerwała się na równe nogi:
- Że gdzie?! - wrzasnęła na całe gardło
Dziewczyny zamarły.
- No... pod.. pod Magdeburgiem... Julciu...
- Przecież to jest zupełnie z drugiej strony! Jak wyście do cholery jechały?!
- To przez nią! - krzyknęły równoczesnie Paulina i Alex pokazując na siebie palcem
- Jezu, przestańcie...! Obie żeście narobiły!
- To trzeba było nie spać - fuknęła na nią Paula
- Jasne, moja wina! Odpieprz sie, przejechałam calą Polskę i dobrze było!
- No właśnie - poparła ja Alex - a ja ją pilotowałam! i też dobrze było!
- A pocałujcie mnie w dupę! - krzyknęła Paulna i z impetem usiadła na poboczu.
- O matko, no tak - najłatwiej to się obrazić! - wykrzywiła sie Julka - nie fosz się, tylko lepiej pomyślmy co tu zrobić. Z Magdeburga do Berlina jest najwyżej jakieś dwie godziny drogi. Która jest godzina, mówiłaś?
- No dochodzi piąta.
- Hmmm... - Julka zmarszczyła brwi - czyli jak byśmy się sprężyły, to będziemy tam na dziewietnastą. Można by niby spróbować...
- Tak ciekawe, na dziewietnastą! - burknęła Paula - my z Olką już godzinę tu błądzimy i bez przerwy wracamy w to samo miejsce!
- UuUuuu... - zawyła Julka rozbawiona miną Pauliny - Blair Witch Project...
Olka zachichrała a Pau przewróciła oczami
- To wcale nie jest śmieszne! Jak tak dalej pójdzie, będziemy tu na tym poboczu nocować!
- Nie tragizuj - odparła Olka i oparła się o bok mustanga - zaraz się coś wymyśli
- No wlaśnie - poparła ją Jul - dawaj mi no tu tę mapę
Alex podała jej tym razem atlas samochodowy i obie sie nad nim pochyliły.
- To gdzie my jesteśmy mówisz?
- O tu - pokazała jej Ola palcem - pod Dessau
- No faktycznie niedaleko Magdeburga... W sumie i tak miałyśmy tam jechać...
- Tak, ale dopiero wracając z Berlina! - przerwała jej Paulina
- No to do kogo masz pretensje?! Trzeba było jechać do Berlina a nie do Dessau! Teraz cicho, bo myślę - Julka zapatrzyła się na drzewo, pod którym siedziała Paula
- Słuchajcie, mam pomysła - powiedziała po chwili
- No? - zainteresowały sie dziewczyny
- Skoro miałyśmy zahaczyć o Magdeburg po drodze z Berlina, to zróbmy to teraz. Co nam szkodzi? Nawet wyjdzie nam na dobre - bo w zasadzie musiałybyśmy nałożyć sporo drogi jadąc do Magdeburga w drodze do Polski.
- No okej - powiedziała Alex - ale co z rezerwacją hotelu i koncertem? A twoja praca i w ogóle? - zauważyla trzeźwo
- A tam - machnęła ręką Julka - przecież nikt nie mówi że będziemy tu siedzieć miesiąc! Posiedzimy jakieś pięć-sześć dni, dzisiaj jest 27 lipca. Rozmowę kwalfikacyjną mam dopiero na 5 sierpnia, a koncert jest 10! A do hotelu teraz zadzwonię i przesunę rezerwację na 3 sierpnia wieczorem. No co wy na to?
- Jak dla mnie bomba - wyszczerzyła się Alex - im więcej zamieszania tym lepiej.
Julka spojrzała pytająco na Paulinę.
- Spoko, w sumie może być.
- Świetnie! To dzwonię!
Julka wykonała raz-dwa telefon i już zabierały się do dalszej drogi.
-To spadaj Paula do tyłu i już sie nie denerwuj - wyszczerzyła sie do Pauliny Julka -strzel sobie teraz piwko i będzie git.
Paulina odpowiedziała jej uśmiechem, wyciągnęła zaraz warkę strong i z bananem na ustach otworzyła puszkę.
-Dobra. Oluch pokaż no mi jeszcze raz tę mapę, co? - Jul zwróciła sie do siedzącej obok Alex.
- Aha... Dessau... - Julka zamyślila sie i nagle w jej oczach pojawiły sie dziwne błyski - ej a wiecie co ja zrobię?! Zahaczę o Loitsche!!! Hahah... yeah, yeah!!!
- No co Ty! - ucieszyła się Olka - tam gdzie mieszkają Kaulitze dwa?! Booomba, chętnie zobaczę ten ich barak :P
Na te słowa Paulina opluła sie browarem a Julka jak zwykle oburzyła. Nie zastanawiając się jednak więcej ruszyła ku najważniejszej dla niej wiosce na całym świecie - ku Loitsche!


komentarze [1]

2. ~*~ Czerwony mustang, Wiśniowa Polska i Wściekły Farmer ~*~ >> sobota, 14 czerwca 2008 11:59:12
Moje drogie!

Nie wytrzymam oczywiście i dodam kolejną część opo - cała JA ;) Postanowienie dodawania notek dwa razy w tygodniu pójdzie się chrzanić naturalnie.
Dzięki za pierwszego komenta! Przyznaję szczerze, że moją przypadłością faktycznie jest wielosłowie :) Uwielbiam podniosłe opisy, kipiące przymiotnikami. Na studiach naturalnie dostaję za to w łeb, bo jako przyszła dziennikarka, powinnam pisać rzeczowo i lakonicznie. Otóż - póki co, przychodzi mi to nadzwyczaj opornie. Także, możecie się zapewne spodziewać momentów, gdzie dam upust mojej wenie w podobny spodób. Aczkolwiek postaram się hamować - aj słer ;)
Dobra, lecim!





Wreszcie, po milionie wygłupów, sprawdzeniu maili, spożyciu śniadania i godzinnym szorowaniu się w łazience Jul poczęła przeglądać zawartość swojej szafy.
Po kilkumintowych oględzinach dziewczyna zdecydowała się wreszcie na dżinsową mini, czarno-różowy t-shirt bez rękawów i ćwiekowany pasek. Całość dopełniały sneakersy za kostkę i ciężkie, czarne, błyszczące kolczyki. Jul przeczesała palcami włosy, upięła grzywkę wysoko na czubku głowy, po czym popędziła do toaletki w celu dopełnienia imagu. Trochę pudru, dwie czarne kreski pod okiem, wychodzące poza zewnętrzne kąciki, tusz, błyszczący srebrny cień, bezbarwny błyszczyk, trochę perfum i...
- No, jestem gotowa! Ty też zacznij się wreszcie ogarniać! Mamy dziesięć minut, nie pojedziesz chyba w samym staniku i majtkach!
- Czo? - powiedziała nieprzytomnie Olka - wciąż skupiając się na surfowaniu w necie i wpierdalaniu gofra Julki
- TOKIO! - huknęła jej nad uchem blondynka, za co dostała w łeb :P
Chcąc nie chcąc, Alex w końcu ruszyła się od kompa i również pognała ku szafie z okrzykiem - pożyczam coooś!
Wyszperała zwiewną błękitną spódnicę, etniczną bluzeczkę na ramiączkach i długie kolczyki ze szklanych paciorków w tym samym stylu. Przewiązała jeszcze wysoko upięte dready połyskliwą opaską i założyła na szczupłe nadgarstki kilka grubych bransolet. Następnie walnęła trochę cienia i tuszu na oczy, prysnęła szyję pachnącą mgiełką i również była gotowa.
- No ja już - podsumowała
- Urocza, zwiewna nimfo - pokłoniła się przed nią Julka - jest już za pięć, zniesiemy walizy, załadujemy wszystko do bagażnika i aloha Wrocławiu, witaj Berlinie!
- Yeah, yeah! And who is the maaan?! - zawtórowała jej spowita w błękity Olka.
Dziewczyny omiotły jeszcze pokój wzrokiem, zabrały to co zabrać powinny (i czego nie:P), wzięły swoje torebki i dwie duże walizy i zeszły na dół, aby zapakować je do bagażnika.
Samochód Julki był obłędny - starodwany, ale świetnie odremontowany. Czerwony mustang, z odkrywanym dachem i pluszowymi, czarnymi siedzeniami. Dziewczyny uwinęły się z walizami raz, dwa i już Julka wycofywała auto na ulicę.
- Cholera, znowu spóźnione jesteśmy! Paulina nas zabije!- powiedziała Julka spoglądając na samochodowy zegar który wskazywał dwie minuty po jedenastej
- Normalne - uśmiechnęła się Olka - Boże, jak wspaniale - wstchnęła i zamknęła oczy - czekałam na ten dzień cały rok! Świeci słońce, wiatr tańczy we włosach a my uciekamy od codzienności wprost w ramiona przygody!
Wlącz radio, to SE pośpiewamy trochę!
Julka właczyła posłusznie radio i obie wybuchnęły śmiechem słysząc kawałek Bartka Wrony
- Maaariiiiaaaaaaa!!! en tus placeros sere tan feliz!!!!!!!!!
- darły się razem z byłym członkiem Just 5, a ludzie na chodnikach oglądali się za dwoma wrzeszczącymi wariatkami.
Po paru minutach podjechały pod bramę Pauliny
- Wieśniary, wiedziałam, że sie spóźnicie znowu!!! - przywitała ich z wyrzutem niewysoka, zielonoka szatynka o całym milionie piegów na małym nosku
- No... my też - wyszczerzyły się one
- Jesteście beznadziejne
- Wiemy, wiemy...
Po chwili panna Paulina uporała się z bagażem i otworzyła tylne drzwiczki
- a Ty wstrętny dredzie oczywiście najlepszą miejscówę zajęłaś! - powiedziała wsiadając
- Ha, kto pierwszy ten lepszy! - odparła Alex
- Cicho baby! Gotowe na podbój Berlina?!
- Gotowe!!! - oznajmiły zgodnie
- No to jazda! - krzyknęla Jul i z piskiem opon ruszyła z pod bloku Pauliny.

*

Droga na Zieloną Górę była całkiem przyzwoita, a tego dnia nie było dużego ruchu więc jazda stała się czystą przyjemnością. Dzieczyny gadały, śmiały się, śpiewały, wpieprzały puste kalorie, a Olka co trochę zarywała rolników na traktorach jadących polem równolegle do jezdni;) Wiatr szumiał im we włosach (tudziez dreadach:P), nad głową rozpościerało się bezchmurne niebo, a one wolne i szczęsliwe jechały zostawiając wszystkie problemy daleko za sobą! Choć własciwie - jakie problemy? Pierwszy rok zaliczony na niemal same piątki, wakacje w toku, a przed nimi same zajebiste momenty - żyć nie umierać!
Kolejne kilometry nasze trzy bohaterki przebywały w podobnym klimacie. Jednak po półtorej godziny jazdy dziewczynom przypomniało się, że nie zakupiły na tę całą dojczlandzką imprezę żadnego alko i trochę im miny zrzedły
- Kurde... - zafrasowała się Alex - a jeśli u tych szwabów są jakieś marne siuśki a nie piwo?
- Eee, chyba nie.. hainekeny dobre są. I October Fest przecież! Te festiwale piw - pocieszała się Julka
- A mi się wydaje, że Olka ma rację - powiedziała Paula wsadzając głowę pomiędzy przednie siedzenia - wiecie dziewczyny, ja bym tym niemcom nie ufała... - dodała poważnie, na co one spojrzały na nią pytająco - bo wiecie... - widząc to zniżyła głos do konspiracyjnego szeptu - w końcu oni mieli Hitlera...
Kiedy Alex i Jul skończyły wreszcie ryczeć ze śmiechu spowodowanego rzeczonym tekstem Pauliny, która nota bene ciężko się obraziła za ich lekceważącą postawę, wobec jej antyfaszystowskich poglądów, zgodnie zadecydowano, że obowiązkowo muszą zahaczyć o jakąs stację benzynową w celu zaopatrzenia się w warkę strong, wiśniową polską i czekoladowy likier.
W końcu ich oczom ukazała się istna świątynia napojów wyskokowych: stacja BP z monopolem włącznie
- yeah! - krzyknęła uradowana Alex - Julek, skręt w prawo proszę!
Julka zgrabnie wjechała na stację i zatrzymała auto obok automatu z benzyną.
- To ja jeszcze zatankuje - powiedziała wysiadając - a wy lećcie i czyńcie honory! O mojej wisniowej pamietajcie tylko!
Alex i Pauli długo namawiać nie było trzeba, wleciały do monopola jak z procy.
Pod ich nieobecność Julka natychmiast zabrała się do tankowania. Następnie uregulowała rachunek i postanowiła nastawiać radio na normalniejsze dźwięki niż przegląd kapel DiscoPolo. Tak się na tym skupiła, że nawet nie zwróciła uwagi,kiedy dziewczyny pojawiły się ponownie przy samochodzie. Od niezwykle wciągającego zajęcia, jakim niezaprzeczalnie jest regulowanie mjuzika oderwał ją dopiero potężny wtrząs tylnego samochodowego siedzenia
- no do cholery ciężkiej, co się tu dzie... - zaczęła odwracając głowę i natychmiast urwała w pół zdania widząc CO wywołało owo tyrpnięcie - NO CZY WY JESTEŚCIE KURWA NORMALNE?! PRZECIEŻ NAS ZAMKNĄ NA TEJ GRANICY!!! TRAFIĘ DO SZWABSKIEGO PUDŁA ZA PRZEMYTNICTWO DO CHUJA PANA!!! - rozdarła sie jak stara poszwa na pół stacji.
Bo oto moi drodzy na tylnym siedzeniu, oprócz tyłka Pauliny spoczywały: trzy skrzynki piwa warka strong, pięć butelek wisniowej polskiej, trzy żołądkowie gorzkie, cztery likiery czekoladowe, a zwieńczeniem owej uroczej, pijackiej wyprawki było dwulitrowe Malibu, które Paulina dumnie dzierzyła w dłoni.
- No co krzyczysz... - powiedziała z wyrzutem - przecież chciałaś wiśniówkę...
- JEDNĄ!!! A NIE PIEĆDZIESIĄT!!! - darła się jak opętana włascicielka czerwonego mustanga
- Nie pięćdziesiat, tylko pięć - poprawiła ją niecierpliwie Paula - a poza tym to... to był pomysł Olki! - wypaliła
- Zduś ten rosół! - prychnęła oskarzona - ty żulu jeden, a kto żołądkowej tyle nabrał, co?!
- Oj no ja... ale sama kiedyś mówiłaś że lubisz!
- Co Ty sie mnie czepiasz nagle! Poza tym ja wolę miętową!
- Jeden pies...
- Dobra już nie ważne! - machnęła ręką Julka - nie no, jak dla mnie bomba, ale co my z tym teraz zrobimy?!
- Jak co?! wychlejemy! - oznajmiła wesoło Olka wsiadajac do środka
- No pewnie że wychlejemy! Ale jak to przewieźć niby?! - obruszył się Julek
- O matko, no masz problem, w bagażniku! - powiedziała Paulina oglądając paznokcie
- No co Ty! Przysięgnij! - przedrzezniała ją Jul - chyba logiczne, że nie na przedniej szybie! Chodzi mi tylko o to, że nas na granicy sprawdzą!
- Eeee luz, co nas mają sprawdzać - Alex koncertowo olała sprawę - się tam bajerę puści i będzie dobrze. Czilałt meeen, masz do czynienia z profesjonalistką.
Julka zrezygnowana machnęła reką
- a róbcie co chcecie, ale jak nas złapią - ja sie wyprę. Wyprę się - jak Boga kocham się wyprę! I Paula żebyś wiedziała że na Ciebie zwalę, żeś zrobiła ten zapas jak dla ruskiego wojska!
- a czemu na mnie niby? - zainteresowała sie Paulina
- bo ta żołądkowa to niewiadomo po co!
- Phi - prychnęła - jeszcze bedziesz o nią błagać! - odrzuciła głowę do tyłu, wysiadła z samochodu i poczęła pakować rzeczone menelskie wyposażenie do bagażnika.
- Paulin, jak juz tam jesteś, to zapodaj mi jedną wareczką strong co?! - zwróciła sie do niej Alex poprawiając dready
- A no faktycznie, to ja też wezmę! - Paulinie od raz poprawil sie humor
-No chyba jak sobie namalujesz! - oburzył się Jul - nawet mowy nie ma!
- A bo co?!
- A bo śmigło! Po pierwsze: ja nie piję, bo prowadzę, więc Ty też nie będziesz...
- Ale...
- ....A PO DRUGIE: na granicy miałaś mnie zmienić! Do granicy jakaś godzina, w życiu Ci nie zejdą procenty z krwi! Za przemytnictwo ostatecznie mogę kiblować, ale za jazdę z nawalonym Paulinem nigdy w zyciu!
- Ja tez nie zamierzam - poparła Julkę Alex
- No to super! - Paulina ostentacyjnie rąbnęła klapą bagażnika i rzucając Olce warkę o mało nie zabiła jej puszką
- Ty sobie uważaj lepiej! - fuknęła Olka - nie wiesz w kogo rzucasz, ja tu mam genialny plan wieśniaro!
- Jaki niby plan?
- A taki żeby nas na granicy nie sprawdzili
- No nie wiem jaki...
- Nie wiesz i się nie dowiesz, to nie dla dzieci!
Julka obrzuciła przyjaciólkę niespokojnym spojrzeniem, już ona dobrze wiedziała co oznaczają "genialne plany" Olki. Alex widząc jej wzrok uśmiechnęła sie niewinnie.
- No co??? No nie patrz tak, przecież mówię że genielny jest...
Ale to własnie epitet "genialny" najbardziej Julkę niepokoił, jednak nie odezwała sie więcej i ruszyła w dalszą drogę.
- Julek, ile do granicy jeszcze? - zapytała za jakiś czas Alex nieco już wstawiona wypitą na prędkości warką strong na gorącym lipcowym słońcu
- Jakieś dziesięć kilometrów jak sądze
- Aaa, no to czas najwyższy!
- Na co?! - zapytały chórem Paula i Julka
- No jak to?! Na mój genialny plan oczywiście! - krzyknęła rozentuzjazmowana Alex - i nie jęcz tylko się zatrzymaj!
- Zatrzymać się, po co?!
- Bez zbędnych pytań, zatrzymaj się, mówię!
- Ale gdzie, tu nie ma jak....
- Co nie ma?! Jak nie ma?! Tu jest, o proszę bardzo - wskazała ręką pole Alex
- Ale tam ziemniaki...
- W dupie mam ziemniaki! Stój!!!
Chcąc nie chcąc Julka musiała się zatrzymać. Zielone listki niskich ziemniaczanych krzewów oplotły koła mustanga, kiedy Olka wyskoczyła z samochodu.
- Biedne malutkie kartofelki! - chlipnęła z tyłu Paula
- Milcz Paulino! Co Ty sie taką obrończynią uciśnionych zrobiłaś! Ziemniaki, też coś... A teraz Julson otwieraj bagażnik!
- O nie, nie, nie, tak nie bedzie! - zaprotestowała Julka - kolejnej warki Ci nie dam!
- A kto mówi o warce?! Otwieraj żesz nooo!
Julka z rezygnacją otworzyła bagażnik.
- No a teraz mów, która to waliza z ciuchami Twoja jest!
- Ale...
- Która się pytam!
- No ta z truskawką...
- Doskonale! - odkrzyknęła jej Olka i otwierając walizkę zanurkowała w jej zawartości
- Tylko mi tam nie zrób bajzlu... proszę Cię... Ja tam prasowałam... - jęczała Julka
- hmm... to nie... - mruczała Olka - nie, ta też nie... może ta? Nie... O, a tej bluzki nie widziałam! Fajna, pożyczę sobie! Hmmm... Jezu, dziewczyno po co Ci gofrownica do włosów?!
- Jak to po co! Na każde ewentualności trzeba byc przygotowanym!
- No dobra, dobra... matko, lokówkosuszarka... hmmm.... ale gdzie ta spódnica do cholery?! O , jest! Tak - ta jest idealna!
Olka wynurzyła się z bagażnika z kilkoma skąpymi skrawkami materiału.
- Dobra, mam! - zatrzasnęła bagażnik i podeszła do przodu - to ja się teraz muszę przebrać!
- Ale Oluniu, po co Ty sie masz przebierać Ty mi powiedz?!
- Jak to po co, przecież mówiłam że będę bajerować celników, nie?!
- No tak, ale ja myślałam że w przenośni!
- E tam, jak najbardziej na serio moja droga!
Mówiąc to, Olka schowała się za samochód tak, żeby nie była widoczna z drogi i poczęła odziewać się w co tu dużo mówić - dość skąpe szmatki Julki.
- Olka, przeciez tej bluzki sie nie zakłada do takiej krótkiej spódnicy! - zaoponowała Paulina, dzisiejsza strażniczka moralności - Albo nosisz krótką bluzkę, albo spódnicę!
- Cicho być, wiem co robię!
- Ale Paula ma rację, przecież będziesz wygladac...eee... nieprzyzwoicie! A wtedy to już na bank nas sprawdzą!
- Julciu, czy kiedykolwiek Cię zawiodłam? - Olka wynurzyła się w samym staniku zza boku Mustanga i spojrzała na nią poważnie
- No nie... -zaczęła niepewnie dziewczyna - ale... - jednak nie było dane jej dokończyć bo oto nagle...
- WY ŁACHUDRY NIEMYTE!!! GDZIE W MOJE ZIEMNIAKI, MENDY MIASTOWE!!! WON Z TEJ ZIEMI BO MILICJE NAŚLĘ!!!
- O kurwa!!!! - wrzasnęła Olka na całe gardło - Toż to wściekły farmer!!! Panny - wiejemy!!! - drąc twarz usiłowała uwolnić się od założonej rano zwiewnej spodnicy, która teraz zaplątała się jej w kostkach tak, że nie mogła ruszać nogami stojąc w samych majtkach i staniku
- Olka, szybko!!! - darła się Julka - on tu z kosą leci!!!
Istotnie, rolnik był co raz bliżej samochodu, a ostrze kosy połyskiwało w słońcu niebezpiecznie
- OSZ WY MIASTOWE LADACZNICE, PO POLU LATAĆ Z GOŁĄ RZYCIĄ BĘDZIECIE!!! TY DIABLICO CZARNA TY, ANTYCHRYŚCIE CHĘDOŻONY, JUŻ MI STĄD!!!!! - chłop był już niemal na wyciągnięcie kosy
- Olka do cholery!!! - Paulina nie tracąc zimnej krwi, wyskoczyła z samochodu ciągnąc półnagą Olkę do środka. Alex ze skrępowanymi nogami padła na tylne siedzenie, a Paulia wskoczyła zaraz za nią dzielnie ratując dobytek Julki, w postaci czerwonej spodniczki w kratkę i takiego samego koloru bluzki bez pleców.
- GAZU!!! - wydarły się dziewczyny zatrzaskując za sobą tylne drzwi, na co Jul natychmiast depnęła do dechy i rwąc kołami zielone pędy ziemniaków nieszczęsnego rolnika, ruszyła na jezdnię.
- NIECH WAS TAM CZARNA KROSTA PO PIEKLE TŁUCZE KOCZKODANY WY!!! WY MORALNE ZGNILIZNY, WY... - doszło jeszcze uszu dziewczyn.
Przez pierwszych dziesięć sekund w samochodzie panowała grobowa cisza, po czym wszystkie trzy równoczesnie wybuchnęły głośnym jazgotem.
- Do cholery Olka, czy Ty nas chcesz pozabijać?!?!?! To są właśnie twoje genialne plany!!! - ryczała Paulina nad bezbronnie leżącą Alex na tylnym siedzeniu
- Przeciez to nie moja wina że on z kosą leciał!!! Co ja, wiedziałam że tam jakiś taki lata, czy co?! - probowała się bronić dreadziara
- Zatłukę was!!! Obie was zatłukę!!! Jesli ten fajfus mi porysował karoserię kosą, to jestescie juz martwe ogłaszam! - wrzeszczała równie rozjuszona Julka
I tak dalej i tak dalej...
Kiedy wreszcie Paulinie przeszedł atak szewskiej pasji, Alex wyplątała się z błękitnych fałd spódnicy, a Jul została udobruchana przez przyjaciółki zapewniem, że na jej pięknej czerwonej karoserii nie widnieje żadna rysa, wszystko wróciło do normy. A już po piętnastu minutach dziewczyny trzymając się wpół ryczały ze śmiechu z ich kolejnej wpadki na ziemnieczanym polu.
- Nie no przysiegam, pięknie się zapowiada - skwitowała całe wydarzenie Julka - dopiero trzecia godzina w trasie a my juz rozpierduchę robimy!
- No nie?! - wyszczerzyła sie Alex jak zwykle nie mając nic przeciwko ekstremalnym przeżyciom - mnie sie tam podoba!
- Mam nadzieję, że w Niemczech nie mają pól ziemniaczanych - westchnęła z nadzieją Paulina
- Nie martw się - poklepała ją po udzie Olka odziana już w Julkowe szmaty - zawsze można wjechać w coś innego, w owies, albo żyto na przykład... - na te słowa dziewczyny popatrzyły po sobie i znowu zaczęły się chichrać.


komentarze [1]

1. ~*~ Początek ~*~ >> piątek, 13 czerwca 2008 15:49:16
OD AUTORKI:

Cześć Dziewczątka!

Zaczynam. Zaczynam pełną parą i z głową wprost kipiącą od pomysłów. Opowiadanie jak się domyślacie dotyczyć będzie między innymi uroczego, niemieckiego zespołu jakim bezapelacyjnie jest... Tokio Hotel. Jednakże! Po dłuższym zastanowieniu zadecydowałam, iż póki co, szanowni członkowie TH nie będą tutaj najważniejsi. Na początku chciałabym bowiem, abyście poznały trzy pieprznięte indywidualistki, które uhonorowałam mianem głównych bohaterek mojego opowiadania.

Julkę, Alexandrę i Paulinę.

Dziewczyny te istnieją naprawdę. Kim są, jak faktycznie wyglądają i co czynią w świecie realnym jest jednak nieistotne. Napiszę jedynie, że
w oparciu o ich zadziorne, szalone osobowości wykreuję na tym blogu historię ciekawą i zabawną. Aktualnie na moim lapie w folderze z dokumentami, drzemie 15ście odcinków opowiadania. Tygodniowo jednak będę dodawałą jeden, dwa fragmenty - zależy od poczytności i waszego zaangażowania w całą historię :)
Chłopcy pojawiają się dopiero około 7mego odcinka, jednak zapewniam - warto będzie poczekać.
Także uzbrojcie się w cierpliwość, a mi nie pozostaje nic innego, jak życzyć wam przyjemnej lektury!

Buźka!

~1~

"Witajcie na Nasturcjowej'"


Ciepłe, lipcowe promienie słońca wpadały przez wysokie, zabytkowe okna do dużego, przestronnego pokoju. W pomieszczeniu panował iście artystyczyny nieład: dziewczęca garderoba porozwlekana po całej podłodze, na krześle przy biurku również sterta wątpliwej czystości ciuchów, stolik zawalony różniej maści książkami i czasopismami. Wysoka drewniana komoda wprost uginała się pod ciężarem niezliczonej ilości kosmetyków i pachnideł a toaletka, nad którą pyszniło się kryształowe zwierciadło zasłana była zużytymi płatkami kosmetycznymi. Słowem: był to pokój przez który przeszedł istny tajfun stulecia a zaraz po nim wichura z gradobiciem włącznie. Mimo tego jednak było to pomieszenie ciepłe i przytulne, urządzone z dużym pomysłem i smakiem. Ściany w kolorze fiołkowym, nadawały mu swoistego charakteru, z sufitu spozierały pięknie namalowane puszyste obłoki, całości zaś dopełniał fikuśny, kryształowy żyrandol. W okazałej wnęce stała stara szafa z jasnego dębowego drewna, a tuż naprzeciwko antyczna kanapa, indentyczne krzesło i stolik na czterech wygiętych nóżkach. Pod oknem szereg szafek, biurko, a w kącie ogromny fotel któremu towarzystwa dostarczała wiekowa, wysmukła lampa. Po drugiej stronie pokoju - toaletka, która z lewej strony graniczyła z kręconymi, zdobionymi w roślinne motywy schodami znikającymi w chmurach, wyczarowanych na sklepieniu. W samym centrum pokoju zaś, stało łóżko. Łóżko to jednak było nie byle jakie, bo ogromne, metalowe, z rzeźbionym wezgłowiem, a tuż nad nim rozpościerała się potężna moskitiera. Jej delikatny materiał otulał teraz postacie dwóch wtulonych w siebie dwudziestolatek, które w niecodziennych pozach zajmowały całą powierzchnię okazałego łoża. Pierwsza z nich, blondynka o delikatnych rysach oddychała miarowo i spokojnie, z ufnością wtulona w ramię koleżanki. Dziewczyna miała na imię Julka i była właścicielką owego fiołkowego królestwa. Druga z nich - ciemnowłosa i ciemnooka Aleksandra o ładnej buzi, pochrapywała teraz tuż nad uchem swojej przyjaciółki, obejmując ją swoim szczupłym ramieniem. Po niemal całej przegadanej nocy obie spały jak zabite, tym bardziej, że nie była to pierwsza noc jaką zarywały, bo już od dobrego tygodnia szalały po wszelkiego rodzaju imprezach.
Odkąd Julka przeprowadziła się wraz z rodziną do stusiedemnastoletniego domu przy ulicy Nastrucjowej 17 jej przyjaciółka była tam stałym gościem. Dom był doprawdy ogromny i niebywale piękny. Oszałamiał pod względem architektonicznym - wysokie, rzeźbione sufity, oryginalne parkiety, a na dole imponujący salon z kominkiem. Dom z duszą jak mawiała Alex.
I tak teraz obie dziewczyny spały w jego fiołkowym wnętrzu słodko śniąc o tym co je jeszcze w życiu wspaniałego czeka. I tak było by pewnie jeszcze kilka ładnych godzin, gdyby w pewnym momencie nie rozbrzmiał głośny i nieprzyzwoicie natarczywy dźwięk telefonu. Obie przyjaciółki poderwały się gwałtownie, brutalnie wyrwane z ciepłych ramion Morfeusza. Julka, która dotychczas spokojnie spała z głową złożoną na ramieniu Oli podnosząc się przydzwoniła przyjaciółce głową prosto w zęby. Obie dziewczyny nie wiedząc co się dokładnie dzieje, odruchowo złapały się za obolałe części ciała, po czym widząc swoje zdziwione spojrzenia wybuchnęły śmiechem.
- Haaa...aaalooo? - wyziewała Julka wprost do słuchawki, kiedy wreszcie przestały się chichrać - aaa, to Ty mamo, no cześć! A tak, tak świetnie. Tak, śpi u mnie. A Ty jak sie bawisz, pogoda pewnie piękna? No to super. Aha. No dzisiaj, dzisiaj. Co? No o jedenastej się ustawiłyśmy z Paulą, podjedziemy po nią. No wiem przecież, zaraz się zwlekamy z betów. No okej. Dobrze, pozdrowię. Dobrze, będziemy uważać. No, Ty też! Kocham Cię, paaa!
- No co jest Bejbe? - zapytała Olka przeciągając się leniwie
- A nico generalnie, masz ucałowania od mojej starszej. Aleeeex...? - zaczęła Julka z chytrym uśmieszkiem
- Nooo...?
- A wiesz co dzisiaj jest...?
- Hymmm... - Olka udała zastanowienie - hymmm... chyba czwartek, no nie?
- Taaak... a wiesz co to znaczy...?
- Nooo, cooo???
- A to, że dzisiaj jedziemy...
- NA TOKIO HOTEL!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - wrzasnęły równocześnie i zrywając się poczęły z piskiem skakać po łóżku
- Billu, nadchodzę!!!!!! - darła się Julka tarzając się wsród skotłowanej pościeli
- Billu, Tomie, Gustawie, i ty czwarty co cie nikt nie zna - nadchodzę!!! Co prawda mam was dupie, ale i tak bedzie zajebiście!!! - wtórowała jej Olka
- Jesteś wstrętna, wiesz?! - zaśmiała się Julka
- No co?! Jadę tam tylko dla Ciebie! I pamiętaj o naszej umowie:stoimy w pierwszym rzędzie pod sceną ale ja jestem ubrana w bluzę z kapturem, który mam na głowie, ciemne, wielkie...
- ...okulary, szalik zasłaniający pół twarzy i w ogóle nie istniejesz :D Wiem, wiem Oluś
- No raczej ze wiesz! Jaki to był by skandal gdyby mnie ktoś tam przykminił! BOZĘ! Ja na tym szicie Tokio Hotel?! ja?! Gitarzystka undergroundowego zespołu rockowego?! matko jedyna, moja reputacja... - dziewczyna teatralnym gestem złapała się za głowę i opadła na poduszki
- Dobra, już mi tu nie jęcz! Ja ruszam tyłek, Billu czeka! - zwinnie zeskoczyła z łóżka, odsłoniła fioletowe żaluzje i wyszła na balkon - nosz cholera, jaki piękny dzień! Aleksandro, któraż to godzina wybiła?!
- Dochodzi dziesiąta maj darling! - odkrzyknęła jej czarnula, która właśnie krytycznym wzrokiem lustrowała swoje odbicie w kryształowej tafli zabytkowego zwierciadła
- No to się musimy kurde zbierać - zanuciła pod nosem Julka, po czym wychyliła się przez balkonowy murek i wciągnęła głęboko pachnące skoszoną trawą powietrze. Boże, jaki ten świat jest piękny! - pomyślała jeszcze i wróciła do środka.
W pokoju włączyła telewizor, ustawiła na Vivę, usłyszała jeszcze jak Oluch tapla się w łazience na górze i popędziła na dół do kuchni. Migiem wyczarowała dwa gofry z nutellą i bananami, napełniła kubki parującą kawą, wrzuciła po kostce cukru, dolała śmietanki, po czym ustawiła smakołyki na srebrnej tacy i popędziła z powrotem na górę. Tam też zastała wyszorowaną Olkę, która tańcowała zawzięcie do kawałka "Beep".
- ...I'm a do my thing while you're playing with ya... Ha, ha-ha, ha-ha, ha-ha! - dziewczyna jak zawsze śpiewała do pilota, podgłaśniając co chwila TV i trzepiąc przy tym czarnymi dredami o niebieskich końcówkach
- Taaa....... - zaczęła ze śmiechem Julka, stawiając tacę na stoliku - a trzęsąc tyłkiem do Pussy Cat Dolls, to se nie zepsujesz reptuacji, he? Wielka miłośniczko Korna, Slipknota i tym podobnych hardkorów?:P
- Oj tam gadasz - machnęła ręką Alex - cicho, teraz najfajniejszy motyw... Boomp-boomp, Omp-omp, Boomp, boomp-boomp... - śpiewała dalej dziewczyna wymachując nad głową czerwonym stanikiem, a Jul nieprzestając się śmiać dołączyła do niej.
Wyglądem dziewczyny różniły się diametralnie: smukła, ciemnooka Alex o egzotycznej urodzie, z mnóstwem czarnych dreadów i kolczykiem w brodzie oraz Julka - równie wysoka blondynka o jasnej karnacji i niebieskich oczach . Mimo skrajnego wyglądu były pokrewnymi duszami: to samo zwariowane poczucie humoru, spontaniczne akcje, przebojowość, ciekawość świata. Obie uwielbiały muzykę: Julka preferowała dużo dobrego hip-hopu, klasycznego marleyowskiego reagge, ostrego ragga, ale nie przeszkadzały jej rockowe klimaty. Olka choć z początku zatwardziała miłośniczka ciężkiego, new-metalowego i rockowego brzmienia, ostatnio skłaniała się ku bardziej chilloutowym klimatom. Obie z resztą świetnie się uzupełniały - Julka ciągnęła przyjaciółkę na koncert Fisza, żeby na kolejną imprezę mogły ruszyć na przegląd rockowych kapel undergraundowych. Tym też sposobem każda wychodziła na swoje, przy okazji rozszerzajac dotychczasowe choryzonty. Tak właśnie minęło im całe liceum - wraz z ich wspólną przyjaciółką - Pauliną, na złe i dobre, na szalone imprezy, słoneczne popołudnia i dni przepełnione melanholią i smutkiem
Teraz wszystkie trzy skończyły pierwszy rok studiów i wybierały się na wakacje swojego życia - z zaoszczędzoną kasą, prawem jazdy w kieszeni i własnym samochodem. Koncert Tokio Hotel nie był więc jedynym powodem ich wyjazdu do Niemiec, zwłaszcza, że Julka wygrała międzynarodowy casting modelingowy i dostała świetną ofertę pracy z Berlinie. Mimo wielu planów na przyszłość dziewczyny obiecały sobie, że te wakacje spędzą razem i będą to najfantastyczniejsze trzy miesiące ich młodości! Tak więc skacząc jak opętane po pokoju, śpiewały wniebogłosy aby wreszcie paść zmęczone i roześmiane na kanapę.




komentarze [1]



Szablony z Tokio©
Miss Izabela.
{akcja}



O mnie

Księga gości
Dodaj do ulubionych

ich-bleibe-eine-nacht-thfuck-me-tomeleanor-rigby


Kluby


Archiv
2008
czerwiec (10)
lipiec (1)
sierpien (1)
październik (1)
listopad (1)

2009
maj (1)



Layout
Miss Izabela